TO BRZYDKIE SŁOWO: TRENDY


Skupiła wzrok wszystkich stojących w kolejce do kasy. Niewysoka szatynka ubrana w fioletowe legginsy z dużym napisem „Emporio Armani” wzdłuż nogi  i obcisły jasnoróżowy T-shirt. Dobre kilkadziesiąt kilogramów nadwagi nie było żadną przeszkodą w skomponowaniu stroju. Co tam, skoro takie są trendy w modzie. Z innej dziedziny: w niedawno zbudowanym domu właściciel z dumą pokazuje ogromny hall zajmujący niemal cały parter. Wszystkie ściany pomalowane na szaro, na podłodze wielkie połacie paneli. Też oczywiście szarych. Środek lata, a powiało arktycznym chłodem. Co robić, może chciałby inaczej, ale takie są trendy, a szczytem marzeń większości Polaków pozostaje, jak wiadomo, mieszkać okrągły rok na którymś z biegunów. W jednym i drugim przypadku zawiniła bezkrytyczna podatność na obowiązującą modę, choć oboje z pewnością obraziliby się, gdyby im powiedzieć, że w swoich wyborach przypominają kukiełki pociągane za trendowe sznurki.

Zawsze zastanawia mnie jedno: nie jest objawieniem, że trendy się zmieniają i z reguły szybko też przemijają. Czasem tak szybko, że nikogo już nie dziwi zdanie typu: „Na początku nowego roku można pokusić się o próbę przewidzenia trendów, które zawładną naszymi mieszkaniami, ubraniami”. Czy dla osób ślepo podążających za modą ta karuzela narzucanych zmian nie ma znaczenia, czy też rygor mody jest tak silny, że postanawiają dotrzymać jej kroku bez względu na własne preferencje, wyczucie smaku?

Jak Polska długa i szeroka aranżację wnętrz opanował styl skandynawski. Na pewno wyrazisty i ciekawy. Szkopuł w tym, że jego oszczędność i surowość, prowadząca do ascetyczności, jest najczęściej do bólu przewidywalna. Kolorystyka, ograniczenie do niezbędnego minimum wyposażenia oraz dodatków, na domiar złego też podobnych, sprawia, że domy i mieszkania przypominają orwellowskie wizje z Wielkim Bratem, który w ramach swojej wszechpotężnej władzy ustala obowiązujący styl aranżacji. A jego poddani święcie wierzą, że są niezależni w swych wyborach. Zdumiewająca jest bezkrytyczność, zwłaszcza młodego pokolenia, wobec bezmyślnego kopiowania popularnych rozwiązań, przy jednoczesnym ignorowaniu klasyki, która ma zawsze wymiar ponadczasowy i zawsze się sprawdza. W słowach Coco Chanel: „Moda przemija, styl pozostaje” tkwi podobna moc, co sto lat temu.

I tak, mamy więc dumę właściciela z „nowej” aranżacji albo stroju, tymczasem zamiast spodziewanego porażenia oryginalną świeżością jest kolejna, w milionach liczona, kopia wcześniejszych pomysłów. Wyprana z indywidualnych preferencji i unikalnych pomysłów. Ze stylu, który jest czymś bardzo osobistym. Tak bardzo, że nie ma w nim listy modowych zasad, ponieważ jego źródło tkwi w niepowtarzalności nas samych.

Zdarza się, że również starsze osoby za namową młodych („Babciu, dziadku, jak u was obciachowo. My zrobimy skandynawsko!”) zmieniają wystrój mieszkania wypierając się w jednej chwili lepszych lub gorszych, ale własnych upodobań, własnego wyczucia smaku. W takich sytuacjach przypomina mi się film Kazimierza Kutza „Paciorki jednego różańca”. Emerytowany górnik mieszkający na osiedlu domków górniczych sprzeciwia się akcji ich wyburzania. Karol Habryka nie zamierza rezygnować z domu, w którym spędził większość życia i gdzie wszystko jest mu tak bliskie. Dyrekcja kopalni postanawia ofiarować zasłużonemu pracownikowi willę. Wszystko w niej nowe i nowoczesne – zgodne z trendami. Ale też skrajnie nieautentyczne, chłodne, obce i sztuczne wobec tego, co Habryka pozostawił w domku na katowickim Giszowcu. Co było własne, oswojone i niepowtarzalne. W tym otoczeniu bohater nie może się odnaleźć. Wkrótce po przeprowadzce umiera.

Nie widzę nic złego w inspirowaniu się stylem innych. Ważne, żeby nie zgubić swojego i nie stać się kopią. Prawdziwą i najtrudniejszą sztuką jest znaleźć własny szlak w gąszczu trendów i zmieniających się co chwila kanonów, które powinny być traktowane z lekkim przymrużeniem oka, a na pewno ze zdroworozsądkowym dystansem.

Co prawda, większość decyduje się podążać za modą, na szczęście nie zawsze i nie wszyscy. Niektórzy pracują nad własnym,  wyróżniającym stylem.  Ci świadomie i, można powiedzieć, programowo mają trendy w głębokim poważaniu. Zauważają, że sposób, w jaki kształtują wnętrza mieszkań, jak się ubierają, odzwierciedla w dużym stopniu ich osobowość i zainteresowania. A pogoń, aby wciąż być na czasie to nic innego jak tworzenie z samego siebie kolejnej ofiary mody. Zamiast spodziewanej frajdy – frustracja wynikająca z przeglądania się w setkach podobnych odbić w trendowych lustrach.

Opowiadał mi kolega o popołudniowej przerwie w trakcie wakacyjnych warsztatów dla ludzi młodych, najczęściej dwudziestokilkulatków. Na stole przekąski, termosy z kawą, herbatą. I kubki z Ikei – ciężkie, wielkie i chińskie. Produkowane taśmowo dla całego świata. Waga kamionki taka, że mogłyby stanowić wyposażenie uzbrojenia każdej armii. Pośród nich zawieruszyła się porcelanowa filiżanka ze spodkiem. Cienkie ścianki z delikatnym błękitnym ornamentem łagodnie przepuszczały światło. Na spodzie nazwa: „Ćmielów. Ręcznie malowane”.

Jak myślisz, co wybierano, a co na stole zostało.



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

POLACY SIĘ BOGACĄ. MAM PEWNOŚĆ PO TRZECH GODZINACH
20.02.2018
ŚWIĘTO DIZAJNU JESZCZE BARDZIEJ ŚWIĄTECZNE
20.02.2017
PRZYGARNIJ MAGICZNE DRZEWO, CZYLI KRZESŁA SŁUŻĄ NIE TYLKO DO SIEDZENIA
20.11.2016
DESIGN 32, CZYLI STUDENT ŚMIAŁO PROJEKTUJE
18.04.2016
DIZAJN. CZYLI WŁAŚCIWIE CO.
15.02.2016