CO TY WIESZ O POCAŁUNKU. BO LOMBROSO WSZYSTKO


Dwa i pół miliona wyników po wpisaniu w wyszukiwarce słowa „pocałunek”. Porady, przemyślenia, cytaty, nawet przepisy kulinarne. W końcu chodzi o wyjątkowy symbol potwierdzający głębszą więź z drugim człowiekiem. Głębszą, ale nie zawsze pozytywną, czego dowodzi choćby pocałunek judaszowy. I kiedy już mi się wydawało, że więcej nie można i w tych milionach wszystko, wpadła mi w ręce „Psychologja pocałunku”, niewielka publikacja autorstwa Cesara Lombroso, wydana w Warszawie w 1922 roku. Jeśli tylko pragniesz się dowiedzieć, jak niewinny „pocałunek” daje się wykorzystać do rozważań zgoła seksistowskich, szowinistycznych i różnych innych brzydkich (już widzę uniesione brwi autora, że to o nim), a także do pseudonaukowych wywodów, dobrze trafiłeś – broszurka przeznaczona jest dla ciebie.

Ciekawe, książka, którą się czyta jak tekst wyjęty z kabaretu, została napisana przez bardzo cenionego na początku XX wieku włoskiego psychiatrę, antropologa i kryminologa. Czy to ogólna społeczna naiwność była wtedy tak silna, czy standardy naukowe tak diametralnie inne, a może jedno i drugie, w każdym razie naturalnym odruchem na „objawienia” badacza jest dziś śmiech i niedowierzanie.

SAMICA, MATKA, KOBIETA

Pierwsze trzy zdania jasno akcentują pozycję, z jakiej pisany jest cały tekst, a zwłaszcza ustalają miejsce kobiety w porządku świata widzianym przez profesora.

I dodaje od razu:

Nic zatem dziwnego, że uczucie macierzyńskie rozwija u samic specyalne organy dla pomocy w wychowaniu małych, organy nie spotykane u samców,  jak na przykład wymiona u ssących.

PODUSZKI TŁUSZCZOWE (NIE DLA NAS, PANOWIE)

Nieco dalej pojawia się fragment, który przeczytałem dwukrotnie, silnie przy tym angażując wyobraźnię.

Ogólnie rzecz biorąc, badacz ma na temat Hotentotek, rdzennych mieszkanek Południowej Afryki osobliwe zdanie:

Mnie się zdaje, że hottentotka – podobnie jak wielbłąd – jest jakby żywem wykopaliskiem, lub mówiąc wyraźniej, żywem wykopaliskiem z czasów przedhistorycznych.

I podsumowuje część „kołysankową”:

(..) we wszystkich prawie dzikich plemionach i we wszystkich klimatach kobiety – matki używają swych pleców za kołyskę dla dzieci.

Wniosek? Nie ma tłuszczu – nie ma dla biednych dzieci kołyski.

O poduszkach tłuszczowych dowiedziałem się tyle, że mógłbym pomyśleć o pracy magisterskiej. Co zaskakujące, do tej pory nie padło jeszcze słowo „pocałunek” i „usta”. Za to mamy wątek erotyczny:

(…) nadzwyczaj ważną rolę gra tutaj także pociąg płciowy; hottentotka tem bardziej podoba się swoim współziomkom i tem łatwiej znajduje męża im pełniejsze ma kształty. Smith opowiada o jednej kobiecie, sławnej ze swej piękności, iż niższa część jej ciała była tak obszerną, iż „piękność” gdy usiadła na płaskiej ziemi, nie mogła już powstać, a chcąc włożyć obuwie musiała szukać jakiegokolwiek pagórka.

Rozdział trzeci zaczyna się, a jakże, od poduszek tłuszczowych (przypominam, książka nosi tytuł „Psychologja pocałunku”).

Dalej robi się światowo i niemal poetycko:

To, co powiedzieliśmy o naturalnych poduszkach afrykanek, można zastosować i do piersi kobiet europejskich, których falujące kontury tak zachwycają europejskich poetów i europejskich kochanków.

POCAŁUNEK! POCAŁUNEK!

Wreszcie pierwszy. Znajduję go na stronie piętnastej (całość liczy dziewiętnaście). „Napół ucywilizowani” Japończycy, profesora Lombroso chyba za ten cytat nie lubią.

Pora na śmiałe hipotezy:

Ja przypuszczam, że pocałunek powstał drogą powolnej przemiany aktu macierzyńskiego, tego mianowicie, za pomocą którego ptak karmi swoje pisklęta – z dzioba w dziób.

I przypuszczenie następne:

GEST PARSKANIA I ORGANY MIŁOŚCI

Jakże warto czytać książki do samego końca. Gdybym tam nie dotarł nikt pewnie nie wyjaśniłby mi zagadkowej i powszechnej maniery –  celebrowanego (już nie tylko przez celebrytów) całowania powietrza po obu stronach twarzy i towarzyszących temu cmoknięć. Gdzie biegną tropy? Czytaj uważnie:

(…) Japończycy z lekka zbliżają nosy do szczęki, zupełnie tak samo jak to czynią nasze damy przy spotkaniu z przyjaciółkami, udając jakoby się całowały. Biorąc pod uwagę, że obwąchiwanie szczęk nie może mieć samo przez się żadnego sensu i znaczenia (gdyż w szczękach nie ma nic ciekawego dla powonienia), łatwo przejść do konkluzyi, że jest to pozostałość, pierwotny gest parskania, które widzimy fizyologicznie u osłów i koni i że u tych zwierząt jest to znakiem silniejszego podniecenia uczuć.

„Pocałunek” w książce o pocałunku występuje w śladowych ilościach. Nawet na ostatniej stronie ani słowa o nim, tylko o higienie, która:

dopomogła do usunięcia woni, oznaczającej dojrzałość płciową kobiety, woni, która dawnymi czasy przyciągała i podniecała mężczyzn. Wtedy organy macierzyńskie kobiety (piersi i usta) zamieniły się w organy miłości.

Lombroso kończy swoją „Psychologję pocałunku” swoistym hymnem na cześć ludzkości, miłości, piękności i postępu. Jeśli tylko ktoś zrozumiał, co autor chciał przez to powiedzieć, niech koniecznie napisze. Próbowałem, nie przenikam.

Czytałeś w życiu bardziej dziwaczną książkę?



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

LIST MIŁOSNY. CO NA TO MATKA, CÓRKA I ELA?
14.02.2019
ŻYCZENIA! ŻYCZENIA! GOTOWE, DARMOWE, (NIE CAŁKIEM) NOWE
27.11.2018
KOBIETA WYZWOLONA I KOBIETA Z KLASĄ. COŚ WYNIKA Z DAWNYCH PORAD?
25.10.2017
„DZIEWCZYNA Z PRZYSZŁOŚCI” I ŚLUBNE ZDJĘCIE Z PRZESZŁOŚCI
15.04.2016
STARA FOTOGRAFIA I DZIEWCZYNA Z PRZYSZŁOŚCI
08.04.2016
OCHRONKA, IRENA I MARIA. HISTORIA JEDNEJ FOTOGRAFII
14.03.2016