SYF, BIELIZNA, PŁEĆ, ŚWIETLICA I BADZIEWIE. COŚ JE ŁĄCZY?


Skoro język polski jest językiem żywym, tym samym musi się z czasem zmieniać znaczenie wielu słów. Myśl niby mało odkrywcza, ale kiedy przyjrzymy się temu procesowi, zdziwienie potrafi być niemałe. No bo wyobraźmy sobie rozmowę z Polakiem żyjącym kilka wieków temu i sytuację, w której może całkiem opacznie zrozumieć treść naszej wypowiedzi. My mu o bieliźnie, płci, badziewiu, świetlicy, jeszcze i syf dodając, a on sensu upatruje zupełnie gdzie indziej. Nie zawsze byłoby wesoło. Sprawdzam kilka przykładów.

 

PŁEĆ

Czyli mniej więcej wiadomo co, choć coraz mniej niż więcej. Natomiast dla naszego Polaka przeniesionego z przeszłości słowo to oznacza wyłącznie cerę, twarz. Tak było jeszcze w epoce Bolesława Prusa, który w „Quo vadis” opisuje Nerona: Niegdyś postać i twarz jego zbyt znamionowały żołnierza z zawodu, teraz troski wewnętrzne i ból fizyczny, przez który przeszedł, wyrzeźbiły tak jego rysy, jakby przeszła po nich delikatna ręka mistrza rzeźbiarza. Płeć jego straciła dawną śniadość, lecz zostały jej złotawe połyski numidyjskiego marmuru.

Józef Bohdan Zaleski, poeta doby romantyzmu, opisał sylwetkę: Śliczny chłopiec, czego chcieć? Czarny wąsik, biała płeć. („Śliczny chłopiec”)

A już całkiem może nas zdezorientować piszący trzy wieki temu Jan Andrzej Morsztyn, który kobiecą urodę tak określił: płeć mlekiem zsiadłem („Niestatek”). Wszystko staje się jasne, kiedy wiemy, że tym określeniem nazwał karnację w kolorze zsiadłego mleka. Szczerze mówiąc, jak na autora świetnych i wciąż śmiałych erotyków, mógł się bardziej wysilić.

 

SYF

Mój towarzysz z epoki mocno się zaniepokoił, słysząc z ust przechodzących mężczyzn, że „wszędzie syf”. Od razu baczniej im się przyjrzał, szukając widocznych zmian na skórze. Był to dla niego oczywisty skrót nieuleczalnej choroby wenerycznej – syfilisu. Wywoływała ona w Europie niegdyś przerażenie tak wielkie, że „przerzucano” nazwę na sąsiada, któremu życzono jak najgorzej. I tak Francuzi nazywali tę chorobę angielską, Włosi francuską, Rosjanie polską, a Polacy oczywiście… niemiecką.

Żeby było śmieszniej, za czasów króla Stanisława Augusta mieszkaniec Krakowa nie miał wątpliwości, że cierpi na chorobę warszawską. Z drugiej strony, pierwszy szpital przeznaczony dla chorych wene­rycznie wybudowano w 1528 roku w stolicy Małopolski, a w Warszawie dopiero sześćdziesiąt lat później.

Czy zarażeni warszawiacy mówili, że dotknęła ich choroba krakowska – nie udało mi się dowiedzieć. W każdym razie syf to syf.

 

BIELIZNA

Któż nie rozpozna (a może się zapędziłem) tego opisu w II Księdze „Pana Tadeusza”:

Pośrodku szła dziewczyna w bieliznę ubrana,
W majowej zieloności tonąc po kolana;
Z grząd zniżając się w bruzdy, zdała się nie stąpać,
Ale pływać po liściach, w ich barwie się kąpać.
Słomianym kapeluszem osłoniła głowę,
Od skroni powiewały dwie wstążki różowe (…)

Jeśli, Panowie, malujecie właśnie w wyobraźni obraz Zosi w samych majtkach i biustonoszu, ze słomianym kapeluszem na głowie (te różowe wstążki!) i nie dziwicie się, że:

Pan Hrabia, zachwycony tak cudnym widokiem,
Stał cicho.

to muszę Was mocno zmartwić. Zosia była ubrana od stóp do głów. W dzienny strój wkładany na wierzch koloru białego, bo właśnie taki oznaczał bieliznę. Polak z przeszłości parsknąłby śmiechem na widok sklepowego napisu Bielizna i leżącej na półkach jej wielokolorowej odmiany, a już czarna rozbawiłaby go na dobre (nie ma to jak krzepki oksymoron). 

Dawno przestaliśmy widzieć w słowie „bielizna” odniesienie do przymiotnika „biały”, choć dla każdego oczywiste, że „golizna” pochodzi od „goły”, a od przymiotnika „siwy” utworzono „siwiznę”.

