SZTUKA W AUSCHWITZ. CZY TO NAPRAWDĘ NIEDORZECZNE ZESTAWIENIE?


Co łączy prezentowany w tej relacji dorobek? To dzieła wykonane w czasie wojny w obozie Auschwitz. Zaledwie kilkanaście obrazów. Dziesiątki, jeśli nie setki, wciąż ozdabiają ściany niemieckich domów. Większość została przecież wywieziona przez esesmanów jako prezenty dla rodzin. Wiadomo o co najmniej stu pięćdziesięciu namalowanych obrazach, bo tyle ich czarno-białych fotografii wykonanych przez więźniów jeszcze w trakcie funkcjonowania obozu zachowało się do naszych czasów. Jakim cudem w tak potwornym miejscu jak obóz koncentracyjny rozwijała się twórczość plastyczna? 

Pomógł w tym przypadek. Otóż wiosną 1941 roku podczas niespodziewanej kontroli przyłapany został przez samego komendanta, Rudolfa Hössa, więzień Franciszek Targosz, gdy szkicował właśnie batalistyczną scenkę. Spodziewał się najgorszego, tymczasem bardzo komendanta zainteresował. Prawdopodobnie wtedy zrodził się pomysł, aby wykorzystać plastyczne uzdolnienia więźniów. Wkrótce Targosz otrzymał polecenie wyszukania „kilku inteligentnych więźniów zdolnych do urządzenia Lagermuseum.” Dzięki temu udało mu się poprawić los, a nawet uratować życie kilkunastu więźniom.

W komandzie zwanym Lagermuseum gromadzono zrabowane przedmioty i prace wykonywane przez więźniów na zlecenie esesmanów. Były to najczęściej obrazy olejne albo rysunki odpowiadające ideologii nazistowskiej – sceny rodzajowe i historyczne, pejzaże.

W sekrecie przed władzami więźniowie zajmowali się sztuką również podziemną. Nieliczne jej świadectwa doczekały wyzwolenia.

W 1947 roku na terenie byłego obozu Birkenau odkryto w butelce ukrytej w fundamentach jednego z baraków szkicownik z 22 kartkami. Jest to jedyny zespół rysunków przedstawiających zagładę deportowanych do Auschwitz Żydów oraz eksterminację chorych i wycieńczonych więźniów.

Na karcie siódmej widzimy moment, kiedy niemogących już dłużej pracować więźniów przewożono ciężarówkami do komór gazowych. Skazańcy mają na sobie jedynie koszule, co świadczy o tym, że są to „pacjenci” obozowego szpitala. Rysunek po prawej przedstawia grupę Żydów prowadzonych do komór gazowych wprost z rampy. Towarzyszy im eskorta wartowników SS gotowych do użycia broni w razie jakiegokolwiek oporu ze strony kierowanych na śmierć.

Monumentalne malowidło znajdowało się przy wejściu do jadalni dla esesmanów, będącej jednocześnie salą widowiskową ze sceną i ekranem kinowym. Odbywały się w niej wszelkie uroczystości dla załogi, ale i przedstawienia teatralne i operetkowe. Nic dziwnego, że przybywających witał obraz wybitnie propagandowy. Przedstawia model idealnej niemieckiej rodziny: ojca w mundurze esesmana, zawsze gotowego do służby ojczyźnie, matkę zajmującą się domem i rodzeniem dzieci oraz ich syna w stroju Hitlerjugend.

Może zaskakiwać, że w obozie wykorzystywano nie tylko siłę fizyczną, ale też wykształcenie i talent. Jeśli komuś udało się przekonać władze do swoich umiejętności, mógł liczyć na znośniejsze warunki i przedłużenie życia. Czym się tacy więźniowie zajmowali? Na przykład rysowali etapy chorób i eksperymentów medycznych, malowali obrazy przedstawiające plany rozbudowy obozu, czy konstruowali makiety. I właśnie dzięki jedynej zachowanej, możemy się dziś przekonać, jak gigantyczne były plany rozbudowy obozu Auschwitz. Miały powstać dziesiątki baraków (do istniejących 33 bloków planowano dobudować jeszcze 50, zbudowano „jedynie” 20), nowy plac apelowy, krematorium z czterema piecami, a nawet osiedle dla esesmanów i ich rodzin.

Plastyczne uzdolnienia więźniów były wykorzystywane przez obozowych lekarzy SS do dokumentacji medycznej. Zachowały się jedynie barwne portrety Romów wykonane na rozkaz Josefa Mengele przez więźniarkę obozu Birkenau, czeską Żydówkę Dinę Gottlibową.

Zachowała się również duża kolekcja zdobionych listów obozowych. Więźniowie, oprócz Żydów i więźniów karnej kompanii, mogli raz w miesiącu otrzymywać i wysyłać listy do rodzin. Należało je napisać w języku niemieckim i według ściśle określonego wzoru. Obowiązkowo musiały się rozpoczynać od formuły: Ich bin gesund und fühle mich gut (Jestem zdrów i czuję się dobrze).

Cenzorzy tolerowali listy ozdobione motywami roślinnymi, pejzażami i scenkami rodzajowymi, pod warunkiem, że ilustracje nie zawierały żadnych aluzji do do obozu.

Okazuje się, że w zachowanych zbiorach znajdują się także przedmioty tworzone dla okolicznych mieszkańców w podziękowaniu za okazaną pomoc.

Portret oraz akwarelowe róże zostały wykonane dla młodych kobiet mieszkających w okolicach Oświęcimia, które udzielały pomocy więźniom, przez dwóch artystów pochodzenia żydowskiego: Jacquesa Markiela i Josepha Sapcaru.

Niewielka wystawa „Twarzą w twarz. Sztuka w Auschwitz” pokazywana nie tak dawno w krakowskiej Kamienicy Szołayskich była dla mnie jednym z większych zaskoczeń ostatnich miesięcy. Raz jeszcze sprawdziła się zasada, że jeśli mówimy o tysiącach, milionach ofiar to nie widzimy tragedii pojedynczych ludzi. Dopiero, jak w przypadku ekspozycji, konkret burzy abstrakcję. Obraz, rysunek, akwarela pozwoliły „zobaczyć” autora tworzącego w koszmarnej rzeczywistości, tym samym człowieka w niej żyjącego.

Korzystałem z materiałów towarzyszących wystawie.