RYLSKI „JADĄC”. A TY CZEGO SŁUCHASZ W SAMOCHODZIE?


Komu poleciłbym tę książkę? Z pewnością wszystkim, którzy – podobnie jak ja – lubią jazdę samochodem, poznawanie nowych terytoriów, odkrywanie krajobrazów, wreszcie słuchanie muzyki, dzięki której podróż staje się pełniejsza. Ale też potrafią nabrać dystansu do tego, co minęło, potrafią „przyhamować” i pomyśleć nad własnym miejscem w coraz bardziej nieobliczalnym świecie. Czyli książka dla każdego? Nie sądzę, choć nawet jeśli ktoś tych warunków nie spełnia, wspólnoty podobnych doświadczeń nie dostrzega i tak warto, aby rzecz przeczytał. Będzie wiedział, co w życiu traci.

Eustachy Rylski – nie ukrywam, od debiutanckiej książki „Stankiewicz. Powrót”, jeden z moich ulubionych pisarzy – wydał zbiór esejów niezwykłych. „Jadąc” to książka, po której chce się wsiąść do samochodu i do niespiesznie mijanych pejzaży dobrać stosowną muzykę. Starannie dobrać. Wszystko w myśl idei: „są pejzaże dokładające się do muzyki i jest muzyka dekorująca pejzaże”.

Autor wypełnia tę definicję po mistrzowsku, ale też „przy okazji” umiejętnie określa sens tajemnych związków między jazdą, mijanymi widokami a wartością towarzyszących im ilustracji muzycznych. Więcej nawet, Rylski jest pewny, że „Jesteśmy przypisani obrazom, dźwiękom, frazom, wersom i pejzażom w zasadzie do śmierci”. Potrafi zachwycić zmysłem obserwacji w opisach swoich podróży po różnych krajach, po wielu zakątkach ojczyzny. I – co już niemal tradycyjne u tego prozaika – czaruje rzadko spotykanym we współczesnej literaturze panowaniem nad językiem, dbałością o każde słowo. Kiedy już wejdzie się w ten rytm i oswoi frazę pojawia się swoisty rodzaj pięknego oszołomienia, które właściwe jest obcowaniu z dobrą poezją.

Rylski przypadków nie uznaje; pewne krajobrazy współbrzmią wyłącznie z taką, nie inną muzyką. Stąd na kartach mandżurski walc, arie z oper Karola Szymanowskiego, muzyka cygańska i rosyjska, także ta z filmów „Papusza”, „Dziewiąte wrota” i „Ojciec chrzestny”. Pojawia się Nino Rota, Gilbert Becaud, Mahalia Jackson, Szostakowicz, Kilar i Chopin, któremu autor poświęca osobne pejzażowo – muzyczne miejsce.  I tak preludium Chopina udanie komponuje się z jesienią i Mazowszem, za to  Kilar z „Dziewiątych wrót” brzmi stosownie nocą w okolicach Puszczy Augustowskiej.

No i samochody. Nie każdy przecież nadaje się do każdej muzyki. Oczywiste dla autora, że „Bregovicia słuchać można w każdym rzęchu, słuchanie Chopina w polonezie jest wynaturzeniem. Chopin to jednak toyota camry i powyżej. Dobrze powyżej. Co do drogi, to jasne, że kompozytorowi bardziej służy trzypasmowa autostrada niż szutrówka.” Bywają też sytuacje odwrotne, kiedy najbardziej komfortowe auto nie sprosta muzyce. Na przykład mozartowskiej „Lacrimosie”: „Wtedy wyłączamy odtwarzacz lub zatrzymujemy auto, bo pierwszy wraz z drugim za mocne. Dlatego »Requiem« nie jest muzyką samochodową, a jeżeli, to na krótko. Szymanowski nic takiego w nas nie wyzwala.”

Z właściwą gatunkowi eseju refleksją i spokojem oraz unoszącą się nad całą twórczością melancholią, siedemdziesięciopięcioletni autor, uznając, że nadchodzi pora na „wyprowadzanie się z teraźniejszości” i „bycie już poza każdym z trzech czasów” zastanawia się również nad muzyką, która miałaby towarzyszyć jego ostatniej podróży. Odprowadzeniu na cmentarz.

Bo – a uświadomiłem sobie ten fakt dopiero pod koniec lektury – Eustachy Rylski tymi zapiskami o podróżach i muzyce im towarzyszącej, w istocie zaprasza do namysłu nad upływającym czasem, przemijaniem, nad sensem uważności w życiu i, co równie istotne, niezbędną dozą pokory w przyjmowaniu tego, co los niesie.

Wracam do pytania z początku recenzji. Znalazłem jeszcze jednego adresata, dla którego Rylski i jego książka „Jadąc” stanie się błogosławioną chwilą wytchnienia. To każdy, kto ma dosyć rozlewającej się na życie publiczne i medialne przekazy niepohamowanej erupcji barbarzyńskiej wulgarności, wszechobecnego schamienia i prostactwa. To każdy, kto odczuwa coraz bardziej dojmujące poczucie bezradności, gdy odzywają się, jak pisał Miłosz, moce chaosu.



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

WIELKI POST I MAŁE PYTANIA
18.03.2022
MARCIN WILK „POKÓJ Z WIDOKIEM NA MORZE. LATO 1939”
24.02.2022
CO MOŻE DOBRA PARODIA (SZKODA, ŻE DAWNA)
04.02.2022
MATUZALEMOWY WIEK I SZEWSKA PASJA NIE IDĄ W PARZE
27.01.2022
MARTA KWAŚNICKA „POMYŁKA” (RECENZJA)
11.02.2021
TEŻ JESTEŚ ZAŻENOWANY, CZYTAJĄC BIOGRAFIE?
08.08.2019
AMOR TOWLES „DŻENTELMEN W MOSKWIE”. PRZECZYTAM PONOWNIE?
07.03.2019
KSIĄŻKI DLA NAJMŁODSZYCH. MÓJ BARDZO OSOBISTY KANON (CZ. I)
26.10.2018
JEST JÓZEF IGNACY KRASZEWSKI „TYTANICZNYM GRAFOMANEM”?
25.05.2018