OD SASA DO LASA I INNE DUPERELE


Pora na jedenastą garść językowych niespodzianek. Jak to bywa w tych zestawieniach – „od sasa do lasa”. Czego tu dziś nie ma! Pojawiają się królowie, zwierzęta reprezentowane w liczbie sięgającej dziesiątki (kącik frazeologiczno – zoologiczny?), broń palna i krew, na szczęście bez związku. A gdyby jednak kogoś w trakcie lektury krew zalała, to winą niech obarcza swoje cztery humory, a nie moje duperele (wyjaśnienie w czwartym, omawianym dziś zwrocie).

SPALIĆ NA PANEWCE –  NIE UDAĆ SIĘ

Nie, nie będzie nic dla mechaników samochodowych. Rzecz dotyczy broni palnej, a nie silnika. Dawna, mocno jeszcze prymitywna, posiadała wyżłobienie w górnej części lufy, w którym umieszczano proch. W teorii, po jego podpaleniu, ogień miał się przenieść do kuli umieszczonej w lufie i spowodować wystrzał. Dość często bywało, że proch wypalił się na panewce, a ładunek pozostał na swoim miejscu.

DUPERELE – GŁUPSTWA, BŁAHOSTKI

Ciekaw jestem, o co chodziło właścicielowi sklepu w Nowym Sączu „Antyki i Duperelle. Zaszalejemy za 4 złote”. Pewne jest, że taka nazwa nie chce się „odczepić”, a to już połowa sukcesu. Pomysłodawcy wyjaśniam, że z literą „l” w wyrazie „duperele” nie trzeba się tak rozpędzać – wystarczy jedna, a termin wziął się, jak wieści głoszą, od nazwiska du Perelle, które nosił pewien austriacki urzędnik za czasów Monarchii Austro-Węgierskiej. Uwielbiał on pisać szczegółowe, skomplikowane rozporządzenia na temat spraw mało ważnych.

Ale zaskoczenie! Podobnie jak większość (przeprowadziłem mały sondaż), do niedawna uważałem, że słowo należy i do języka bardzo potocznego, i lekko nieprzyzwoitego. A tu nieoczekiwanie przydałaby się wymowa francuskiego gardłowego „r”.

OD SASA DO LASA – RÓŻNICE MIĘDZY LUDŹMI, RZECZAMI

Wiedziałem, że wyjaśnienia należy szukać w historii Polski. Okazuje się, że jest oprócz tego jeszcze jedno, też całkiem sensowne. Po kolei. W XVIII wieku szlachta nie mogła się zdecydować, którego z kandydatów do tronu wybrać: erotomana Augusta II Mocnego (z dynastii saskiej) czy masona Stanisława Leszczyńskiego. I tak dzięki albo z powodu rozterek wyborców (zależy, jak oceniamy rządy każdego z tych królów) obaj sprawowali władzę na przemian: 1697-1704 August II Mocny, 1704-1709 Stanisław Leszczyński, 1709-1733 August II Mocny, 1733-1736 Stanisław Leszczyński.

Natomiast w „Przypowieściach polskich” Salomona Rysińskiego z 1619 roku przeczytać można, że „sa, sa” było poleceniem wydawanym zwierzętom i znaczyło: do mnie, do nogi. Gorzej, jeśli jeśli właściciel nie miał za grosz posłuchu i zwierzę biegło „do lasa”.

BYĆ NIE W SOSIE – BYĆ W ZŁYM HUMORZE, NASTROJU

Niegdyś słowo „humor” miało całkiem inne znaczenie niż dziś. Oznaczało jeden z czterech płynów (sosów) w organizmie człowieka, do których od średniowiecza zaliczano krew, żółć, flegmę i czarną żółć. Były one odpowiedzialne za temperament człowieka. Z czasem więc słowo humor zaczęło znaczyć tyle co nastrój. Mówiono: jestem w dobrym/złym sosie. Dziś aktualna w języku pozostała już tylko ta druga część i jej nikomu nie życzę.

KONIA Z RZĘDEM – NAGRODZIĆ ZA COŚ NIEZWYKLE TRUDNEGO

Słyszałem już „konia z rządem”, ale wątku politycznego nie będę kontynuował. W przypadku tego frazeologizmu „rząd” to „dawna ozdobna uprząż konia przeznaczonego do jazdy wierzchem”. Dobry koń z rzędem był marzeniem, podobnie jak dziś luksusowy samochód. Jan Lippoman, autor pamiętnika sprzed dwóch wieków, pisał: „stroją Polacy konie w złoto, srebro, perły, drogie kamienie; strzemiona ich bywają złote”. Koszt uprzęży, jeśli była wykonana z kosztownych materiałów przez rymarzy – artystów, mógł z łatwością przekroczyć cenę szlachetnego rumaka. Na grzbiecie leżała futrzana podkładka, czyli czaprak, na nim bogato zdobione skórzane siodło, z boków strzemiona (nawet złote!), na głowie ozdobna uzda rzemienna. Pojawiła się też od XVI wieku olstra – skórzany futerał na krótką broń palną. Powiedzielibyśmy dzisiaj, że koń tak osiodłany reprezentował full wypas.

