TAK CZY TAK? JĘZYKOWE STETY I NIESTETY


Utrwalone złe nawyki w pisaniu i mówieniu, pośpiech, lekceważące traktowanie polszczyzny. Nawet gdybyśmy stawiali czoła tym ograniczeniom i tak nigdy nie unikniemy błędów językowych. Powalczyć, by ich było jak najmniej – warto i należy. Tym bardziej, że i tak znajdą się pułapki, przed którymi nawet sprawny użytkownik języka stanie bezradny. Sytuacji nie poprawia rzeczywistość wirtualna, zwłaszcza popularność Facebooka. Jak policzono, właśnie tu popełnia się ponad 40% błędów językowych. W ich generowaniu nieocenione „zasługi” mają też YouTube i fora internetowe. Co z tego wynika? Czujności i wiedzy nigdy za wiele. Do dzieła!

 

PIĘĆ DEKO CZY PIĘĆ DEKA

Skróty kilogramów i dekagramów to przyczyna dość powszechnych błędów. A rzecz w tym, że skoro mamy dekagram to kupujemy tylko i wyłącznie pięć deka szynki, nie pięć deko.

Na podobnej zasadzie, jeśli kilogram, prosimy o pół kilo truskawek, a nie pół kila.

Kto zapamiętał wiersz Jana Brzechwy „Kaczka dziwaczka”, nigdy się nie pomyli:

Tuż obok była apteka:

„Poproszę mleka pięć deka.”

 

SZWĘDAĆ SIĘ CZY SZWENDAĆ SIĘ

Kiedyś obie formy były poprawne. Dopiero w ubiegłym wieku wybrano szwendać się i do dziś tylko ta forma obowiązuje. Na pierwszy rzut oka jest w niej coś z języka niemieckiego. Fałszywy trop – okazuje się, że na początku był nasz rodzimy i całkowicie zapomniany czasownik szwędrać się. Miał on to samo znaczenie, co szwendać się, czyli włóczyć się, wałęsać, chodzić tu i tam.

Obok formy szwędrać się używana była też szwendrać się, szwędać się i wreszcie szwendać się. Ta dowolność nie uszła uwadze językoznawcom, którzy z tych czterech możliwości pozostawili jako obowiązującą jedynie tę ostatnią. Nie wiadomo, co tak naprawdę o tym zdecydowało. Niektórzy widzą analogię do czasownika szwankować (wykazywać braki, mieć wady), a jeszcze inni do archaicznego szwenkować się (obrócić się).

 

NIESTETY CZY STETY

Nie dość, że za proste, by od słowa stety powstało jego zaprzeczenie to jeszcze niemożliwe – bowiem słowniki stety ignorują. Występuje ono tylko w polszczyźnie potocznej i z reguły w powiedzeniu: niestety albo stety.

Skąd się w takim razie niestety wzięło? Najpierw był czasownik stać. Jego zaprzeczenie w trybie rozkazującym w języku staropolskim brzmiało: niestojcie (nie stójcie). Wydawałoby się, że w takiej formie raczej rzadko używane, tymczasem oznaczało ono sytuację niebezpieczną, jakieś zagrożenie i odpowiadało dzisiejszemu: Ratunku!

Czyżby w losach niestety dała się zauważyć jakaś głębsza symbolika? Od zawołania, apelu o aktywną pomoc w zagrożeniu życia, zdrowia (niestojcie) do wyrazu ubolewania i zawodu (niestety)?

 

WRÓŻKA CZY WRÓG

Chciałoby się powiedzieć: ale ten język mądry! Otóż w warstwie znaczeniowej i językowej to „bliscy krewni”. Co prawda, nie każdy wróg jest wróżką, ale każda wróżka wrogiem (trzeźwego myślenia).

Wracając do języka, dawne słowniki – mniej więcej sprzed stu lat – definiują słowo wróg łagodniej niż obecnie: jako los, przeznaczenie. A więc wróżka przepowiadała o wrogu, czyli losie. Nie musiało to, jak się okazuje, oznaczać wyłącznie hiobowych wieści.

Takie się pojawiały, jeśli wieszczyła wrogi, czyli, jak podaje Słownik Języka Polskiego (1900-1927), „przepowiednie złowrogie”.

