TAK CZY TAK? CODZIENNE ROZTERKI JĘZYKOWE (III)


Pora na trzeci odcinek językowego cyklu Tak czy tak? Rozrzut tematyczny dziś niemiłosiernie szeroki. Czyli dla (prawie) każdego coś lingwistycznie osobliwego. Niczym nie zaskoczę jedynie tych, dla których język polski nie ma żadnych tajemnic. Garstkę pozostałych zapraszam.

3,5 ZŁOTE CZY 3,5 ZŁOTEGO

Częste rozterki i równie częsty błąd. Język polski stawia sprawę jasno. W przypadku, kiedy mamy liczebnik złożony z liczebnika głównego (np. trzy) i ułamkowego (np. pół), o formie decyduje wyłącznie liczebnik ułamkowy. Jeśli tak, to trzeba użyć dopełniacza liczby pojedynczej:  5,5 metra (nie metrów), 8,5 dnia (nie dni), 6,5 godziny (nie godzin), 7,5 butelki (nie butelek).

Ile kosztuje bilet? Trzy i pół złotego.

KATECHETA CZY KATECHISTA

Kilka zapytanych osób nie miało wątpliwości, że to ta sama osoba. A niezupełnie. Zamieszanie wprowadzają bardzo podobnie brzmiące słowa.

Otóż katecheta to nauczyciel zajmujący się nauczaniem religii, a precyzyjniej, według Encyklopedii Katolickiej, urzędowy świadek wiary Kościoła (duchowny lub świecki), uczestniczący w głoszeniu Ewangelii poprzez katechizację. Taka osoba musi mieć wykształcenie teologiczne oraz pedagogiczne.

Natomiast katechista jest świeckim współpracownikiem misjonarzy. Z reguły to mężczyzna, często żonaty, wywodzący się z miejscowej ludności. Do jego obowiązków należy ewangelizacja wśród miejscowych, działalność charytatywna i dbanie o właściwy przebieg liturgii. W warunkach misyjnych katechista może być szafarzem chrztu i Komunii Świętej. Nie tylko jest prawą ręką misjonarza, ale w sytuacji, kiedy ten gości na terenach rzadziej, zastępuje go – przewodzi wtedy modlitwom niedzielnym, nadzoruje katechetów i przygotowuje dorosłych do przyjęcia sakramentów.

WŁAMANIE Z KRADZIEŻĄ CZY KRADZIEŻ Z WŁAMANIEM

Pomyślmy, sekwencja wydarzeń jest następująca: złodziej najpierw włamuje się, a potem kradnie. Kradzież jest celem, włamanie jedynie środkiem, a więc poprawną formą jest kradzież z włamaniem. Tę formę znajdziemy w „Słowniku typowych połączeń wyrazowych” pod redakcją M. Bańki przy haśle kradzież.

Jak nie ma premedytacji z morderstwem, tak nie ma i włamania z kradzieżą.

KOMPATYBILNY Z (URZĄDZENIAMI) CZY KOMPATYBILNY DO (URZĄDZEŃ)

Język polski zna jedną poprawną formę: kompatybilny z czymś. Jest ona zapożyczeniem z angielskiego i francuskiego compatible, w których ma identyczne znaczenie – zgodny. Słowniki polskie tak definiują ten przymiotnik: „wzajemnie się uzupełniający, zgodny, współgrający z czymś”, np. „wsteczna kompatybilność na konsolach jest zbędna„.

Nie używam kompatybilnego i nie lubię tego słowa, bo mam do dyspozycji swojski przymiotnik zgodny. Ten podobnie, łączy się wyłącznie z przyimkiem z, a nie do.

Termin wykorzystywany jest najczęściej w informatyce, nowych technologiach. I niech tak zostanie. Zupełnie nie przekonuje mnie jego przenoszenie na inne sfery życia i używanie w zdaniach typu: „Pełna kompatybilność wymaga, aby dwoje ludzi podobało się sobie również psychicznie.” albo „Niektóre pary cieszą się, że odkryły swoją seksualną kompatybilność”. A quasi-naukowy tytuł: „Kompatybilność nadprzyrodzona, czyli rzecz o zjednoczeniu mistycznym” zwyczajnie śmieszy. 

MATKA BOSKA CZY MATKA BOŻA

Zauważam, że coraz częściej używa się formy Matka Boża, co odczytuję jako przejaw hiperpoprawności. Trudno powiedzieć, dlaczego tak się dzieje. Być może używanie w języku potocznym przymiotnika boski w znaczeniu odległym od przynależnego Bogu (boskie jedzenie, boski sweter, boskie wino) spowodowało ucieczkę od nazywania Matki Jezusa Boską. Stoi to w poprzek tradycji religijnej z utrwaloną przez wieki formą właśnie w postaci BoskaMatka Boska Częstochowska, Matka Boska Gromniczna, Matka Boska Ostrobramska, Matka Boska Zielna. Moim zdaniem, nie ma tu żadnej potrzeby dokonywania modyfikacji. Wprowadzanie zmian na siłę nigdy językowi nie wychodzi na dobre.

A wreszcie, jeśli przymiotnik Boża miałby oddalić pospolite skojarzenia, to co zrobić z taką bożą krówką? Krótko mówiąc, pomysł, by Matkę Boską na siłę nazywać Bożą, nie ma nic wspólnego z iskrą bożą.

HETTA CZY WIŚTA

Ciekaw jestem, ilu czytelników odpowiedziałoby na to pytanie: „to zależy”, co oznaczałoby, że rozumie oba terminy. Pamiętam wakacyjne wzruszenie (tak, mogą być i takie), kiedy w jednej z wiosek małopolskich usłyszałem woźnicę wykrzykującego w stronę konia: wiśta wio! czyli w lewo. Hetta (w prawo) już nie doczekałem, ale i tak powtórka w plenerze nieprędko się zdarzy. Jeśli w ogóle.

Oba wyrazy wywodzą się z niemieckiego. Hott! – zwierzęta pociągowe miały iść do przodu albo na prawo i wist! – na lewo. Oba też należą do zasobu najstarszego słownictwa, stąd można je spotkać w innych językach należących do tej samej germańskiej rodziny.

Przynależy do niej również islandzki. W poleceniach komputerowych w tym języku znaleźć można „Vista”, czyli „OK/Zatwierdź”, i „Hætta við”, czyli „Anuluj”.

Czy to nie zachwycające, że islandzcy użytkownicy komputerów posługują się językiem Boryny?



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

DUŻĄ LITERĄ, MAŁĄ LITERĄ. WIEDZA TAJEMNA? (CZ. 2)
10.09.2020
PISOWNIA RELIGIJNA, CZYLI DYLEMATY NIE TYLKO ŚWIĄTECZNO-ŚLUBNE (CZ. 1)
03.09.2020
KARTOFEL I ZIEMNIAK. KTO RZĄDZI W TYM ZWIĄZKU?
20.08.2020
ROZMAITOŚCI JĘZYKOWE Z KOŚCIOŁA, SPORTU I KUCHNI
13.08.2020
WSZYSTKA PO 5 ZŁOTYCH! UPUST (OPUST?) NADZWYCZAJNY
14.05.2020
KORONAWIRUS. NA PEWNO FORMA POPRAWNA?
16.04.2020
NAJDŁUŻSZE POLSKIE SŁOWO? NIE, NAPRAWDĘ NIE TO
09.04.2020
OKOŁO 3,68. TEN PODSTĘPNY POLSKI LICZEBNIK
20.02.2020
MAIL. JAK GO NIE ZACZYNAĆ I JAK NIE KOŃCZYĆ
30.01.2020