Obserwuj mnie

Zamknij
Pora na zwiedzanie być może i nieco dziwna, ale na sesję zdjęciową w plenerze jedna z najlepszych. Z chwilą pojawienia się nad horyzontem słonecznej kuli rozpoczyna się wielkie, choć krótkie przedstawienie. Trwa zaledwie około godziny i daje w fotografii efekty tak intensywne, że aż bajkowo odrealnione. Nawet dobrze znane, po wielokroć oglądane miejsca zmieniają się […]
Czytaj dalej
Jak się żyje w najbardziej znanej, malowniczo położonej w Dolinie Prądnika, wsi jurajskiej? Ojców liczy zaledwie dwustu mieszkańców,  ale w sezonie przewijają się tu setki szkolnych wycieczek i potoki turystów. Razem, ten niewielki teren odwiedza corocznie aż czterysta tysięcy osób!  Do Krakowa stąd zaledwie trzydzieści kilometrów, więc dla niektórych to jednodniowa (jak to możliwe?) wyprawa […]
Czytaj dalej
Ciekawy paradoks, choć z tym „mało znany” może lekko przesadziłem. Ponad osiemdziesiąt tysięcy pielgrzymów przybywających do Sanktuarium Matki Bożej Leśniowskiej to trzykrotnie więcej niż jeszcze dziesięć lat temu. Nadal jednak cicho tu, spokojnie i sielsko, zwłaszcza poza weekendami. Zupełnie inaczej niż na odległej o zaledwie trzydzieści pięć kilometrów Jasnej Górze. No, ale tam rocznie pielgrzymuje […]
Czytaj dalej
Niedzielny poranek. Olkusz jeszcze śpi i może śni o dawnej sławie, bogactwie i splendorze. Nieliczni, starsi mieszkańcy powoli zdążają na pierwszą mszę do kościoła św. Andrzeja Apostoła. Kilkadziesiąt centymetrów pod ich stopami znajdują się ruiny średniowiecznego grodu. W XI wieku, Szlomo ben Icchak, znawca Talmudu pisał z francuskiego Troyes: ” HAELQOSI jest to miasto w […]
Czytaj dalej
Z szosy przebiegającej nieopodal wygląda okazale i dostojnie. Warowna budowla wznosi się na wysokim wapiennym wzgórzu. Panuje od wieków nad całą okolicą. W słońcu oślepiają bielą rekonstruowane ściany i wieża. Zamek Rabsztyn jest odbudowywany już czternasty rok. I, przekonany jestem, nie zawsze wychodzi mu to na dobre. Skąd ten wniosek?
Czytaj dalej
Pewnego bardzo wczesnego letniego poranka pomyślałem: wszedłbym sobie na jakiś szczyt. I tak też zrobiłem. O godzinie 8.21, jako pierwszy tego dnia wspinacz ubrany w niebieską koszulę, zdobyłem wierzchołek. To Góra Zborów w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Wbiłem flagę, zjadłem baton, ocuciłem omdlałych z braku tlenu. I rozejrzałem się.
Czytaj dalej