A co z męską formą wróżki? Dawniej istniał wróżek, który w ramach wysokiej specjalizacji zajmował się odczytywaniem znaków dawanych przez naturę (wiatr, dym, woda). Natomiast z ręki czytał wróżbiarz i wróżbita. Ten ostatni w języku współczesnym dalej funkcjonuje. I brzmi lepiej od notowanego przez słowniki wróża, który swoją sztucznością do mnie nie trafia.

 

POZIOMKI CZY PORZECZKI

Założę się, że mało kto zwrócił uwagę na etymologię nazw obu owoców. No to przyjrzyjmy się jej.

Widać, że obie wskazują na miejsce, gdzie te owoce można znaleźć. Poziomki, bo się płożą po ziemi. Stąd właśnie dawniej używano też nazwy poziemki. Po rosyjsku ten rodowód jest jeszcze bardziej widoczny. Poziomka to земляника (zemlyanika).

A nazwa porzeczki? Od terenów nad rzeką (dawnego porzecza), gdzie w stanie dzikim lubią rosnąć.

 

PLUĆ SOBIE W TWARZ CZY PLUĆ SOBIE W BRODĘ

Pewnie nie wpadłbym na odnotowanie takiego językowego wahania, gdyby nie zasłyszana rozmowa z właścicielem samochodu, nadającego się po wypadku do kasacji: „Coś mnie podkusiło, nie wykupiłem autocasco i teraz pluję sobie w twarz.”

Pomijając techniczne problemy z realizacją, w znaczeniu przenośnym jest to taki przypadek, kiedy związek frazeologiczny mówi, że można napluć wszystkim bez wyjątku, tylko nie sobie. Czyli pluć komuś w twarz – ubliżyć, potraktować obelżywie, w sposób obraźliwy.

Z kolei pluć w brodę można tylko i wyłącznie sobie. I to właśnie miał na myśli nieszczęsny kierowca, wyrzucając sobie skąpstwo, zmarnowaną okazję i żałując poniewczasie utraconej finansowej rekompensaty.

I jeszcze jedno; nie należy bić się z Grekiem, który trzykrotnie spluwa „na sucho” na naszą głowę. Właśnie życzy nam w ten sposób szczęścia i wszelkiej pomyślności.

 

GOŚCIA CZY GOŚCINIA

Tym razem wyjątkowo bez komentarza. Dwa „świeżutkie” cytaty  pokazujące, jak przemiany obyczajowe potrafią tworzyć bełkot w warstwie językowej:

„Pedagożka szkolna Marta Magott była gościnią…”

„Marta Magott z Marszu Równości będzie gością kolejnego odcinka…”

 

 

Korzystałem z:

Władysław Kopaliński, Słownik eponimów

Słownik Języka Polskiego (warszawski)

Nowy Słownik Poprawnej Polszczyzny

Słownik Etymologiczny Języka Polskiego



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

SKĄD SIĘ WZIĄŁ RUSKI ROK, CZESKI BŁĄD I GDZIE JEST BERLINKA
01.08.2019
PROSZĘ PANI, PROSZĘ PANIĄ. WCALE NIE TAKIE OBOJĘTNE
16.07.2019
o nadużywaniu słowa wow
NA DŹWIĘK SŁOWA WOW DOSTAJĘ WYSYPKI. DZIWNE?
04.07.2019
ZNAJDZIESZ WSZYSTKIE BŁĘDY JĘZYKOWE? 48 „BYKÓW” CZEKA
20.06.2019
TAK CZY TAK? CODZIENNE ROZTERKI JĘZYKOWE (XVIII)
09.05.2019
DO DYKTANDA TŁUŚCIEJSZY KEBAB (KEBAP?)
28.03.2019
ODPOWIEDZI PYTAJĄCE. MODA JĘZYKOWA DLA NIEZDECYDOWANYCH?
21.02.2019
KAWALER ZA PŁUGIEM SZUKA UTĘSKNIONEJ
31.01.2019
NIE BEZ KOZERY, BOHATEREM JEST PRZYIMEK OKOŁO
24.01.2019