SHAUN BYTHELL „PAMIĘTNIK KSIĘGARZA” (RECENZJA)


Co tu dużo mówić, jako książkowy mól po „Pamiętnik księgarza” sięgnąłem z nadzieją. Ten tytuł i okładka! Te blurby: „Ciepła i dowcipna. Będziecie parskać śmiechem”, „Niezwykle zabawna. (…) Bythell z pasją dowodzi, jak ważne są książki.” Typowa dla blurbów przesada? Owszem, nawet całkiem spora, ale i tak miłośnicy buszowania po antykwariatach powinni rzecz przeczytać. Autorowi wiele można bowiem wybaczyć. Nawet to, że czasem przynudza.

Młody Szkot, nie zastanawiając się wiele, kupuje sobie podupadający antykwariat. Po latach księgarskich wzlotów i upadków postanawia przez rok pisać pamiętnik. Być może właśnie dla takich jak ja, którym wydawało się, że praca antykwariusza jest lekka, łatwa i przyjemna, choć zapewne na nowego Mercedesa niełatwo z niej uzbierać. Prawdziwe po lekturze okazało się tylko to ostatnie przypuszczenie. Zwłaszcza obecnie, w czasach coraz powszechniejszej i skutecznie niszczącej (przynajmniej rynek brytyjski) konkurencji sprzedaży online. Chodzi przede wszystkim o nierówną walkę z wszechpotężnym Amazonem. Mam jednak wrażenie, że w Polsce trzeba być jeszcze większym szaleńcem, by odważyć się na prowadzenie antykwariatu niż w Szkocji.

Tak więc minorowy nastrój też się w książce nieraz pojawia. Dominuje jednak typowo brytyjski ironiczny sarkazm, specyficzny dowcip, choć blurby zapowiadają w tej dziedzinie stanowczo zbyt dużo. Istota sprowadza się do krótszej lub dłuższej notatki z wydarzeń bieżącego dnia. Nie każdy może przynosić niespodzianki, więc często opisy są nieco monotonne. Lektura podobnych do siebie uwag na temat kłopotów z ogrzewaniem, dziurawego dachu, mizernych wpływów, leniwego personelu może być po pewnym czasie nużąca, choć pokazuje „szarą” codzienność antykwariusza. Lepszym pomysłem, moim zdaniem, byłaby rezygnacja z diariusza, a skupienie się na wydarzeniach godnych uwagi, nawet jeśli takowe pojawiają się co kilka dni. Być może częściej mógłbym czytać fragmenty zapadające w pamięć, takie jak ten:

W handlu używanymi książkami doświadczenie sortowania masy spadkowej jest tak częste, że stopniowo przestaje to człowieka w ogóle ruszać. Wyjątkiem są sytuacje takie jak ta, kiedy zmarła para była bezdzietna. Z jakiegoś powodu wiszące na ścianach zdjęcia – mąż w eleganckim mundurze lotnika, żona jako młoda dziewczyna zwiedzająca Paryż – wywołują melancholię, która nie pojawia się, kiedy małżeństwo zostawiło po sobie dzieci. Likwidowanie ich księgozbioru wydaje się ostatecznym aktem unicestwienia postaci – antykwariusz staje się odpowiedzialny za wymazanie resztek dowodów na ich istnienie. Zaś księgozbiór tej kobiety stanowił zapis jej charakteru, jej zainteresowań, był czymś w rodzaju dziedzictwa genetycznego. Być może to dlatego jej bratanek tak długo zwlekał, zanim zadzwonił, żebyśmy przyjechali na wycenę – podobnie jak rodzice, którzy po stracie dziecka przez lata nie mogą zdobyć się na to, żeby opróżnić jego pokój.

