SZRON. TEN TO POTRAFI ZDZIAŁAĆ CUDA!


Znowu, po długiej przerwie, coroczna gratka dla fotografów. Trzeba łapać temat bez leniwego ociągania. Zimy łagodnieją; nie wiadomo, kiedy zdarzy się kolejny szron – bohater dzisiejszej galerii. Wieczorem nic jeszcze nie wskazywało, że poranek przywita wszystkich przecierających oczy odrealnioną, bajkową scenerią. Drobiny wilgoci zdążyły w nocy zamarznąć, dzień zaczynał się więc od nabożnej kontemplacji natury, a dla pracowitych fotografów od poszukiwania  malarskich plenerów. Nie trzeba było daleko szukać. Gdzie znalazłem swój?

Zaledwie dwa kilometry od domu. Kilka małych stawów otoczonych trzcinami, połacie spękanej gleby, wzgórza – strome, ale niewysokie. Wszystkiego aż za dużo na potrzeby „oszronionej” sesji. Po prostu, niezmierzone bogactwo tematów. Zaczynam od akwenów w lekko zamglonym, trochę baśniowym krajobrazie. Panuje niczym nie zmącona cisza. Żadnych wędkarzy, a tłumy fotografów najwyraźniej znalazły inne miejsca. Rozstawiam statyw – niewygodne i genialne narzędzie, bez którego trudno liczyć na skupienie przed naciśnięciem spustu migawki. Wiele już razy pisałem na blogu, jak ważny to element ekwipunku. Pewnie jego renesansu nie doczekam, żyjemy przecież w wygodnych czasach. W dodatku, co raz częściej do zdjęć wystarcza smartfon, nędzna namiastka aparatu fotograficznego.

szron jpg.

szron jpg.

Woda przybrała ciemnoszary, a nawet gdzieniegdzie, ołowiany kolor. Na tym tle ostro odcinają się trawy i trzciny. W „normalnych” warunkach jest odwrotnie – widać ciemniejszą roślinność i jasną wodę. Szron spowodował, że w pierwszej chwili można pomylić kadry z fotografią czarno-białą.

szron jpg.

szron jpg.

szron jpg.

Kilkaset metrów dalej znalazłem teren po wyschniętym stawie. Letnia susza spowodowała, że dno nadal pozostaje spękane. Dziwne uczucie, spaceruję w listopadzie po nawierzchni jakby przeniesionej wprost z pustyni. Wrażenie potęgują kępy suchych traw. Szron, który je otulił do złudzenia przypomina grudki soli.

szron jpg.

szron jpg.

szron jpg.

Z szarawej rzeczywistości przenoszę się do mocnych brązów. Wzgórza okalające stawy, latem pokryte rachityczną zielenią i niezbyt ciekawe, teraz bez reszty zdominował jeden kolor. Takie odcienie lubią Włosi i to mi wystarcza, żeby też je polubić.

szron jpg.

szron jpg.

szron jpg.

szron jpg.

Szron potrafi zniknąć dyskretnie i szybko. Dwie, trzy poranne godziny i sesja się kończy. Pryska odświętna atmosfera, malarskie kadry giną w promieniach słońca i wyższej temperaturze. Natura cudownie wymusza powrót z pracy przed dziewiątą rano. Czy to nie odwieczne marzenie człowieka?

szron jpg.

Zrobiło się cieplej. O szronie można zapomnieć. Aż do kolejnego poranka, kiedy na widok uroczystej scenerii za oknem wszyscy znów się ucieszą. No, może poza kierowcami, dziadkami odprowadzającymi wnuki do szkoły, zmarzluchami, rowerzystami, a także zapominającymi czapki i szaliki. Tymi, którzy zimy nienawidzą z powodu nieuleczalnej miłości do ciepła i słońca.

Czyżby tylko fotografowie pozostali?

Zobacz też:

Szron rysuje. Jak nikt inny