ROZMAITOŚCI JĘZYKOWE Z KOŚCIOŁA, SPORTU I KUCHNI


Zapisuję sobie w notesie językowe spostrzeżenia i kiedy się uzbiera należyta porcja wybieram co smakowitsze (albo irytujące, albo śmieszne). Polszczyzna na szczęście żyje, czy ma się dobrze, czy nie to odrębny temat, materiału w każdym razie nie zabraknie. Oj, nie. Dziś trzy przykłady.

 

1. Opowiadał mi znajomy ksiądz, jak to po mszy św. sprawowanej w rocznicę ślubu, podeszli do niego z pretensjami jubilaci. Noszą nazwisko Ciepły i przekonani, że jest ono nieodmienne, z nieskrywaną irytacją przekazali tę wiedzę duchownemu. Ich zdaniem, nie dość, że popełnił błąd, mówiąc: państwo Ciepli, to jeszcze zdezorientował wiernych, którzy nie dowiedzieli się za kogo właściwie ta msza sprawowana.

Ksiądz nie dał się zbić z tropu. Wyjaśnił, dlaczego ma rację, co jednak zostało przyjęte cierpko, a mówiąc wprost – wcale. To może ja jestem Ciepła? – zapytała jubilatka. Ksiądz roztropnie odpowiedział: Jak najbardziej Ciepła, choć forma – pani Ciepły, będzie też dobra.

Lubię księdza za to, że konsekwentnie, co niestety jest rzadkością, odmienia nazwiska. A to nie takie proste w trakcie odczytywania idących w setki tzw. wypominków. W 90% po przyimku za (kogo) pojawia się wtedy na karteczce nazwisko w mianowniku. Większość idzie po linii najmniejszego oporu i czyta bez zmian. Zauważmy, że problem braku odmiany nazwisk dotyczy w tym samym stopniu również wizytówek na drzwiach i napisów na cmentarnych nagrobkach.

Tak, księża nie mają łatwo, czekam jednak – choć z malejącą nadzieją – na moment, kiedy powszechnie będą odmieniali nazwiska oraz „przy okazji” zniknie z mszalnego języka zwrot: w sposób szczególny.

Nigdy dość przypominania słów Hugo Steinhausa, który miał powiedzieć wszystkim tym, którzy nie życzą sobie odmieniania: „Jesteście właścicielami swojego nazwiska tylko w mianowniku liczby pojedynczej. Pozostałymi przypadkami rządzi gramatyka!”.

 

2. Trudno zaliczyć mnie do szczególnych fanów piłki nożnej. Wystarcza mi oglądanie meczów ważnych i rzut oka na tytuły. Właśnie jeden z nich przykuł moją uwagę. Czytam w lokalnej prasie: „Gol w 2-giej minucie przesądził o meczu”. No i co – pewnie zapyta wielu – strzelili raz, a dobrze i po wszystkim. Zdarza się.

Jasne, tylko nigdy w 2-giej minucie. Ta pisownia broniła się jeszcze w dwudziestoleciu międzywojennym, ale nie dzisiaj. Wygląda dziwnie, podobnie jak zapis w 2-ej. Sam fakt wprowadzenia niejasności powinien zwrócić uwagę dziennikarza. No bo, dlaczego by nie napisać, idąc tym tropem – udało się obronić 2-ego gola (lub 2-go)?

Kwestię porządkuje „Słownik języka polskiego”: Po cyfrach arabskich oznaczających liczebniki porządkowe stawiamy kropki, np. na 10. (= dziesiątym) piętrze; w 3. (= trzeciej) osobie, po raz 7. (= siódmy). Kropka po liczebniku może zostać opuszczona, jeśli z kontekstu jednoznacznie wynika, że użyty został liczebnik porządkowy, np. Chodzę do 8 klasy. Po cyfrze oznaczającej datę nie daje się kropki, gdy nazwa miesiąca została zapisana słownie: 7 kwietnia, 17 maja (nie: 7. kwietnia, 17. maja).

Przytoczony tytuł w wersji poprawnej powinien więc wyglądać tak: Gol w 2 minucie przesądził o meczu. Kontekst jest tu tak oczywisty, że kropki nie ma sensu stawiać.

 

3. Po obiedzie nadeszła pora na mój ulubiony posiłek. Czyli ciasto i kawę. Pośród rozmaitych słodkich wypieków pojawił się też sernik. Wiedziałem, że za moment nie obejdzie się bez roztrząsania poprawności formy jednego z niezbędnych, moim zdaniem, składników. No i stało się: A czy są tam rodzynki. Bo ja rodzynek (chwila zawahania), rodzynków (?) nie lubię. Wie ktoś, jak będzie poprawnie? 

Często w języku polskim odpowiedź na podobnego typu wątpliwości zadowoli wszystkich. Tak też jest w tym przypadku, bowiem obie formy liczby mnogiej są poprawne. Istotna jest za to konsekwencja. Jeśli decydujemy się na męską formę (ten) rodzynek, pozostańmy przy niej: tego rodzynka, tych rodzynków. Stosując formę żeńską (ta) rodzynka, mówmy: tej rodzynki, tę rodzynkę, tych rodzynek.

Przy okazji, i rodzynek, i rodzynka są z nami od średniowiecza i zanim znalazły się w polszczyźnie, przeszły długą drogę. Najpierw istniały też dwie formy: rozynki albo rozenki, przejęte z niemieckiego Rosine. W niemieckim zaś była to pożyczka z francuskiego roisin/rosin.

Nie koniec na tym; Francuzi z kolei wykorzystali  łacińskie określenie racemus, racemi, oznaczającego szypułkę winogrona, jak również samo winogrono.

No i jesteśmy w domu (przy serniku z rodzynkami).



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

SZARAPOVA CZY SHARAPOWA I INNE MANOWCE
22.10.2020
OŚCIĄ W GARDLE. JASNE, ŻE O KOŚCIACH TEŻ BĘDZIE
24.09.2020
DUŻĄ LITERĄ, MAŁĄ LITERĄ. WIEDZA TAJEMNA? (CZ. 2)
10.09.2020
PISOWNIA RELIGIJNA, CZYLI DYLEMATY NIE TYLKO ŚWIĄTECZNO-ŚLUBNE (CZ. 1)
03.09.2020
KARTOFEL I ZIEMNIAK. KTO RZĄDZI W TYM ZWIĄZKU?
20.08.2020
SIENKIEWICZ, W PUSTYNI I W PUSZCZY. NA STOS I ZAPOMNIEĆ?
23.07.2020
WSZYSTKA PO 5 ZŁOTYCH! UPUST (OPUST?) NADZWYCZAJNY
14.05.2020
KORONAWIRUS. NA PEWNO FORMA POPRAWNA?
16.04.2020
NAJDŁUŻSZE POLSKIE SŁOWO? NIE, NAPRAWDĘ NIE TO
09.04.2020