STARE MIESZKANIE JAK NOWE, CZYLI PRZED I PO


Jasne, najlepiej kupić mieszkanie nowe. Remont starego to przecież istna gehenna. Lista jest długa – niesolidni wykonawcy, zawyżane albo pojawiające się nie wiadomo skąd koszty, utyskiwania sąsiadów, wezwania straży miejskiej i policji, skargi w administracji, przekraczane terminy. Gdzieś tak w połowie pracy – na tle gruzu, rozbebeszonych ścian, wyrwanych kabli, scenerii jak po bombardowaniu – pojawia się z reguły poczucie bezradności, załamania i pewność, że to się nigdy nie skończy. Czemu towarzyszy zrozumiała gorycz refleksji: „po jakie licho zabieraliśmy się za ten remont”. 

Paradoksalnie, poczucie rezygnacji jest najlepszym momentem, bo oznacza, że teraz będzie już tylko z kryzysowej górki i jeszcze co prawda daleko, ale na horyzoncie już majaczy ta wyczekiwana wielka chwila, kiedy pył bitewny opada. I w końcu nadchodzi. Z onieśmieleniem można wejść do nowego, „jak spod igły”, mieszkania, które jeszcze marny rok temu było stare.

Katowickie osiedle. Kilkunastopiętrowe bloki na razie szare, ale po trwającym ocieplaniu będą ładniejsze niż kiedy je stawiano we wczesnej epoce gierkowskiej. Miejsce podobne do nieskończenie wielu w Polsce, ale ze znakomitą lokalizacją w samym centrum miasta, tuż obok Spodka, siedziby NOSPR-u, Muzeum Śląskiego i Trasy Średnicowej. Łakomy kąsek dla szukających wygodnego, niedużego lokum. Zwłaszcza młodych, aktywnych, lubiących być blisko atrakcji, które oferuje dynamiczne miasto. I chcących mieszkać w nowoczesnych wnętrzach.

 

Trwa boom ma modernizację mieszkań w blokach. Naturalnie, efekt końcowy to zawsze wypadkowa wielu elementów: możliwości finansowych, solidności ekip, użytych materiałów. Jedno natomiast nie ulega wątpliwości – jeśli projektantowi zabraknie talentu, wyobraźni, kunsztu, wiedzy o nowych technologiach to choćby właściciel nie liczył się z kosztami, efekt końcowy i tak będzie żałosny.

Na szczęście, prezentowany efekt sesji fotograficznej w żadnej mierze nie dotyczył tego przypadku, a porównanie, co architekt zastał na samym początku, a jaki efekt pozostawił, można zobaczyć na fotografiach. Bez dwóch zdań, robi wrażenie!

(fotografie przekazane przez projektanta)

Mieszkanie liczy niecałe czterdzieści metrów i pierwotnie składało się z małej kuchenki, pokoju, sypialni i łazienki. Architekt połączył dwa pierwsze pomieszczenia i teraz stanowią całość.

 

Niewielka łazienka sąsiaduje z trochę większą sypialnią. W niej zabieg z lustrami też „dołożył” przestrzeni.

 

Dzięki zburzonym ścianom, a przede wszystkim lustrom na szafach, ma się wrażenie dużej przestronności i „oddechu”.

 

Na razie jest sterylnie i skandynawsko; to również należy traktować jako zaletę dobrego projektowania – pozostawiony margines na własną inwencję i nadanie pomieszczeniom osobistego charakteru przez nowych właścicieli jest spory, ale  nie na tyle duży, by zniweczyć  autorski zamysł (no chyba, że ktoś się bardzo postara).

 

Remont to zawsze decyzja brzemienna nie tylko w finansowe skutki. Żeby tylko! Każdy dodaje lat, na skroni wcześniej pojawia się siwizna, nikt nie zliczy bezsennych nocy i nie odda w opowieści ekstremalnych emocji. Wszystko da się jednak przeżyć pod warunkiem, że burzliwa historia ma swój happy end.

Jak w tym przypadku.

 

Mieszkanie zaprojektowało Biuro Architektoniczne ARW Projekt 

Architekt Jakub Wypchałowski



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

TO BRZYDKIE SŁOWO: TRENDY
06.08.2017
ŚWIĘTO DIZAJNU JESZCZE BARDZIEJ ŚWIĄTECZNE
20.02.2017
PRZYGARNIJ MAGICZNE DRZEWO, CZYLI KRZESŁA SŁUŻĄ NIE TYLKO DO SIEDZENIA
20.11.2016
DESIGN 32, CZYLI STUDENT ŚMIAŁO PROJEKTUJE
18.04.2016
DIZAJN. CZYLI WŁAŚCIWIE CO.
15.02.2016