SZOLKA. CZYM WŁAŚCIWIE JEST


W antryju na bifyju stoi szolka tyju. Na Górnym Śląsku tę mało sensowną rymowankę – kto to widział bifyj w antryju – zna od bajtla (dziecka) każdy. W innych rejonach Polski wywołuje popłoch i trzeba ją tłumaczyć: W przedpokoju na kredensie stoi filiżanka herbaty. Niby wszystko jasne, szolka to filiżanka. Sprawa jednak nie jest taka całkiem prosta. Jedno pozostaje oczywiste: tak jak śląskiego domu nie ma bez ryczki, tak nie ma i bez szolki.

Pamiętam, w dzieciństwie piło się tyj (herbatę), kawę zbożową albo kakałszale (zapomniany niestety napój z łusek kakaowych) wyłącznie z szolek. Na szczególne okazje mama wyciągała stare, przedwojenne, które na spodzie miały napis „Giesche”. Została już tylko jedna, pozostałe najpewniej się szczaskały (rozbiły). Wyjątek stanowiły urodziny, wtedy na stole pojawiały się odświętne porcelanowe filiżanki ze spodkami.

No dobrze, ale czym dokładnie jest ta szolka. Słowo pochodzi z niemieckiego Schale – łuska, łupina, skorupa. Aleksander Nawarecki w książce „Lajerman” przypomina, że w terminologii technicznej oznacza również warstwę izolacyjną, dlatego porcelanowe izolatory nosiły nazwę szolki. I dodaje, że w nowych leksykonach języka niemieckiego nie wspomina się o filiżance: „Łatwiej trafić na ten kontekst w objaśnieniu zdrobniałego Schölchen – miseczka, czareczka, filiżaneczka. Znamiennie brzmią podane tam związki frazeologiczne: Eine schale kaffe; Ein schölchen kaffe, co sugeruje, że w rachubę wchodzi przede wszystkim lub wyłącznie filiżanka do kawy.”

Podobno – nie jestem tej informacji w stanie zweryfikować – jedynie w Austrii Schale oznacza filiżankę do kawy, a stąd już mały krok do szolki i pomysłu, że na Śląsk w oswojonej wersji to słowo dotarło pod rządami Habsburgów. Sugestia sugestią, ale na Górnym Śląsku z szolek pijano każdy gorący napój, za to najrzadziej z pewnością luksusową w XVIII, XIX wieku, a i do połowy XX, kawę „prawdziwą”. Choć trzeba przyznać, że Jerzy Kulczycki herbu Sas ponad trzysta lat temu jako właściciel pierwszej wiedeńskiej kawiarni Hof zur Blauen Flasche (Dom Pod Błękitną Butelką) szlaki nam pioniersko przecierał.

Nie zapominajmy  też o naprawdę dużej szolce – szoli. Tak nazywa się na grubie (na kopalni) przypominająca metalową klatkę górnicza winda. Wystarczy spojrzeć na dawne ryciny, tak przecież wygląda szolka w powiększeniu, tyle że bez ucha.

Nadszedł jednak czas, mówię o latach zwłaszcza 70-tych, kiedy szolka była uznana na Śląsku za zbyt ajnfachowe (pospolite) naczynie do picia. Wypierała ją „nowoczesna” szklanka z uszkiem, pół biedy, jeśli z cienkiego przezroczystego szkła. Nastąpiła jednak równocześnie inwazja topornych kubków produkowanych ze szkła grubego w brązowym odcieniu. O zymfciokach (musztardówkach) nawet nie wspominam, choć niejedno się z nich w trakcie studenckich dyskusji okołoliterackich wypiło. Szolka jednak ze stoickim spokojem przeczekała te najazdy i jak dawniej króluje w śląskich domach.

fragment ekspozycji w Muzeum Powstań Śląskich w Świętochłowicach

Kuchnia w moim domu była pod jednym względem nietypowa. Stał bifyj (kredens), w rogu kachlok (piec węglowy), obok ryczka. Brakowało romy, ważnego mebla, o którym już pisałem. Czyli wiszącej półki z kołkami na szolki i wykrochmaloną garniturą (makatką) ozdobioną roztomajtymi (różnymi) wysztikowanymi (wyhaftowanymi) sentencjami typu: „Kiedy mama obiadem zajęta korzystają dzieci i zwierzęta”.

