ŚWIERKLANIEC. CHOĆ PIĘKNIE, A JEDNAK ŻAL


Wiem, że wkrótce będzie jeszcze ładniej niż na fotografiach. W październiku drzewa zapłoną na żółto, czerwono i wszystko zacznie wyglądać niczym efekt wariata, który w Photoshopie podkręcił nasycenie. Ale teraz też ładnie, bo Świerklaniec jest godny zobaczenia o prawie każdej porze roku (listopadowe szarugi jednak warto przeczekać w domu). To jeden z tych parków, które wyciszają. Położenie na uboczu, w małej miejscowości między Tarnowskimi Górami a Piekarami Śląskimi sprawia, że nie ma w nim tabunów turystów; najliczniejsze grupy składają się z par, ewentualnie trojga – młodej pary i fotografa albo rodziców z dzieckiem.

Skoro tak mi się podoba, dlaczego wspominam o żalu? Zdaję sobie sprawę, że Świerklaniec nie jest miejscem powszechnie w Polsce znanym. A wiem, że gdyby nie jedna głupia decyzja, byłby w każdym albumie poświęconym perłom architektury. Stał tu bowiem ni mniej, ni więcej tylko Mały Wersal. Jedna z najpiękniejszych rezydencji magnackich Europy, którą zaprojektował twórca Luwru. Był to prezent Guida von Donnersmarcka, jednego z najbogatszych Europejczyków w XIX wieku, dla swej żony, markizy Blanki de Paiva.

 

Początek końca nastąpił w styczniu 1945 roku, kiedy sowiecka „wyzwolicielska” dzicz splądrowała i zniszczyła wnętrza, w tym bezcenną kolekcję starożytnych waz z Krety. Następnie pałac spalono. Po wojnie z murów pozyskiwano materiały budowlane. Do dziś Pałac Kultury Zagłębia w Dąbrowie Górniczej zdobią detale architektoniczne Małego Wersalu. Mimo zniszczeń obiekt można było wciąż ratować. I kiedy wydawało się, że wszystko jest na dobrej drodze, Jerzy Ziętek, przewodniczący Wojewódzkiej Rady Narodowej w Katowicach, dla wielu Ślązaków mityczny „Jorg”, niemal święty mąż opatrznościowy regionu, wydał haniebną decyzję całkowitego zniszczenia obiektu jako „niemieckiego” i „germańskiego”. We wrześniu 1962 roku zabytek został wysadzony w powietrze. Jak mówią żyjący świadkowie, pałacowe cegły posłużyły do budowy wielu okolicznych garaży i chlewików.

 

Żeby było ciekawiej, o tych działaniach nie raczono poinformować wojewódzkiego konserwatora zabytków, który nieświadom tego, co się wydarzyło, już po zburzeniu pałacowych murów zdecydował o zaliczeniu obiektu do zabytków klasy pierwszej.

 

Jaki jest park dzisiaj? Nadal robi wrażenie; o czasach świetności przypominają kamienne rzeźby, dzięki którym łatwiej zlokalizować położenie Małego Wersalu. I rzeźby, i fontanna przedstawiająca trzy Gracje – trzymające kulę ziemską boginie wdzięku, radości i piękna – są dziełem Emmanuela Fremieta, autora paryskiego pomnika Joanny D’Arc czy rzeźb w Ogrodzie Luksemburskim.

 

Na szczęście zachował się Pałac Kawalera powstały w tym samym czasie, co rezydencja. Tu, w skromnym na tle Małego Wersalu „domku”, umieszczano mniej znaczących gości.

 

Obok na początku XX wieku wybudowano amfiteatr, w którym widać fragment dawnej muszli koncertowej. Dziś jest miejscem letnich koncertów.

 

Z dawnych czasów pozostał też malowniczy staw, do którego schodzimy po pałacowych schodach. Chociaż tyle.

 

Posiadłość była samowystarczalna, więc obok ogrodnictwa, skąd dostarczano również w miesiącach zimowych na magnackie stoły egzotyczne owoce i kwiaty, wybudowano również kościół. Latem odbywają się w nim msze święte, a przez cały rok udzielane są niezliczone śluby, co w scenerii, jaka się roztacza wokół, dziwić nie powinno.

A tuż za parkiem roztacza się widok na sztuczny zbiornik wody pitnej Kozłowa Góra.

 

Na szczęście pozostawiono w niezmienionej postaci pierwotny projekt parkowy wzorowany na angielskim Hyde Parku. Stąd właśnie rozległe polany i swobodnie rozlokowane kępy drzew, liczne rzeczki, kanały z kamiennymi mostkami. Ciekawostką jest to, że lubiący nowinki techniczne hrabia Guido von Donnersmarck cały park oświetlił lampami zasilanymi biogazem. Sto pięćdziesiąt lat temu.

 

I właśnie dla parku, bo już niestety nie dla Małego Wersalu, warto Świerklaniec koniecznie umieścić w planach zwiedzania Górnego Śląska. Tym bardziej, że w pobliskich Piekarach Śląskich i Tarnowskich Górach atrakcji dla każdego nie brakuje.

 

Źródło:

Grzegorz Bębnik, Adam Dziuba, Zrujnowane rezydencje górnośląskich magnatów, „Czasypismo” nr 1-2/2019



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

SZWAJCARIA RACHOWICKA. GDZIE I DLACZEGO TAK WARTO
15.10.2020
KOSZĘCIN BEZ ZESPOŁU „ŚLĄSK”. WARTO PRZYJECHAĆ?
19.09.2019
UROKI DĘBOWCA. ODSŁONA DRUGA – „LOTNICZA”
27.06.2019
LATAM, GADAM – PEŁNY SERWIS! DRON SPEŁNIA MARZENIA
04.04.2019
JAKUB PORADA „PORADA DA RADĘ. TANIE LATANIE” (RECENZJA)
04.12.2018
Wioska na Śląsku Cieszyńskim
A PO DRODZE (CIESZYŃSKIEJ) DĘBOWIEC, WIOSKA NIEDUŻA
23.10.2018
CZY NAZWY MIEJSCOWOŚCI ŚMIESZĄ? OJ, ŚMIESZĄ!
31.07.2018
MUZEUM ZAPAŁEK W CZĘSTOCHOWIE. ŚWIAT ODCHODZĄCY
04.05.2018
NIE NA DARMO CZARNOCIN LEŻY W SZWAJCARII
27.04.2018