SZYLDY CZYLI O FANTAZJI WCZORAJ I DZIŚ


Sklepowe, i nie tylko, szyldy. Nieprzebrane mnóstwo. Zauważyłeś, że coraz więcej wrażeń i ciekawych wniosków przynosi ich obserwacja? Pomijam nazwy oczywiste. Optyk, Foto, Apteka, Zegarmistrz.  Wydaje się, że wszystko jest w porządku. Wszystko, oprócz inwencji i poczucia humoru pomysłodawców, choć z jednym i drugim ostatnio coraz lepiej.  Mało kto zdaje sobie sprawę, ale w dziedzinie „szyldowej” trwa zażarta rywalizacja z naszymi handlującymi przodkami. Kto w czołówce? Sprawdźmy.

MAJSTER OBUWIA ROBI BUTY I TRZEWIKI

a przytem inne czynności odbywa

Szyld ten wisiał nad zakładem szewskim w latach pięćdziesiątych XIX wieku i nie budził wtedy żadnych niecnych skojarzeń. Dzisiaj nie obyłoby się pewnie bez wizyty policji sprawdzającej owe „inne czynności”. Mam przed sobą „Kalendarz Warszawski” z 1858 roku – rodzaj magazynu z dokładnym kalendarium, omówieniem świąt katolickich, prawosławnych i żydowskich, przypomnieniem ważnych dat, z poradami oraz, z dzisiejszego punktu widzenia, bardzo solidnie napisanymi artykułami na różne tematy. Jeden z nich przyciąga uwagę. Nosi tytuł „Charakterystyka szyldów warszawskich”. Przykłady w moim tekście pochodzą właśnie z niego. Przeczytałem – myślisz, że czasy się zmieniły?

Narzekamy na zalew słownictwa angielskiego, w niektórych dziedzinach, również w handlu, z powodzeniem wypierającego polszczyznę. Angielska nazwa sklepu ma dodawać blichtru i splendoru. Ma być światowo. Dlatego koniecznie szyldy muszą oznajmiać: „Transmission”, „Esotic”, „SzołRoom”, „Yeah Bunny”, „Dental spa”. A co, jeśli z połączenia angielsko-polskiej nazwy tworzy się nowe pojęcie, jak w przypadku hurtowni budowlanej „Royal Hurt” /Królewskie Skaleczenie/. Sporo można wybaczyć, gdy w nazwie pojawia się dowcip. Przykładem, wrocławska lodziarnia: „Polish lody”.

Marne to pocieszenie, ale aneksja przez język obcy coraz większych zasobów rodzimego nie jest niczym nowym. W artykule z kalendarza czytam: „/…/ ponieważ język francuski wszedł w modę wszędzie, ponieważ każdy mówił po francusku, albo udawał, że mówi, zaczęto nazwy i tytuły polskie najniepoczciwiej tłumaczyć na francuskie frazesa, z obrażaniem wszelkich zasad gramatycznych, ba prostej nawet ortografji. Już jakie to tam były /i są, bo to jeszcze trwa dotąd/ napisy, tego by pewnie nie zrozumiała najzajadlejsza przedmieściowa elegantka, albo uczennica powiatowej madamy, tłumacząca słowo w słowo na francuski język wszystkie sarmackie zdania i okresy. A wszędzie Paryż na pierwszy plac wyjeżdżał.” Wystarczy w tekście zmienić francuski na angielski, a Paryż na Londyn lub Nowy Jork i opis językowej rzeczywistości XXI wieku pasuje jak ulał.