Taką romę oglądałem po przekroczeniu drzwi wejściowych u ciotki Marty; w familokach najczęściej nie było antryja (przedpokoju), wchodziło się od razu do kuchni, a stamtąd do izby (pokoju). Wykrochmalona płócienna makatka miała sztywność sklejki, na haczykach dyndały połyskliwe szolki, a na wiyrchu (na górze) romy stały na półce krałzy (słoiki) albo metalowe, niekiedy porcelanowe, biksy (pojemniki) na hawerfloki (płatki owsiane), kakałszale, gris (kaszę mannę), kawę, herbatę, czasem szkloki (landrynki).

Na marginesie; mimo upływu 50 lat żywe jest na Śląsku wspomnienie meczu półfinałowego Pucharu Europy Zdobywców Pucharów, w którym Górnik Zabrze po dogrywce zremisował z AS Roma 2:2. Kibice skandowali wtedy – ku konsternacji telewidzów w innych rejonach Polski – hasło: Tako roma jo mom w doma.

Wróćmy do ciotki Marty, która pewnego dnia, bez oznajmiania czegokolwiek, dała mi jasny sygnał, że nie jestem już małym dzieckiem i można mi zaufać. Rzecz w tym, że ciotka swoje szolki uważała za niesłychanie drogocenne, stąd przez kilka pierwszych lat życia dostawałem gorącą herbatę w niebieskim gorczku (garnuszku). Aż – kiedy miałem pewnie z pięć lat – pojawiła się przede mną z nabożeństwem zdjęta z romy szolka. Po czym każdy mój łyk był uważnie i z niepokojem obserwowany. Nic dziwnego, że chciałem jak najszybciej zobaczyć dno. W efekcie pijąc wcześniej z metalowego garnuszka miałem zawsze poparzone usta, a z szolki podniebienie.

Czym więc jest ta niemal mityczna szolka? Kubkiem? Filiżanką? Może jeszcze czymś innym? Nieważne, każdy Ślązak wie, że szolka to szolka. I styknie (wystarczy).

A wracając do rymowanki, okazuje się, że na Śląsku w antryju stoi szolka tyju, a u Wielkopolan zamiast niej, no jasne – tytka z pyrami: W antrejce na ryczce stały pyry w tytce, przyszła niuda, spucła pyry, a w wymborku myła giry. W przekładzie: W przedpokoju na stołku stały ziemniaki w papierowej torebce, przyszła świnia, zjadła ziemniaki, a w wiadrze myła nogi.



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

ŻYMŁA I ŻYMLOK. PARA DOZGONNYCH PRZYJACIÓŁ
02.09.2021
ŚLĄSKIE ZOKI I FUZEKLE, A POLSKIE SKARPETY
22.07.2021
SROGO CHAŁPA I ANCUG Z WESTĄ. JAK TO BĘDZIE PO POLSKU?
13.05.2021
GRUBA, ZOŁZA. DLACZEGO PRZECINEK MA TU ZNACZENIE
25.02.2021
RYCZKA – MAŁY WIELKI MEBEL ŚLĄSKIEJ KUCHNI
10.12.2020
GYBURSTAG. URODZINY CAŁKIEM INNE, BO ŚLĄSKIE
19.11.2020
ŚLĄSKIE SŁOWA, KTÓRE TRZEBA WYJAŚNIĆ (NIE-ŚLĄZAKOWI)
29.10.2020
BADYHALA, A INACZEJ – PERŁA WŚRÓD PŁYWALNI
17.09.2020
GEOSFERA. NAUKA I RELAKS W JEDNYM
27.08.2020