Współczesne próby przywracania pierwotnego (i logicznego) mogą być mocno ryzykowne. Na komplement: „cudownie wygląda pani w tej bieliźnie” ubrana w białą suknię kobieta może zareagować, wykorzystując wszelkie dostępne jej siły i środki.

 

ŚWIETLICA

Trzeba na słowo świetlica spojrzeć bliżej, żeby zobaczyć w nim światło. Dla nas to wyłącznie miejsce, gdzie spędzają czas dzieci przed lekcjami lub po zajęciach. Dawniej świetlicą nazywano najbardziej rozświetloną, najjaśniejszą izbę w domu, czyli taką, do której wpadało najwięcej słonecznego światła. Można się domyślać, że pewnie był najczęściej to pokój gościnny, dawniej powiedziano by – paradny.

Często słyszy się zwrot „na świetlicy”. Byłem pewny, że jest niepoprawny, tymczasem „Wielki słownik poprawnej polszczyzny” ku mojemu zaskoczeniu opatruje go kwalifikatorem pot. (potocznie) dopuszczalne. Czyli na co dzień można być na świetlicy lub na stołówce. Poprawniej jednak: w świetlicy i w stołówce. Podobnie, można iść na świetlicę, lepiej: do świetlicy oraz na stołówkę, lepiej: do stołówki.

 

BADZIEWIE

To badziewie, a kiedyś te badziewie. Okazuje się, że powszechnie używane słowo, które brzmi tak współcześnie jakby je wymyśliła grupa kolegów przy piwie, ma swój dawny staropolski rodowód. Oznaczało ono kawałki gałązek, ostrej słomy, kłującej trawy, chrustu – wszystkiego, co może nieprzyjemnie kłuć. I w tym znaczeniu, co prawda rzadko i tylko w niektórych gwarach, jest ono używane do dzisiaj. „Słownik gwar polskich odnotowuje: „badziewiesuche szczątki roślin, śmieci pochodzenia roślinnego, wyraz znany głównie na północy Polski, np. w okolicach Ostrołęki, Torunia, Rypina, Chełmna itd.; też badziew (z ostrołęckiego).

Ciekawy trop podaje językoznawca, prof. Bogusław Kreja. Jego zdaniem, słowo badziewie ma swój rodowód w badziać się, czyli „1. wałęsać się, przebywać w niewłaściwym towarzystwie; 2. poniewierać się, tłuc się.”

W „Opowiadaniach na czas przeprowadzki” Pawła Huellego znalazłem dowód zatroskania kaszubskiej gospodyni:  „- O Jezu! – westchnęła gospodyni, spoglądając na nas ukradkiem znad pieca i garnków. – Toż i panom zachciało badziać się w taka zawierucha! Sobakę wygonić trudno, dopieroż człowieka!”

Ku zaskoczeniu, badziewiem można więc nazwać także włóczęgowski tryb życia albo, jak u pisarza, czas spędzany na poniewierce, w niewygodach i utrudzeniu.

 

Podstawowe źródła:

Słownik gwar polskich

Słownik frazeologiczny języka polskiego

A. Krasnowolski, W. Niedźwiedzki, Słownik staropolski

W. Doroszewski, Słownik języka polskiego

Z. Gloger, Encyklopedia staropolska

Wielki słownik poprawnej polszczyzny

B. Walczak, Zarys dziejów języka polskiego

P. Huelle, Opowiadania na czas przeprowadzki

Autorką prezentowanych dwóch obrazów jest Anna Przepióra



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

ANOMALIA, ANOMALIE, CZY ANORMALIA (ZA MOJĄ CIOCIĄ)
29.08.2019
LEJE JAK Z CEBRA. A POMYŚLEĆ, ŻE NIE CHODZIŁO O DESZCZ
28.09.2018
BOGIEM A PRAWDĄ, NIEDOBRZE BYĆ NA CENZUROWANYM (XXIV)
03.04.2018
STRZEMIENNEGO! TRĄCI MYSZKĄ. NIE TRĄCI – MANE, THEKEL, FARES
13.03.2018
W KOŁO MACIEJU UDERZAĆ W KOPERCZAKI. ANI TO IMIĘ, ANI KOPER
13.02.2018
ZA PAN BRAT Z BADZIEWIEM? TYLKO WE FRAZEOLOGIZMACH
01.12.2017
SŁONE CENY, A DZIEWCZYNA W BIELIZNĘ UBRANA
24.10.2016
OD SASA DO LASA I INNE DUPERELE
19.08.2016
LEŻEĆ POKOTEM I ZBIJAĆ BĄKI
29.06.2016