ŚLĄSKIE SŁOWA, KTÓRE TRZEBA WYJAŚNIĆ (NIE-ŚLĄZAKOWI)


To, że często trzeba przetłumaczyć śląskie słowa gwarowe nikogo nie dziwi. Okazuje się, że podobnie należy zrobić ze słownictwem, które wdarło się do polszczyzny ogólnej. Mówię o języku młodzieżowym. Ciekawy plebiscyt na Młodzieżowe Słowo Roku od czterech lat organizuje Wydawnictwo Naukowe PWN. W ostatniej edycji wygrała alternatywka. Kto? Co? Na stronie internetowej sjp.pwn.pl znajduję aż trzy definicje:

  • dziewczyna o alternatywnych upodobaniach i zachowaniach
  • dziewczyna nie utożsamiająca się z popularnymi trendami odnośnie ubioru, makijażu, gustu muzycznego
  • dziewczyna, która ubiera się w specyficzny sposób, zazwyczaj ma kolczyk w nosie, kolorowe włosy, ciemne ubrania oraz słucha emo-rapu

No i w ten oto sposób bezboleśnie wzbogaciliśmy wiedzę o polszczyźnie, choć mało prawdopodobne jest wykorzystanie jej na co dzień. Nic mi za to nie wiadomo o podobnym konkursie dotyczącym gwary śląskiej, a szkoda, bo śląskie słowa brzmią jeszcze bardziej egzotycznie. Alternatywka to przy nich banał.

Postanowiłem w takim razie rozpocząć tworzenie subiektywnej listy. Realizacja była trudniejsza niż mi się na początku wydawało. No bo, jaki wybrać klucz. Że wyraz brzmi ładnie dla ucha? Że niesie szczególny ładunek emocjonalny? A co, jeśli będzie połączeniem jednego i drugiego. Zostawmy kryteria na boku; przyjmuję, że są to śląskie słowa z różnych powodów dla mnie znaczące.

 

POLEKU – POWOLI

Starsze pokolenie żyło zdecydowanie na wolniejszych obrotach niż my. Stąd też częściej używało poleku (również w znaczeniu – wolniej, nie tak szybko, bez pośpiechu). W dzisiejszym pędzie przydałoby się nieraz przypominanie tego słowa, na dodatek wypowiedzianego z niepowtarzalną, wydłużoną intonacją przez naszych dziadków.

Podoba mi się zasłyszana historia, jak to uczennica w podstawówce użyła w wypracowaniu „pomału”. Pani z polskiego kazała w domu napisać na całej stronie to zdanie poprawnie. Dziewczynka poradziła się babci, po czym we wszystkich pojawiła się wersja poprawiona. „Pomału” zostało zastąpione przez „poleku”.

 

ŁONACYĆ – ZASTĘPUJE KAŻDE SŁOWO

W tym zastępowaniu podobne jest do wichajstra, czyli określenia każdego bez wyjątku przyrządu na świecie. Nie ma w nim szczególnej urody, znalazło się w zestawieniu ze względu na nieprzeciętny uniwersalizm. Kiedy tylko zabraknie potrzebnego słowa zawsze można je zastąpić wytrychem: „łonacyć” z wieloma wariantami na użytek chwili: przełonacyć, wyłonacyć, odłonacyć . Czy może dziwić, że jest to jedno z najczęściej używanych słów w gwarze śląskiej?

Ogólnie, w tej akurat zadziwiająco dużo słów zaczyna się na „ło”: „Łojciec, łotworzcie łocy i łobejżyjcie!  Łoni łotworzyli łoba łokna łoroz i łobiod łonacą!”

 

GIZD – ŁOBUZ (RACZEJ WIĘKSZY NIŻ MNIEJSZY)

Wychowałem się na ulicy dość spokojnej. Tylko od czasu do czasu, jakby należało dać ujście rosnącemu ciśnieniu, wybuchały – najczęściej między sąsiadkami – awantury z licznymi wyzwiskami. Ale jakież niewinne były te wyzwiska. Śląskie słowa z rzadka brzmią wulgarnie, a na tle możliwości współczesnej polszczyzny są pod tym względem – powiedziałbym – chwalebnie skromne.

