SROGO CHAŁPA I ANCUG Z WESTĄ. JAK TO BĘDZIE PO POLSKU?


Każda gwara wzbogaca język ogólny. W rozmowie trzeba jednak uważać; słowa brzmiące identycznie albo podobnie mogą mieć całkiem odmienne znaczenia. Stąd mały krok do mniej lub bardziej zabawnych nieporozumień. Dziś kolejny wybór takich pułapek.

 

ĆMA – CIEMNO

Ćma to nocny motyl latający kiedy jest ćma, czyli po śląsku ciemno. Za to polska ćma na Śląsku jest motą. Żeby było jeszcze „prościej”, śląskie słowo ćma wcale nie jest pochodzenia gwarowego. Wywodzi się ze staropolskiego słowa oznaczającego ciemność, ciemny.

 

SROGI – OGROMNY

Jeśli chcemy powiedzieć o kimś, że jest okrutny, surowy, bezlitosny mówimy, że jest srogi (srogi władca, srogi szef, srogi dyktator). Śląskie znaczenie przymiotnika srogi pozbawione jest okrucieństwa, choć i ono może się pojawić. Na przykład, jeśli panie obdarzają się „komplementami” typu: Aleście srogo, Helga. Musicie sie dobrze futrować.

To jedno z częściej używanych słów; kiedy tylko trzeba o kimś/o czymś powiedzieć, że jest duży/duże niechybnie na Śląsku będzie to srogie: kupiłach srogie pomidory, srogi dom wybudowali na wsi, nosi srogie szczewiki.

Nic też nie stoi na przeszkodzie, aby wykorzystać znaczenie słowa srogi z języka ogólnego (surowy, ostry) i powiedzieć: Przeżyli my srogo zima, Po co wom taki srogi pies.

Jednym słowem, kontekst i niuanse decydują o znaczeniu. W końcu Helga może być równocześnie srogo i srogo.

 

BANIA – DYNIA

Słusznie, jeśli bania kojarzy się z rosyjską łaźnią parową. Na Śląsku to jednak zwykła dynia. Z reguły warzywo podawano w dwojakiej postaci: jako „komport z banie” i zamarynowaną do drugiego dania.

Skąd się słowo bania w regionie wzięła? Kolejne pokolenie językoznawców szuka odpowiedzi.

 

CERA – CÓRKA

„Ale mocie fajno cera”. Na Śląsku nikt tak nie pochwali skóry na powierzchni twarzy, tylko córkę. Można sobie wyobrazić zadowolenie gorolki przekonanej, że wydała sporo na drogie kosmetyki i efekty widać. Z tego też powodu uważałbym na to słowo w czasie spotkania się w śląskim domu z matką (przyszłą teściową) i córką.

Co ciekawe, w języku ogólnym mówimy: „córka Andrzeja”, po śląsku zaś: „cera łod Alojza”. Zauważmy też, słowo córka ma całkiem sporo zdrobnień (córuś, córcia, córusia, córuchna, córeńka, córeczka, córunia), a cera jedno jedyne: cerka, w dodatku rzadko używane.

 

BAS – BRZUCH

Czy najniższy z męskich głosów wydobywa się z brzucha? Byłoby to jakieś wyjaśnienie. A może chodzi o instrument zwany także basetlą albo basetnią? Skądże, na Śląsku „chop z basym” raczej ani nie zaśpiewa basem, ani nie zagra na instrumencie. On często nosi (a niekiedy z dumą) spory brzuch świadczący o dobrze karmiącej żonie, smakowitości śląskiej kuchni i wypitych hektolitrach piwa.

 

PO LEKU/POLEKU – POWOLI

Jeśli tylko wczytać się w ulotki, po jakimkolwiek leku mogą pojawić się groźne komplikacje bezpośrednio zagrażające życiu. Wyjątek stanowi śląska recepta. W tym wydaniu po leku nigdy nie zaszkodzi. Znaczy bowiem powoli, niespiesznie, spokojnie. Krótko mówiąc, Ślązacy wymyślili i wprowadzili w życie wersję slow life na całe wieki przed objawieniem takiego stylu życia na Zachodzie.