SPRZEDAŻ TANDETA

według

najnowszego Żurnal paryskiego

x

KRAWIEC PARYZKOMĘSKI

x

TU GOLĄ, WECUJĄ I ĆWICZĄ CHŁOPCÓW

W CERULICTWIE

x

TU ŚWICI I MYDLI

/ to nad sklepem ze świecami i mydłem/

Brakuje współcześnie prawie zupełnie form wierszowanych, bardzo często przyciągających uwagę jeszcze w latach przedwojennych. Te warszawskie, sprzed z górą półtora wieku, brzmiały tak:

Powracając z Saskiej kępy

Wstąp tu do nas gościu piękny,

Są tu różne trunki tanie,

Ale trzeba płacić za nie

x

Cztery nogi u stołka

Tu możesz zalać gardziołka

x

/i szyld nad zakładem szewskim/

A i cóż, że z tej chaty

Nie wychodzą dukaty,

Lecz jest za to niedrogi

Majster kopert na nogi

Jak to wygląda dzisiaj. Problem pierwszy – szyldy sklepów często w najmniejszym stopniu nie odnoszą się do branży. Dowody? Proszę bardzo, oto mały konkurs. Podam nazwy kilkunastu działających lokali. Spróbuj odpowiedzieć, co tam zastaniesz.

1.DZIKI JÓZEF 2. POCZWARKA 3. CUDA NA KIJU 4. WRZENIE ŚWIATA 5. KICIA KOCIA 6. MAŁY WOJTEK 7. SKAZANI NA MELANŻ 8. DZIEDZIC PRUSKI 9. OUCH! 10. CHO NO TU 11. GAME OVER

ROZWIĄZANIA:

1.WYRÓB TOREB 2. UBRANKA DLA DZIECI 3. PIWIARNIA 4. KAWIARNIA 5. KAWIARNIA 6. BISTRO 7. SKLEP MONOPOLOWY 8. SPRZEDAŻ T-SHIRTÓW 9. SALON DEPILACJI 10. SKLEP SAMOOBSŁUGOWY 11. ZAKŁAD POGRZEBOWY

Następna kwestia to pretensjonalność. Właściciel najwyraźniej jest święcie przekonany o tym, że jakiś człon nazwy musi niezbicie dowodzić, że to nie pierwszy lepszy sklep, czy jakiś tam salon tylko /tu fanfary!/:

AKADEMIA PAZNOKCIA, DOM CHLEBA, ŚWIAT KLAMEK, GALERIA ALKOHOLI, KLINIKA OBUWIA, KRÓLESTWO KURCZAKA, CENTRUM HAMULCY [sic!]

Jeszcze inna sprawa to niestosowność nazwy. Dlaczego Meblarska Spółdzielnia Inwalidów nazywa się „Zryw”, a Spółdzielnia Inwalidów Niewidomych z Łęczycy: „Tęcza”? Nie jestem przekonany, czy wzorem warszawskich właścicieli, nazwałbym swój dom weselny: „Mezalians”. A co z nazwami firm pogrzebowych: gdańską „Sleep time”, „Bracia Mróz” z Dąbrowy Górniczej, „Lizak” z Bochni, czy, uwaga! Usługi Pogrzebowe „Larwa” z Biłgoraja.

A co lubię w nazwach? Połączenie informacji, na co mogę liczyć, z inteligentnym pomysłem, poczuciem humoru, oryginalnością. Z jakimś znaczeniowym zapasem. Taki jest łódzki sklep z odzieżą używaną „KupCiuszek”, kawiarnia „Cud, Miód, Malina”, „Pan tu nie stał” czyli sklep z produktami PRL albo „Raj Stopy”, czy nazwa producenta torebek „Słoń Torbalski”. Osobną zupełnie kategorię stanowi krakowski pub o nazwie: „Pierwszy Lokal Na Stolarskiej Po Lewej Stronie Idąc Od Małego Rynku”.

Wspomniany artykuł z „Kalendarza Warszawskiego” na rok 1858 rozpoczyna się takimi rozważaniami: „Szyldy to jest mowa, za pomocą której przemysłowiec, kupiec, składnik, rzemieślnik, tandeciarz starają się dotrzeć do serca kupujących, to jest język, który dla każdego powinien być zrozumiałym, to jest zachęta i pokusa, która powinna pobudzać ciekawość i uderzać w oczy.”

Nic a nic się nie zmieniło. Tylko tandeciarz oznaczał kiedyś handlującego starzyzną, a dzisiaj próbuje nas przekonać do kupna rzeczy podłej jakości.



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