WONNOŚĆ ALBO FETOR – OTO JEST PRZEŻYCIE


W 1965 roku przeprowadzono w Warszawie nietypowy sondaż uliczny. Wynikało z niego, że na tysiąc mieszkańców tylko trzydziestu siedmiu codziennie myje nogi. O pozostałe części ciała nie zapytano. Kto wie, być może było to pierwsze pytanie z tej serii i wstrząśnięci ankieterzy  reszty bali się „dotykać”. Ostatnio, po raz pierwszy od jakiegoś czasu, jechałem autobusem miejskim. Domyślacie się, co łączy obie, pozornie niezwiązane ze sobą, informacje?

Najpierw próbowałem zlokalizować źródło brzydkiego zapachu. Trochę zdziwiony, ponieważ z zachowania współpasażerów wynikało, że tylko ja go poszukuję. Z westchnieniem ulgi siebie od razu wykluczyłem z kręgu podejrzanych. Wykonane zabiegi higieniczne były staranne, z użyciem środków dobrych firm i rzekłbym – całościowe.

Przyjrzałem się otoczeniu. Sporo młodzieży szkolnej i przybywających już do miasta studentów. A może skupili się wokół mnie miłośnicy starych książek. W wydanych w 1905 roku „Przepisach higienicznych dla uczniów i uczennic” wśród różnych rad można znaleźć i takie: „Używaj przynajmniej raz na dwa tygodnie ciepłej kąpieli z mydłem przyczem oczyszczaj owłosioną skórę głowy”, „Wejdź do wody szybko i poruszaj się pilnie”, „Natryski mogą być stosowane tylko po zbadaniu przez lekarza”.

Skanowałem pobliskie towarzystwo. Hałaśliwi gimnazjaliści, jeśli są po wf-ie, atmosfery nie poprawiają. Zaokrąglony trzydziestolatek, tylko ciałem jadący z pozostałymi. Wierzyłem, że przebywając na swojej smartfonowej planecie znalazł tam rano wodę. Struchlała studentka nerwowo przeglądająca rozsypujące się notatki? Kto wie. Groza egzaminu poprawkowego potrafi zadusić nawet samego Diora. Dwie starsze panie wymieniające się danymi o cenach masła. Czy czterdzieści groszy różnicy na kostce potrafi tak rozgrzać ciała?

Przestaję. Górę bierze złość i pytanie, co, do licha, tu robię. Nic dziwnego – ośrodek węchu jest połączony w mózgu z ośrodkiem odpowiedzialnym za emocje i pamięć. Zaczynam się zastanawiać, czy nie wysiąść wcześniej. Albo współpasażerom dosadnie przedstawić swoje zdanie, a wtedy pewnie sami pomogą mi wysiąść.

Mydła, szampony, dezodoranty, pasty do zębów w setkach cen, kolorów, promocji. Obłęd wyboru, zachęt, reklam i jednocześnie fetor. Według najnowszego raportu Państwowego Zakładu Higieny dezodorantu używa dwóch na pięciu mężczyzn i trzy na pięć kobiet. Tylko połowa z nas, panowie, codziennie zmienia bieliznę. Wśród pań robi to cztery na pięć. Co dziesiąty Polak mycie zębów uznaje za fanaberię, a czterech na dziesięciu myje rzadziej niż raz dziennie. Niestety, badania wykazały, że po sześćdziesiątym piątym roku życia drastycznie spada zainteresowanie sprawami higieny osobistej. Wreszcie, sześćdziesiąt procent nie myje rąk po skorzystaniu z toalety. Jak to dobrze, że opuszczając te przybytki w miejscach publicznych zawsze otwieram drzwi łokciem.

Jakiś czas temu Magda Gessler została wyśmiana przez media, kiedy zdradziła, że zwraca uwagę na higienę kelnerów. Może i dziwne, ale jej uzasadnienie w pełni trafia mi do przekonania:

„Jeśli ktoś idzie do restauracji i płaci 120 zł za danie, a koło niego przeleci kelner, który ma taki problem – jest niedomyty, albo chodzi w tej samej koszuli od 10 dni, to jest to koszmarne. Wyjście do restauracji to dla nas jakaś nagroda, wysiłek finansowy. Kiedy spotykamy takiego kelnera, takie wyjście staje się przykrością.”

Sprawdziłem w sieci Rossmann cenę taniego, ekonomicznego zestawu do higieny /mydło, dezodorant, szampon, pasta do zębów, szczoteczka/. Byłem zaskoczony – całość można kupić już za około dwanaście złotych. Wystarczy na długo. Że nie najwyższa jakość? Stokroć lepiej używać, z korzyścią dla siebie i otoczenia, takich produktów niż żadnych. Dlaczego w takim razie przykładowi kelnerzy i niezliczone zastępy ogarniętych awersją do mycia wloką uciążliwy dla okolicy balast nieświeżości. Czy to kwestia wyłącznie skąpstwa, może nawyków wyniesionych z domu rodzinnego. Kultury osobistej? Lenistwa? Braku zmysłu powonienia?

Zapach może być torturą, ale może też być zaproszeniem, świętem, poezją unoszącą się w powietrzu. Zapachem można przyciągnąć, zdobyć i oszołomić. Ostatnie określenie wyszło mi jakoś dwuznacznie.

To ważna sprawa? Duży i przykry problem? Przesadzam?

 



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

służba w latach międzywojennych
ŚWIĘTA BLISKO. SŁUŻĄCA POTRZEBNA OD ZARAZ
18.12.2018
MŁODY DENTYSTO, JEDŹ NA TARG STAROCI!
07.08.2018
PRANIE MĘCZY? NO TO PRZECZYTAJ
17.02.2018