WALCZYŁBYŚ ZA POLSKĘ? TAK. NAWET JEŚLI MÓWISZ, ŻE NIE


Nie byli inni niż my. Też narzekali na nią. Licytowali się, gdzie ludzie milsi, mniejsze podatki, lepsze drogi, wyższe płace. Bo Polska na co dzień wydawała się jakaś mało atrakcyjna. Co innego świat szeroki. Tam były szczęśliwe, miodopłynne krainy. U nas smętna Wisła leniwie toczyła szare wody. Dlaczego działał i nadal działa ten mechanizm – nie wiem. Ale trochę przywołuje mi echa wspomnień z odwiedzanych w dzieciństwie kolegów. Ich domy wydawały się, nie wiedzieć czemu, cieplejsze i bardziej przyjazne niż mój rodzinny. Potem przyszła refleksja, że to jakiś głupi absurd. Podobne oprzytomnienie nadeszło we wrześniu 1939 roku. Ci sami, którym się jeszcze dopiero co wydawało, że wszędzie trwa sielanka jedynie ojczysty dom gorszy od innych, oddawali w jego obronie życie. Dlaczego? Bo byli wrażliwymi romantykami. Gorącymi patriotami. Jak my.

Już widzę to żachnięcie po przeczytaniu ostatniego zdania. Polacy narodem romantyków i patriotów? W zalewie hejterstwa, paroksyzmach wściekłości, nikczemnych gestach i gwałtownych awanturach, bo nie ta „właściwa” opcja, nie te poglądy? Tak. Nawet dane, z których wynika, że jedynie 37% deklaruje gotowość walki o kraj, a 12% przyznaje się do chęci wyjazdu z niego w razie konfliktu, nie są w stanie mnie przygnębić.

Trzymam się innych faktów. Od wiosny do późnej jesieni w każdy weekend w wielu miejscach odbywają się rekonstrukcje bitew z udziałem tysięcy statystów i tłumów oglądających. Pokazy militarne odwołujące się do chwały oręża mogą zawsze liczyć na aplauz. Szkoły wojskowe przeżywają oblężenie, a w powołanych Wojskach Obrony Terytorialnej kilka miesięcy temu odbyły się pierwsze przysięgi. Z naborem chętnych nie ma problemów. Filmy o heroizmie i miłości do ojczyzny biją rekordy frekwencji; prawie półtora miliona widzów nie przyszło na „Miasto 44” Jana Komasy dla aktorów czy efektów specjalnych, ale żeby zobaczyć (potwierdzić), że bycie Polakiem wiąże się w momentach dramatycznych z poświęceniem.

Jeszcze jeden nie błahy argument. Myślę o wynikach ostatnich wyborów. Na partię jasno i otwarcie opowiadającą się za wartościami konserwatywnymi głosowali nie tylko jak dotąd najstarsi wyborcy, ale tym razem również najmłodsi, których trudno akurat w tym przypadku posądzać o to, że pozwolili się zmanipulować patriotycznymi hasłami.

Profesor Rafał Ohme, ekspert w dziedzinie emocji i podświadomości,  przeprowadził badanie na pozór zupełnie nie związane z ważnymi w życiu wartościami. Chciał ustalić, jakie okładki czasopism przyciągają uwagę. Posłużył się w tym celu tygodnikami opiniotwórczymi. Po przyjrzeniu się, uczestnicy mieli wskazać najbardziej interesujące. Jednocześnie mierzono aktywność fal radiowych, co umożliwiło sprawdzenie, którą okładkę wybrał mózg, a którą świadomość. Wyniki były bardziej niż zaskakujące. Świadomie wybierano bowiem dwie: ze skąpo ubraną panią z pokaźnym biustem oraz drugą, ze splecionymi dłońmi białej kobiety i czarnoskórego mężczyzny, zapowiadającą tekst o przygodach Polek na wakacjach. Można się było spodziewać; seks jest zawsze medialny.

Zadziwia coś innego. Mózg dokonał diametralnie odmiennych wyborów. Na jednej z wybranych przez niego okładek widniało zdjęcie kardynała Dziwisza, na drugiej obraz Wniebowstąpienia Matki Boskiej otoczonej przez ofiary katastrofy smoleńskiej. Okazało się, że świadome wskazania to jedno, a domeną mózgu są inne typy.

Co konkretnie miałoby z tego wynikać? Pokrzepiająca świadomość, że tkwi w nas szczególna, choć utajona na co dzień, forma wrażliwości. Wielu pamięta obrazy, kiedy po śmierci Jana Pawła II nienawidzący się na co dzień kibice zwaśnionych drużyn szli ramię w ramię w żałobnym marszu, dając osłupiałym milionom pokaz wspólnoty, zbratania nawet, w obliczu bolesnego wydarzenia. Tylko ktoś skrajnie naiwny przypuszczał, że tak już zostanie. Rzeczywistość szybko upomniała się o swoje prawa. Ważne jest coś innego – w nas, Polakach, tkwią gdzieś poukrywane, przykurzone, ale żywe wartości na trwałe wpisane w nasze narodowe DNA. Sprowadzić je można do wcale nie archaicznej, jak się okazuje, triady: Bóg, honor, ojczyzna. Ujawniającej się w zachowaniach i reakcjach rzadko, ale zawsze kiedy zachodzi potrzeba. Bywamy często „nieładni”, ale kiedy Polska nas potrzebuje, zawsze piękni. Dlatego jestem spokojny i pełen optymizmu.

Zapomniałbym dodać, wyboru okładek nie dokonali, jak można by przypuszczać, starsi ludzie, „moherowi” emeryci. Grupą biorącą udział w eksperymencie byli studenci wrocławscy w wieku od dziewiętnastu do dwudziestu dwóch lat. Nowocześni, bywali w świecie, znający języki. Miłość do ojczyzny nie jest wartością, która w oficjalnych deklaracjach szczególnie ich zajmuje. Raczej przeciwnie.

A tu sami siebie zaskoczyli. Podobnie jak, bez żadnych „okładkowych” eksperymentów, zaskakiwały siebie pokolenia ich dziadków i pradziadków. Tamci też nie przeczuwali, że w czasie wojny bez wahania ruszą do obrony. Że jako zakochani w Polsce szaleni romantycy będą w stanie poświęcić dla niej wszystko.

Myślisz o naszym, o swoim, patriotyzmie podobnie?

Na fotografiach wnętrza Schronu Bojowego nr 39, położonego w górnośląskich Świętochłowicach. Po miesiącach pracy młodzi pasjonaci ze Stowarzyszenia „Pro Fortalicium” udostępnili je niedawno do zwiedzania.



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

POLONIA, POLSKA I DWIE FLAGI
02.05.2016
pomnik jozefa pilsudskiego w katowicach
ZWYKŁY PATRIOTYZM I NORMALNA DUMA
10.11.2015
Pierwsza strona z "Kuriera Warszawskiego" z 1.09.1939
KAMPANIA WRZEŚNIOWA ALBO GRZECH POCHOPNOŚCI
01.09.2015