Z drugiej strony, sporo się w antykwariacie dzieje. Rytm życia małego miasteczka (Wigtown liczy ok. 1000 mieszkańców), nietuzinkowi klienci, spotkania autorskie połączone z posiłkiem, kursy rysunku, wykłady o destylowaniu whisky, łóżko ustawione wśród książek. Czy też Klub Przypadkowej Książki, w którym za składkę roczną członkowie co miesiąc otrzymują wybraną przez właściciela pozycję – wszystko to tworzy jakąś energię właściwą pasjonatom. A jest ich w Wigtown cały zastęp; jak to możliwe – zastanawiam się – że działa tam kilkanaście księgarni i nie tylko nie bankrutują, ale stanowią atrakcję turystyczną miasteczka. Zyskuje na tym cała społeczność. U nas nie udałoby się? Problemy księgarzy i antykwariuszy w końcu identyczne: ku ich rozpaczy jako czytelnicy również kupujemy w internecie lub sieciówkach, szukamy rabatów, korzystamy z e-booków i czytników.

Kto wie, odpowiedź może jest całkiem prosta – w Polsce najzwyczajniej czytamy dużo mniej. Jest też inna – niezbyt sobie cenimy książki używane, dlatego, np. po prezent rzadko udajemy się do antykwariatu. Tymczasem „Pamiętnik księgarza” przywołuje wiele podobnych przykładów.

Książka sporo obiecuje. Potrafi irytować, przynudzać (skrupulatne zapiski nt. ilości klientów, zamówień internetowych, stanu kasy). A mimo to czyta się gładko i szybko, choć z przeświadczeniem, że potencjał nie został do końca wykorzystany. Jest w niej jakiś urok i ciepło, zajmująca zwyczajność, choć właściciel antykwariatu potrafi być zgryźliwy, opryskliwy i sarkastyczny („zajrzałem na TripAdvisora, żeby sprawdzić, czy ktokolwiek wystawił nam opinię. Znalazłem dziewięć, z których dwie dotyczyły jakości jedzenia. Nie serwujemy jedzenia. Nigdy tego nie robiliśmy. Dwaj inni recenzenci narzekali, że sklep „jest mniejszy, niż się spodziewali”. Zainspirowany tą krytyką napisałem idiotyczną recenzję, w której pochwaliłem wspaniałą aparycję i urok osobisty właściciela, piękny, zmysłowy zapach, który unosi się w sklepie”).

Trudno nie wspomnieć o ekscentrycznej pracownicy Nicky, która tradycyjnie w piątki przynosi smakołyki ze śmietnika pobliskiego marketu. I naturalnie o głównych bohaterach pamiętnika – całej barwnej menażerii klientów, goszczących w antykwariacie różnej rangi pisarzach i wreszcie mieszkańcach Wigtown.

Nie każdy tytuł musi mieć głębię Dostojewskiego. „Pamiętnik księgarza” to lekko napisana, przyjemna lektura w sam raz na kilka jesiennych wieczorów.



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

EUSTACHY RYLSKI „BLASK” (RECENZJA)
22.08.2019
TEŻ JESTEŚ ZAŻENOWANY, CZYTAJĄC BIOGRAFIE?
08.08.2019
„SŁODKI KONIEC DNIA”. GORZKI KONIEC EUROPY? (RECENZJA FILMU)
13.06.2019
AMOR TOWLES „DŻENTELMEN W MOSKWIE”. PRZECZYTAM PONOWNIE?
07.03.2019
KSIĄŻKI DLA NAJMŁODSZYCH. MÓJ BARDZO OSOBISTY KANON (CZ. I)
26.10.2018
TOMEK WILMOWSKI PRZEPADŁ. NA SZCZĘŚCIE POWOLI WRACA
10.07.2018
JEST JÓZEF IGNACY KRASZEWSKI „TYTANICZNYM GRAFOMANEM”?
25.05.2018
DLACZEGO MIŁOSZ ODCHODZI W ZAPOMNIENIE
15.05.2018
SŁAWOMIR KOPER „ULUBIEŃCY BOGÓW” (RECENZJA)
24.02.2018