TARNOWSKIE GÓRY. TO NAPRAWDĘ GÓRNY ŚLĄSK /I/


Miasto leży na Górnym Śląsku. Niedaleko Gliwic, Bytomia i ponad dwadzieścia kilometrów od Katowic. Nie przypadkiem tak rozpoczynam. Wystarczy rzut oka na mapy satelitarne, by zrozumieć, że Tarnowskie Góry muszą posiadać swój odrębny charakter. Sporo wokół nich lasów i pól, a mniej ścisłej, zurbanizowanej zabudowy, jak to ma miejsce w innych, przylegających do siebie, śląskich miastach. Czas tu nieco zwalnia.

Duży, a właściwie długi na ponad sto metrów, rynek – na szczęście nie zasłaniany pseudoatrakcjami – świadczy o niegdysiejszej zamożności grodu. Mało kto wie, że w połowie XVI wieku to właśnie Tarnowskie Góry były największym ośrodkiem wydobywczym rud ołowiu, cynku i srebra na całym Śląsku. Legenda głosi, że około 1490 roku chłop, niejaki Rybka, w trakcie orki wydobył pierwszą bryłę szlachetnego kruszcu. Złoża jednak po kilku wiekach wyczerpały się i od ponad stu lat żadnych kopalin już nikt nie wydobywa.

W najbardziej okazałym budynku – ratuszu z końca XIX wieku, mieści się dziś Urząd Miasta. Na marginesie, jest to największe miasto w Polsce – liczy ponad sześćdziesiąt tysięcy mieszkańców – w którym władzę sprawuje burmistrz, a nie prezydent. Warto zwrócić uwagę na elewację z płaskorzeźbami, smukłą wieżę z balkonikiem, herby władców miasta i posąg gwarka umieszczony w niszy. Na lewo od ratusza widać trochę niepozorny, piętrowy budynek. To najstarsza w mieście, działająca od końca XVIII wieku apteka „Pod Aniołem”. Do dziś z figurą anioła nad wejściem! I jeszcze jedno, pierwszy właściciel był również producentem czekolady. Cieszy, że już wtedy wiedziano o jej uzdrowicielskich i nadzwyczajnie dobroczynnych zaletach.

ratusz i apteka pod aniolem w tarnowskich gorach

Przy okazji, każdy zgłodniały znajdzie na rynku coś dla siebie. Pięć restauracji, bar, kilka kawiarni i moja ulubiona cukiernia „Danuta”. Tarnowskie Góry to z pewnością nie jest miejsce do kulinarnego grymaszenia i narzekania.

cukiernia danuta w tarnowskich gorach

Bez trudu znajdziemy na rynku jedną z dwóch studni, które niegdyś zaopatrywały okolicznych mieszkańców w wodę. Wokół zachowano bardzo stary bruk. Nawierzchnia przypomina dzięki temu dokładnie tę z początków powstania miasta.

studnia na rynku w tarnowskich gorach

zachodnia strona rynku w tarnowskich gorach

Dokładnie po drugiej stronie rynku, naprzeciw ratusza, inna duża bryła przykuwa wzrok. To neoromański kościół ewangelicki Zbawiciela, starszy od magistratu o ponad sto lat. Nie jestem przekonany, czy nowoczesny biurowiec po prawej dobrze wkomponował się w całość.

kosciol ewangelicki zbawiciela w tarnowskich gorach

Trudno uwierzyć, w tym zabytkowym domu z XVI wieku biesiadowało trzech polskich królów: Jan Sobieski zdążający z wojskami na Wiedeń, August II Mocny, August III Sas, także poeta Johann Wolfgang Goethe i nasz Julian Ursyn Niemcewicz. Sam budynek architekturą nie zachwyca, poza ozdobnym wejściem z pierwszym herbem miasta i dekoracją z małymi chłopcami podtrzymującymi kotarę. Tak uroczyście przez nich witany wchodzisz i masz wybór: ciało – kierujesz się do restauracji i winiarni albo duch i zdążasz do Muzeum Miejskiego, znajdującego się na piętrze. W „Sali renesansowej” bardzo ciekawe zbiory, jak na tak niewielką placówkę. Zwłaszcza malarstwa zachodnioeuropejskiego od XVI do początku XX wieku. Obok, pamiątki związane z postacią Jana III Sobieskiego. Oczywiście, ciało z duchem też da się łatwo pogodzić. Po prostu, schodzisz z piętra na parter albo jeszcze niżej, do piwniczki z winami.

restauracja sedlaczek w tarnowskich gorach

Kamienice z podcieniami, nazywane tu potocznie laubami, to na pewno bardzo charakterystyczny i rozpoznawalny element tarnogórskiego rynku. Co prawda, ich renesansowość po wielu przebudowach jest coraz bardziej problematyczna, ale urok takich miejsc nie potrzebuje nazwy stylu. Znajdują się po stronie zachodniej rynku i rozpoczynają ulicę Gliwicką, najdłuższą w mieście, bo ponad pięciokilometrową.

domy z arkadami przy ulicy gliwickiej w tarnowskich gorach

domy z arkadami przy ulicy gliwickiej w tarnowskich gorach

Wkrótce sprawdzimy, co, poza rynkiem, Tarnowskie Góry mają do pokazania. A mają! Będzie o lokomotywie czekającej na odjazd od kilkudziesięciu lat,  uginających się czterech gwarkach i dziedzińcu zamku, w jednej chwili przenoszącym w czasy Mikołaja Reja.



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

zamek w starych tarnowicach
TARNOWSKIE GÓRY, ZAMEK I LOKOMOTYWA /II/
14.11.2015