Wystarczy wskazać, że jednym z najbardziej dosadnych jest gizd. Rzucić komuś w twarz: ty giździe, to już nie przelewki. Gizdem może być tylko mężczyzna, choć pamiętam, że i na mnie, kilkuletniego smyka, „staro Burdelka” tak wołała. A nawet z dodatkiem: ty pieroński giździe, co było niemal nobilitującym pasowaniem na dorosłego. Był jeszcze gizd zatracony, ale to z ust innej sąsiadki. Ogólnie, moje małe wtedy filologiczne ucho wolało „ty pieroński giździe”, brzmiące bardziej męsko, zdecydowanie i stanowczo niż banalne „ty pieroński podciepie”, którym mnie z rzadka też raczono.

 

KLAPSZNITA – KANAPKA

Dziwnie wygląda ta kanapka w tłumaczeniu. Bo klapsznita to klapsznita, czyli podwójnie złożone (klapniynte) dwie kromki chleba – sznity. Klasyka gatunku to klapsznita z tustym/fetym (smalcem), wusztym (kiełbasą) albo z hauskyjzą (domowej roboty serem smażonym). Razem nazywało się to klapsznita z bajlagom (tym, co włożone pomiędzy).

Takie kanapki zabierało się do szkoły i do pracy. Prawda, finezji kulinarnej darmo tu szukać; żadnych ogóreczków, pomidorków, listków sałat albo kiełków (wyobrażam sobie minę górnika na szychcie, który dawniej wyciąga z tasi (torby) przygotowane przez żonę klapsznity posypane „trawką”).

Do dziś mój ulubiony typ kanapki to właśnie klapsznita.

 

PSIŃCO – NIC

„Psińco ci przyniesie Dzieciątko”. Kto, wychowany w śląskiej rodzinie, nie przypomina sobie tych słów, kiedy się coś przeskrobało w okresie przed Bożym Narodzeniem. I nikt z dzieci nie wierzył w te przestrogi. Każdy dostawał prezenty, święta mijały, a rodzicom w portmanyju (portfelu) zostawało wielkie psińco.

To ciekawe gwarowe słowo, które zdaje się można też zapisać jako „psinco”. Dosłownie znaczy „nic”, a przecież w różnych konfiguracjach i z odpowiednią intonacją może być inwektywą albo zwykłym kolokwializmem.

Psińco wiesz. A psińco mi zrobisz. Psińco we wercie (nic nie warte). Psińco mosz. A psińco. Z takym psińcem?

Skąd się to śląskie nic wzięło? Do wyobraźni przemawia teza, że pochodzi od „psiniec”, czyli psia kupa.

A co do przywołanego na początku młodzieżowego plebiscytu, drugie miejsce zajął wyraz „jesieniara”, czyli „miłośniczka jesieni”, a trzecie wyraz „eluwina”, czyli forma powitania (od „elo”). W poprzedniej edycji zwyciężył „dzban”.

Za to mojej dzisiejszej na śląskie słowo wygrywa klapsznita.

Kolejne odcinki w przygotowaniu; spodobał mi się ten powrót do czasów dzieciństwa.



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

GYBURSTAG. URODZINY CAŁKIEM INNE, BO ŚLĄSKIE
19.11.2020
BADYHALA, A INACZEJ – PERŁA WŚRÓD PŁYWALNI
17.09.2020
ŚWIĘTOCHŁOWICE SĄ BARDZO DZIWNYM MIASTEM
06.08.2020
POJEZIERZE PALOWICKIE. TO NA PEWNO GÓRNY ŚLĄSK?
02.07.2020
SECESJA W KATOWICACH POTRAFI OLŚNIĆ (CZ. I)
21.05.2020
ŻABIE DOŁY. NA PEWNO NA ŚLĄSKU?
24.10.2019
„Wihajster do godki. Lekcje śląskiego” Barbary Szmatloch
25.07.2019
ŚLĄSKIE WICE. CZY GWARA POMAGA DOWCIPOWI?
14.03.2019
PARK TRADYCJI W SIEMIANOWICACH ŚLĄSKICH. PERŁA NA UGORZE
06.11.2018