SŁAWOMIR KOPER „ULUBIEŃCY BOGÓW” (RECENZJA)


Bez wątpienia rozpoznawalni. Nie każdy powie, że godni podziwu. Przeciwnie, wielu z rezerwą i dystansem o nich myśli. Sławomir Koper, opisując w książce „Ulubieńcy bogów” losy czterech artystów, ich osobliwe biografie i koszty, jakie ponieśli za odniesienie ogromnego sukcesu, daleki jest od nachalnego wartościowania. Wnioski pozostawia czytelnikowi. O kimże opowiada? Bohaterami są: Marek Grechuta, Ryszard Riedel, Jerzy Kosiński oraz Roman Polański. Trzej pierwsi już nie żyją, Polański, mimo sędziwego wieku (18 sierpnia ukończy 85 lat), pozostaje aktywnym twórcą.

Gwiazdorstwo Grechuty i Riedla ograniczyło się do krajowego podwórka, Kosiński i Polański odnieśli sukces światowy. Mijające lata robią swoje. Zastanawiam się, na ile są oni dziś – poza ostatnim – powszechnie znani, kojarzeni, a ich losy wydają się być nadal godne uwagi. Właśnie – losy, bo „Ulubieńcy bogów” traktują nie tylko o artystach. Bardziej to rzecz o meandrach ludzkiej kondycji, gdzie niebywały sukces zamienia się w gorycz przegranej, a upływający czas sprowadza jedynie zniechęcenie i poczucie beznadziejności.

Pisarz, reżyser i dwóch wokalistów. Twórczość Kosińskiego, nie tak znów dawno uznana za objawienie, odchodzi w cień. Riedel pozostaje ikoną dla grupki „młodzieży” w średnim wieku, wspominającej dawne, kolorowe czasy. Liryczny Grechuta to postać ważna raczej dla miłośników piosenki poetyckiej. Polański nadal tworzy, ale posępne odium młodzieńczej przygody nie opuści go do końca życia.

 

MAREK GRECHUTA

Na okładce czarno-biała fotografia z młodym, dwudziestokilkuletnim Grechutą. Na twarzy lekka ironia i dystans. Początki błyskotliwej kariery. Mało kto wie, że ten podziwiany artysta w życiu prywatnym był człowiekiem oschłym i konfliktowym. „Czytając wspomnienia żony i syna, trudno oprzeć się wrażeniu, że niemal wszystko w domu Grechutów było zorganizowane pod tryb życia Marka”. Koper w którymś z wywiadów wspomina, że zdecydował się nie wykorzystywać niektórych znanych mu faktów, by nie pogłębiać nader ponurego obrazu Grechuty – osoby prywatnej.

Pod koniec życia pojawiły się plotki o alkoholizmie. Naprawdę dotknęła go choroba afektywna dwubiegunowa, co spowodowało, że stał się człowiekiem nieobliczalnym, nie przyjmującym najmniejszego słowa krytyki. I nie przyjmującym do wiadomości faktu, że dla utrzymania legendy nadeszła pora zejścia ze sceny. „Cyklicznie pojawiały się u niego stany depresyjne, nad którymi nie panował. Artysta potrafił przerwać występ lub próbę bez słowa wyjaśnienia, co często i niesłusznie brano za objawy alkoholizmu”.

Nagłą śmierć w 2006 roku przyspieszyły przejścia związane z zaginięciem niedojrzałego i nieodpowiedzialnego syna Łukasza.

RYSZARD RIEDEL

Dwa zupełnie odmienne gatunki muzyczne, podobny problem z nieprzystosowaniem do życia w społeczeństwie. Tyle że Ryszard Riedel – w odróżnieniu od Grechuty – próbował obłaskawić świat narkotykami. „Niechęć do życia zgodnego z ówcześnie obowiązującymi normami była rodzajem buntu przeciwko stosunkom panującym w domu rodzinnym. Ojciec preferował tradycyjny model rodziny, nie okazywał też uczuć. Ryszard i jego siostra mieli czasami wrażenie, że Jan Riedel ich wręcz nie lubił”.

Zespół „Dżem” w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku był fenomenem na scenie bluesowej, a wokalista uosobieniem artystycznej, i nie tylko, wolności. Zresztą nadal dla wielu Riedel pozostaje symbolem nonkonformizmu, człowiekiem bezkompromisowym, który „żył tak, jak chciał”.  Zapominają, że z powodu skandalicznych zachowań i absencji artysta został wyrzucony z zespołu. Wkrótce zmarł z przedawkowania w wieku 38 lat. Narkotyki okazały się  śmiertelną pułapką, a nie bramą wolności. Budując Riedlowi pomnik, mało kto zaprząta sobie głowę takim „drobiazgiem”.

To, moim zdaniem, najsłabsza z czterech części książki. W zasadzie, poza znanym i często opisywanym obrazem wrażliwego ćpuna z Tychów, nie wnosi zbyt wiele nowego.