Czy może dziwić, że na taki prezent mógł liczyć jedynie ktoś, kto wykazał się nieprzeciętnym heroizmem i bohaterstwem? I to pod warunkiem, że bogaty pan ten czyn zauważył i docenił. Obecnie nikt za szlachetne, wyjątkowe zachowanie nie daje koni z rzędem, tylko… Właśnie, co się teraz daje?

KAŻDA LISZKA SWÓJ OGON CHWALI – KAŻDY ZACHWALA SWOJE, PRZYPISUJE SOBIE ZASŁUGI

Tak, to liszka jest wersją wzorcową, a nie pliszka, czy myszka, bo i taki wariant czasem się słyszy (już widzę myszkę, która chwali się kilkoma centymetrami biednego ogonka). I wersją najbardziej logiczną. Dlaczego? Bo liszka, po czesku liška, to dawna polska nazwa samicy lisa, po wiekach zamieniona na lisicę. Nie myszka ma się czym chwalić, a lis swoim wytwornym, grubym, futrzanym ogonem. No, ostatecznie jeszcze pliszka – i nazwa podobna, i długi, czarno-biały ogon strojnie się kołysze, kiedy ptak spaceruje po trawie.

Przy okazji, mamy tutaj dobry przykład, jak słowo, które staje się archaizmem (liszka) ustępuje miejsca obecnemu we współczesnym języku (pliszka).

Dla zaskoczonych, że najpierw była liszka – lisica, mam bajkę Ignacego Krasickiego „Niedźwiedź i liszka”

„Rozumiejąc, że będzie towarzyszów bawił,

Niedźwiedź, według zwyczaju, nic do rzeczy prawił.

Znudzeni tymi bajki, gdy wszyscy drzymali,

Gniewał się wilk na liszkę, że niedźwiedzia chwali.

Rzekła liszka: „Mnie idzie o ochronę skóry:

Niezgrabną ma wymowę, lecz ostre pazury.”

Włochatą gąsienicę też czasem nazywa się liszką, ale porzućmy ten trop. No, chyba że całą potraktujemy jako pełzający ogonek.

Jeśli ktoś chciałby na swoich rozmówcach zrobić silne wrażenie, śpieszę z tłumaczeniem zwrotu na język grecki – κάθε παπάς την καμπάνα του επαινεί.

I zapraszam do lektury części poprzednich.

CZĘŚĆ I “JAKI ZABŁOCKI, JAKIE MYDŁO”

CZĘŚĆ II “FRAZEOLOGIZMY I KIJEK NA SZARYM KOŃCU”

CZĘŚĆ III “CO SMALIĆ, A CO SMALONE”

CZĘŚĆ IV “JĘZYKOWEJ PRZYGODY CIĄG DALSZY”

CZĘŚĆ V “ECH, TE POKRĘCONE FRAZEOLOGIZMY”

CZĘŚĆ VI “MIECZ DAMOKLESA ODCHODZI DO LAMUSA”

CZĘŚĆ VII “ZNALEŹĆ SIĘ W KROPCE I PUŚCIĆ FAMĘ O ROGU OBFITOŚCI”

CZĘŚĆ VIII “RUJA I PORUBSTWO, A TU – PIES OGRODNIKA”

CZĘŚĆ IX “KOŚCI ZOSTAŁY RZUCONE BEZ OGRÓDEK”

CZĘŚĆ X „LEŻEĆ POKOTEM I ZBIJAĆ BĄKI”

Podstawowe źródła:

Słownik frazeologiczny języka polskiego

Witold Doroszewski, Słownik języka polskiego

W. Kopaliński, Słownik mitów i tradycji kultury

Jan Lippoman, Pamiętnik Towarzystwa Rolniczego Krakowskiego

Salomon Rysiński, Przypowieści polskie

 



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

LEJE JAK Z CEBRA. A POMYŚLEĆ, ŻE NIE CHODZIŁO O DESZCZ
28.09.2018
BOGIEM A PRAWDĄ, NIEDOBRZE BYĆ NA CENZUROWANYM (XXIV)
03.04.2018
STRZEMIENNEGO! TRĄCI MYSZKĄ. NIE TRĄCI – MANE, THEKEL, FARES
13.03.2018
W KOŁO MACIEJU UDERZAĆ W KOPERCZAKI. ANI TO IMIĘ, ANI KOPER
13.02.2018
ZA PAN BRAT Z BADZIEWIEM? TYLKO WE FRAZEOLOGIZMACH
01.12.2017
SŁONE CENY, A DZIEWCZYNA W BIELIZNĘ UBRANA
24.10.2016
LEŻEĆ POKOTEM I ZBIJAĆ BĄKI
29.06.2016
KOŚCI ZOSTAŁY RZUCONE BEZ OGRÓDEK
01.06.2016
RUJA I PORUBSTWO, A TU – PIES OGRODNIKA
27.04.2016