PO CO W STARYM KRAKOWIE NOWY MOCAK


Pytania i kilka odpowiedzi. Co to takiego MOCAK i dlaczego dziwnie się nazywa? To Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie, a skrót pochodzi od angielskiego tłumaczenia nazwy Museum of Contemporary Art Kraków. Dlaczego w tytule napisałem „nowy”, skoro otwarto go sześć lat temu? Bo w Krakowie, po brzegi wypełnionym starodawną historią, miejsce prezentujące sztukę naszych czasów będzie zawsze wibrowało, a nierzadko i szokowało. Czy wyprawa do tego muzeum dostarczyła mi spodziewanych wrażeń? Tak wielu, że muszę tam wrócić. Choćby tylko dla jednej wystawy, o której na końcu. A na razie, od początku.

Czyli od dawnej fabryki Oskara Schindlera, w miejscu której powstał budynek MOCAK-u. Z zabytkowych hal Fabryki Naczyń Emaliowanych Schindlera niewiele zostało. Dziesięć lat temu utworzono w nich stałą wystawę poświęconą niemieckiej okupacji miasta w latach 1939-1945. Obleganą przez turystów, do czego z pewnością przyczynił się Steven Spielberg i nagrodzony siedmioma Oskarami film „Lista Schindlera”, o niemieckim przedsiębiorcy, który uratował w czasie wojny ponad tysiąc Żydów.

Mieszają się języki obce, tutaj polski należy do mniejszości. Ciekawiło mnie, jak duża grupa obcokrajowców po zobaczeniu historycznej wystawy z czasów II wojny światowej decyduje się na, nie zawsze łatwą w odbiorze, sztukę współczesną. Całkiem spora. Może zachęca do tego architektura MOCAK-u zaprojektowana przez architektów z florenckiej pracowni Claudio Nardiego. A może zwyczajnie zaciekawia samo miejsce, nawet zdumiewa, w nadal zaniedbanym i poprzemysłowym krakowskim Zabłociu. Trzeba jednak przyznać, że właśnie dzięki centrom kulturalnym, wyrastającym ostatnio jak grzyby po deszczu biurowcom i często świetnie zaprojektowanym budynkom mieszkalnym dzielnica po raz pierwszy w historii przestaje się kojarzyć z zaniedbanym i niebezpiecznym miejscem.

Włoscy architekci projektując MOCAK pamiętali o jej przemysłowym charakterze. Stąd biorą się nawiązania do obiektów fabrycznych, ceglanych murów. Stąd ściany z ciemnego betonu i pilasty dach, czyli składający się z kilku niesymetrycznych ułożonych jeden za drugim dachów jak to ma miejsce w halach fabrycznych.

Dyrektor muzeum, Maria Anna Potocka, w jednym z wywiadów powiedziała: Wierzę, że MOCAK podziała na Zabłocie jak respirator. Głęboki oddech, tak potrzebny dla rozwoju dzielnicy, nie może oznaczać wyłącznie radosnego komercjalizmu, który zabije „romantyczny prowincjonalizm” miejsca. Na razie o zabijaniu prowincjonalizmu nie może być mowy. Doświadcza tego każdy turysta, który – przekonany, że będzie tak uroczo jak w centrum – postanowił ostatni kilometr przejść pieszo. Tymczasem trasa biegnie wśród odrapanych budynków, tumanów kurzu wzbijanych przez budowniczych nowego dworca kolejowego. Cały spacer z Rynku zajmuje około dwudziestu, trzydziestu minut. Można go połączyć ze zwiedzaniem Kazimierza znajdującego się w połowie drogi.

MOCAK skupia się na pokazywaniu sztuki współczesnej, zwłaszcza ostatnich dwudziestu lat. W większości muzeów tego typu podobnej cezury czasowej nie ma. Tutaj w skondensowanej postaci otrzymuje się zapis najnowszych działań artystycznych w sztuce światowej. Dla zainteresowanych prawdziwa gratka. Obecnie w kolekcji znaleźć można ponad cztery i pół tysiąca prac niemal trzystu artystów z trzydziestu dwóch krajów.

Nie dziwi więc, że ekspozycja prezentuje tylko część zbiorów. W całości zmieniana jest raz w roku. Oprócz tego od kilku miesięcy dostępne jest archiwum z ponad dwudziestoma tysiącami obiektów. Na miejscu również biblioteka, księgarnia i duża kawiarnia.

Co mi dało oglądanie wystaw MOCAK-u? Kolejne potwierdzenie, że sztuka współczesna szuka nowych sensów w tym, co bulwersuje, niepokoi, ale też swoją obecnością zmusza do zajęcia stanowiska. Że chce być aktywnym komentatorem spraw, które rozgrywają się obok, w nieodległej często przestrzeni publicznej. Że gra emocjami, śmieszy, wkurza, pobudza do refleksji, ale nie pozostawia nikogo obojętnym.

Trudno sprawić, w zasadzie to niemożliwe, by w trakcie jednej wizyty udało się w skupieniu i w tym samym stopniu natężenia percepcji widzieć każde z dzieł. MOCAK to muzeum, do którego trzeba po wielokroć wracać. Dopiero wtedy można w pełni zgodzić się z deklaracją, że jego zamysłem „jest wyjaśnienie sztuki i uświadamianie odbiorcom, że sztuka współczesna jest partnerem codzienności, a także istotnym komentarzem i konieczną krytyką świata, w którym żyjemy.”

Wkrótce do Zabłocia wrócę. We wrześniu nie bez dodatkowego powodu. Mianowicie, do dwudziestego czwartego można oglądać prace jednego z najciekawszych polskich artystów XX wieku – Jonasza Sterna. Pięknego poszukiwacza sensu życia i przemijania.

 



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

PLAKAT POLSKI I ZAKONNICA Z TĘCZOWĄ PARASOLKĄ
09.01.2020
COUNTING MEMORIES – KAŻDY OPOWIADA SWOJĄ HISTORIĘ
14.11.2019
CZYM SIĘ ZAJMUJĄ ABSOLWENCI AKADEMII SZTUK PIĘKNYCH
06.06.2019
DLACZEGO SZTUKA WSPÓŁCZESNA TAK MNIE POCIĄGA (CHOĆ SIĘ NA NIEJ NIE ZNAM)
12.10.2018
MUZYKA W SZTUCE. CZY DA SIĘ POKAZAĆ DŹWIĘK?
21.08.2018
PLANTY KRAKOWSKIE, JAKIE LUBIĘ NAJBARDZIEJ
13.07.2018
PAWEŁ STELLER – ZAPOMNIANY GENIUSZ DRZEWORYTU
17.03.2018
PROWOKOWAĆ LOS. NA PRZYKŁADZIE BEKSIŃSKICH
05.02.2018
SPORT I SZTUKA. NIC NOWEGO, A JEDNAK
25.01.2018