 

KARA – TACZKA

„Wina i kara!”. Na Śląsku może, choć raczej mogło to być życzenie trunkowych budowlańców rozpoczynających dzień pracy. Po butelce „Kwiatu jabłoni” świat stawał się od razu przyjaźniejszy, a kara, po śląsku taczka, pomagała utrzymać równowagę. Trzymając się za oba uchwyty można było sprawiać wrażenie, że ciynżki piosek w niej jest winny przechyłom raz w jedną, raz w drugą stronę. Dostojewski by nie wymyślił.

 

SAM – TUTAJ

Dawno zmarły, nieodżałowany wujek Wincenty (ujek Wicek), kiedy mi mówił: podź sam, to nie oznaczało, że mam przyjść w pojedynkę, tylko: przyjdź tutaj. Wiedziałem, że za chwilę ciocia Elfryda (ciotka Frida) wyciągnie z kredensu (z bifyja) jakiś cukierek (bonbon). Nie dzieliłem się, zjadałem go sam. A wychodząc zawsze żegnało mnie: a przijdź sam zaś. I dostawałem drugi bonbon: na, weź sie na droga.

 

ANCUG – GARNITUR

Trochę inna kategoria, ale nie mogę sobie odmówić przytoczenia przykładu z teleturnieju „Jeden z dziesięciu”. Tadeusz Sznuk zadał tam pytanie, co znaczy w gwarze śląskiej słowo ancug. Młody mężczyzna bez cienia wątpliwości odpowiedział: pociąg. Tak mu wyszło z połączenia „niemieckiego” przedrostka an i rzeczownika zug.

Chciałbym słyszeć ten chóralny, połączony śmiech w śląskich domach.

 

WESTA – KAMIZELKA

Podsuwam, po usłyszeniu tłumaczenia słowa ancug, kolejny pomysł na mały quiz w towarzystwie goroli. Kim lub czym jest na Śląsku westa? Może gdzie indziej to bogini ogniska domowego, ale Ślązak powie tak wyłącznie o kamizelce.

Swego czasu w „Milionerach” padło pytanie za 75 tysięcy złotych: Co składa się na anzug? Szaket, galoty i… Gracz miał tradycyjnie do wyboru cztery warianty odpowiedzi: mycka, westa, plisynrok, gardina. Jego odpowiedź świadczy, że westa jako część garnituru nie jest powszechnie znana.

Wybór plisynroka (plisowanej spódnicy) kosztował go 35 tysięcy. Ubaw na Śląsku miał gratis.

 

Na fotografii cołkiem srogi, zabytkowy gmach Urzędu Miejskiego w Świętochłowicach.



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

GRUBA, ZOŁZA. DLACZEGO PRZECINEK MA TU ZNACZENIE
25.02.2021
SZOLKA. CZYM WŁAŚCIWIE JEST
14.01.2021
RYCZKA – MAŁY WIELKI MEBEL ŚLĄSKIEJ KUCHNI
10.12.2020
GYBURSTAG. URODZINY CAŁKIEM INNE, BO ŚLĄSKIE
19.11.2020
ŚLĄSKIE SŁOWA, KTÓRE TRZEBA WYJAŚNIĆ (NIE-ŚLĄZAKOWI)
29.10.2020
BADYHALA, A INACZEJ – PERŁA WŚRÓD PŁYWALNI
17.09.2020
ŚWIĘTOCHŁOWICE SĄ BARDZO DZIWNYM MIASTEM
06.08.2020
POJEZIERZE PALOWICKIE. TO NA PEWNO GÓRNY ŚLĄSK?
02.07.2020
SECESJA W KATOWICACH POTRAFI OLŚNIĆ (CZ. I)
21.05.2020