JERZY KOSIŃSKI

Kolejną część biograficznej książki „Ulubieńcy bogów” Koper poświęca Jerzemu Kosińskiemu. Trudno znaleźć artystę, który w tak nieprawdopodobny sposób, mistrzowsko konfabulując, stworzył i swoją biografię, i siebie jako pisarza. „Życie Jerzego Kosińskiego to ciąg autokreacji, w którym niełatwo odróżnić rzeczywistość od fikcji. Trudno powiedzieć, czy chociaż jedna jego publiczna wypowiedź zawierała wyłącznie prawdę” – twierdzi autor. Mitoman, blagier, grafoman, oszust, erotoman – są jednymi z łagodniejszych określeń, jakimi znajomi, wielu pisarzy i krytyków literackich, obdarzało Kosińskiego. A na pewno powody ku temu miała Halina Poświatowska, która o swojej przygodzie z pisarzem napisała w opowiadaniu „Niebieski ptak”.

Naprawdę nazywał się Józef Lewinkopf, urodził się w Polsce na 6 lat przed wybuchem wojny. On i jego rodzina przeżyli wojnę dzięki pomocy Polaków z Dąbrowy Rzeczyckiej, wioski położonej nad brzegiem Sanu. Dla mieszkańców nie było tajemnicą, że w jednym z gospodarstw gościnę znaleźli żydowscy uchodźcy. Po latach, w powieści „Malowany ptak” Kosiński opisał swoich wybawicieli haniebnie krzywdząco. Koper pisze, że sposób, w jaki odreagowywał niechęć do „Aryjczyków” z Dąbrowy, mógł wprawić w osłupienie.

Znany jest również list, jaki polska rodzina otrzymała od pisarza po wyzwoleniu terenów przez Armię Czerwoną i zawiązaniu się Polskiej Partii Robotniczej: „(..) obrzucał ich wyzwiskami – podłymi, obelżywymi, nieprzyzwoitymi wyzwiskami – i ostrzegał, że albo podporządkują się nakazom partii, albo zostaną wydani UB. Autor chwalił się znajomością tajemnic państwowych, jakoby posiadał wysokie koneksje partyjne.”

Dla Sławomira Kopera Kosiński jest niepospolitą osobowością, która potrafiła „wymyślić siebie” zabójczo skutecznie, aby po wyniesieniu na piedestał, zaszczytach i sławie celebryty doszła do głosu brutalna – a może po prostu zwyczajna – rzeczywistość, strącając go z tych wyżyn i doprowadzając w rezultacie do samobójstwa.

Najciekawsza, bogato udokumentowana, część książki. Wnioski, jakie z życiorysu Kosińskiego płyną, tylko w części dotyczą paradoksu sukcesu i pisarskiego szalbierstwa. Bardziej życia w zakłamaniu i cenie, jaką się za to, wcześniej czy później, płaci.

ROMAN POLAŃSKI

Najobszerniejszy rozdział Koper poświęcił jedynemu żyjącemu bohaterowi książki – Romanowi Polańskiemu. Rzecz jasna, nie mogło zabraknąć morderstwa jego żony, Sharon Tate i procesu, w którym Polański został oskarżony o gwałt na nieletniej. Nie ma tu epatowania tanią sensacją. Obszernie i z beletrystycznym zacięciem Koper pisze za to o powikłanych losach reżysera i jego fascynacji kinem od dzieciństwa (przytacza anegdotę, jak to Polański wybrał się na seans dla Niemców – ryzykowne posunięcie w przypadku żydowskiego chłopca).

Sukcesy towarzyszące dotkliwym porażkom, liczne burzliwe romanse i rodzinne tragedie. Wydaje się, że w jednym życiorysie niepodobna to wszystko pomieścić.

Gorzka ocena, jaką Koper wystawia artyście nie wywołuje protestu. Jeśli złożyć w całość dorobek życia i osiągnięcia twórcze, trudno o inną: «Polański bez wątpienia jest geniuszem, zdarzają się jednak ludzie, którzy czytając jego pełne samozadowolenia wynurzenia, przypominają ostatnie słowa wypowiedziane przez Johna Hustona w Chinatown:

„Politycy, brzydkie budowle i dziwki, jeśli istnieją wystarczająco długo, zyskują szacunek.”» 

Podtytuł „Ulubieńców bogów” głosi: „Niezwykłe historie wybitnych polskich artystów”. Trzeba przyznać – po lekturze tej dobrze i ze swadą napisanej książki – że „niezwykłość” historii zdominował nastrój daleki od optymizmu. Absurdalnie, ale to jeden z kilku powodów, dla których warto sięgnąć po biografie czterech niepospolitych twórców. 

 



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

ZBIGNIEW HERBERT. DWADZIEŚCIA LAT BEZ NIEGO/Z NIM
27.07.2018
TOMEK WILMOWSKI PRZEPADŁ. NA SZCZĘŚCIE POWOLI WRACA
10.07.2018
JEST JÓZEF IGNACY KRASZEWSKI „TYTANICZNYM GRAFOMANEM”?
25.05.2018
DLACZEGO MIŁOSZ ODCHODZI W ZAPOMNIENIE
15.05.2018
JAKA BYŁA HALINA POŚWIATOWSKA
20.04.2018
LEKTURY PONOWNE. „DWÓR. DWÓR POLSKI W STAREJ FOTOGRAFII”
01.02.2018
TWARDOCH, BALLADA O PEWNEJ PANIENCE (RECENZJA)
09.12.2017
LEKTURY PONOWNE. COLLODI „PINOKIO”
29.11.2017
SZYMBORSKA, KRAKÓW I SZUFLADA
15.11.2017