SZTUKA SAKRALNA ZACHWYCA BARDZIEJ?


Od czego bardziej miałaby zachwycać i w jakim stopniu mnie to dotyczy – odpowiem na końcu. Galeria śląskiej sztuki sakralnej, otwarta w Muzeum Śląskim w Katowicach, na pewno przyciąga wzrok samym już tylko sposobem eksponowania dzieł. Punktowe, miękkie światła wydobywają z mroku zgromadzone dzieła sztuki. Sprawiają wrażenie, jakby przybywały do nas gdzieś z tajemniczych głębin dziejów. Jako piękni świadkowie przemijających pokoleń. Nie da się inaczej powiedzieć – tak eksponowana sztuka sakralna przypomina klejnot.

Już przed wejściem do galerii oglądam dwa wizerunki świętej Barbary. Dzięki temu pomysłowi wystawa symbolicznie łączy się z sąsiadującą tuż obok inną, prezentującą historię Górnego Śląska. A jej poznawanie rozpoczynamy przecież od „wizyty” na kopalni, gdzie w żadnej cechowni nie mogło zabraknąć wielkiego obrazu tej świętej. Trudno byłoby wymyślić lepszy łącznik spajający obie i niezależne, i tak bliskie sobie ekspozycje.

galeria sztuki sakralnej w muzeum slaskim

galeria sztuki sakralnej w muzeum slaskim

galeria sztuki sakralnej w muzeum slaskim

Niezwykle podoba mi się pomysł aranżacji. Otóż, galeria zorganizowana została na planie kościoła gotyckiego. Część środkowa to nawa główna świątyni. Na jej końcu, też podobnie jak w kościele, w miejscu prezbiterium umieszczono nastawę ołtarzową – Tryptyk czterech świętych Dziewic Wspomożycielek.

galeria sztuki sakralnej w muzeum slaskim

galeria sztuki sakralnej w muzeum slaskim

Znakomitością „nawy głównej”, ale również całej wystawy, jest figura Marii z dzieciątkiem z Knurowa. Wśród zachowanych do dziś gotyckich Madonn jeden z najcenniejszych i najpiękniejszych zabytków. Wykonano ją najprawdopodobniej w Czechach, około 1420 roku. Zapomniana leżała przykurzona w wieży knurowskiego kościoła aż do lat trzydziestych ubiegłego wieku. Warto jej się z uwagą przyjrzeć, bo jak podkreślają historycy sztuki, Maria reprezentuje tu nieskażony gotycki ideał kobiecej urody. Kiedy jednak Matka Boża, spoglądając łagodnym wzrokiem, przenosi mnie w jednej chwili w czasie o sześćset lat, mniej istotne staje się, jaki styl sztuki reprezentuje rzeźba. Już tylko dla tej jednej, zajmującej centralne miejsce w tryptyku z biskupami z około 1510 roku, warto byłoby tu przybyć.

galeria sztuki sakralnej w muzeum slaskim

Części po lewej i prawej od „nawy głównej” przypominają kaplice boczne. Na ciemnym tle niemal „żyjące” dzieła sztuki średniowiecza, renesansu i baroku. Cisza sprzyja kontemplacji (no, chyba że wchodzi wycieczka gimnazjalistów z nerwowo i nakazowo  reagującą nauczycielką – „Kuba, widzę, że ty się bynajmniej nie zachwycasz”).

W bocznej nawie, po lewej stronie, od razu uwagę zwraca Epitafium Adama Bludowskiego. Takie obrazy często można było znaleźć w kościołach i katolickich, i protestanckich  w XVI i XVII wieku. Zresztą, do dziś znajdują się wciąż w wielu starych obiektach sakralnych. W scenie pod krzyżem widać pochodzącego ze Śląska Cieszyńskiego klęczącego szlachcica – zmarłego w wieku trzydziestu ośmiu lat Adama Bludowskiego.

galeria sztuki sakralnej w muzeum slaskim

galeria sztuki sakralnej w muzeum slaskim

galeria sztuki sakralnej w muzeum slaskim

Niemałe wrażenie robi też wyrzeźbiona w drewnie, z ekspresją pokazana postać Marii z Dzieciątkiem z Istebnej, z połowy XVIII wieku. Barok, jak wiadomo, lubił ruch i dynamizm. A jak silny od wieków był kult maryjny na Śląsku przekonuje bardzo liczna reprezentacja wizerunków i rzeźb Matki Jezusa. Niektóre harmonijne w renesansowej formie, inne pokazane z barokową siłą ekspresji. O znużeniu oglądaniem nie ma mowy.

galeria sztuki sakralnej w muzeum slaskim

Na koniec pozostawiłem rzecz, którą uważam za prawdziwą perełkę ekspozycji. Moją supergwiazdę wystawy. To, przedstawiający ukrzyżowanie, jedyny zachowany na Górnym Śląsku średniowieczny witraż z połowy XV wieku. Niedużych rozmiarów, wyeksponowany na ciemnej ścianie, niczym magnes przyciąga wzrok żarzącą się niebieskawą poświatą. Trudno w to uwierzyć, ale jeszcze do 1993 roku znajdował się on w prezbiterium drewnianego! kościoła parafialnego w Miedźnej. Umieszczony przez stolarza w otworze okiennym w czasach, gdy Polską rządził Władysław III Warneńczyk, a Gutenberg wynalazł właśnie druk. Przez setki lat wystawiony na działanie surowych zim, palącego letniego słońca, a dziś patrzę na żywe, mocne barwy szklanego witraża w ołowianej oprawie. I nie mogę oprzeć się wrażeniu, że mógłby być dziełem współczesnego artysty. Niepojęte!

galeria sztuki sakralnej w muzeum slaskim

galeria sztuki sakralnej w muzeum slaskim

Wracam do pytania tytułowego. Zamieściłem ostatnio relację z wystawy sztuki współczesnej. Głośne nazwiska, kilkadziesiąt eksponatów, nowoczesne multimedia, towarzyszące wszystkiemu nagrania dziwnych, niepokojących odgłosów. Wyczuwalny nastrój lęku i obaw współczesnego człowieka uzbrojonego w sztafaż jeszcze podległej albo już wymykającej mu się spod kontroli techniki. Trwożliwie patrzącego w przyszłość. Uciekającego w reakcji obronnej często w kpinę i nonsens. Niektóre z dzieł na wystawie zyskały przy tym taki stopień hermetyczności przekazu, że bez komentarzy autorów przeciętny odbiorca może sobie „wpasować” niemal każdą bez wyjątku wymyśloną interpretację.

Dla przykładu dwa eksponaty, a używając modnego słowa: dwie instalacje. Sztuka współczesna XXI wieku i sztuka sakralna baroku.

Właśnie takie zestawienia powodują, że niekiedy wolę to co stare i bardzo stare. Czuję się bezpieczniej, nie poruszam się po omacku, znam reguły. I na brak zachwytu też nie narzekam. Podniesiony na duchu i mocno o tym przekonany żegnałem nową ekspozycję Muzeum Śląskiego.