WULGARYZMY WKRÓTCE MNIE UDUSZĄ


Choć działo się to dobrych kilka lat temu, nie potrafię zapomnieć druzgocącego rozczarowania. Byłem na spotkaniu w siedzibie dużej korporacji. Z przyjemnością obserwowałem zgrany zespół sympatycznych ludzi. Lubiących się. Miłych i uprzejmych nie na pokaz, jak mi się zdawało. Po godzinie zmierzałem korytarzem do wyjścia. Nieopodal znajdował się aneks kuchenny, do którego przed chwilą weszła asystentka dyrektora. Młoda, świetnie ubrana, zjawiskowo piękna kobieta. Doszedł mnie fragment jej rozmowy z koleżanką:

– „No, k…a jeb…a, ja przy tym pie…ym ch…u nie wytrzymuję.

Wstrząśnięty, zamarłem. Jeszcze przed momentem byłem pewny, że to prawdziwe uosobienie klasy, profesjonalizmu i ogłady. Chodząca Kultura Osobista spowita obłoczkiem wytwornych perfum. Swobodnie posługując się hiszpańskim umawiająca dyrektora na spotkanie. Wszystko z uroczym uśmiechem.

Od pewnego czasu coraz rzadziej wstrząśnięty zamieram. A w zasadzie, poza obserwacyjną frustracją, żadne gwałtowne uczucia już się nie odzywają.

Pamiętam wcale nie tak dawny wyraźny rozdział społeczny na „rzucających mięsem” i nie. Dziś jest to zjawisko powszechne, którego prawie nikt się nie wstydzi i prawie nikt nie krytykuje. Wulgaryzmy zaczynają niepostrzeżenie funkcjonować na prawach normalnego języka. Mówiąc inaczej, ludzie są coraz bardziej przekonani, że niemal zneutralizowały się stylistycznie. Zauważmy, wystarczy nieznaczne obniżenie formalności jakiegoś spotkania, aby pełnokrwiste wiązanki frunęły niczym wielkie stada szpaków na zimowiska.

CBOS od 1999 roku publikuje corocznie wyniki sondaży na temat przeklinania. Każde nowsze dane coraz bardziej przygnębiają. Do wulgaryzmów przyznaje się prawie 80% dorosłych Polaków. Najczęściej mężczyzn do trzydziestego czwartego roku życia. Rzadziej, co zaskakuje, osób najsłabiej wykształconych i, co nie zaskakuje, religijnych, a także o poglądach prawicowych. Wulgaryzm niesłychanie się „zdemokratyzował” – poza tym nie ma różnic, jeśli chodzi o wykształcenie, status społeczny lub finansowy. Jak w takim razie wyjaśnić, że 91% badanych deklaruje odrazę, gdy w otoczeniu słyszy niecenzuralny język – doprawdy nie mam pojęcia. Za to wymyśliłem swój prywatny ranking  powodów używania przekleństw. Oto on:

DLACZEGO LUDZIE UŻYWAJĄ WULGARYZMÓW /MOŻLIWE ODPOWIEDZI/

1. Bez stanowczości, okazywanej również w języku, nie da się w tych czasach przebić.

2. Przekonanie, że jest to obowiązujący model mowy potocznej.

3. Mam swój styl, jestem wyluzowany.

4. Mężczyzna jest dzięki temu bardziej męski, a kobieta jeszcze bardziej… męska.

5. Wypełniają luki w zdaniu, które można wykorzystać na zastanowienie, co dalej.

6. Wszyscy tak mówią, nie będę odstawał.

7. W anonimowym internecie pozwalają odreagować stres.

8. Od dziecka tak mówię, nie dam rady inaczej.

9. W telewizji też często słyszę. To znaczy, że wolno.

10.  O czym my w ogóle rozmawiamy. Nie ma czegoś takiego, jak wulgaryzmy.

Przyznaję, nigdy przekleństw nie używałem. I nigdy w polszczyźnie nie brakowało mi słów do zastąpienia, ani nie poczułem się z tego powodu mniej męski. Przywołując dane CBOS, należę do 21% . Dr Piotr Fąka, współautor „Słownika polszczyzny rzeczywistej” twierdzi, że język ordynarny staje się już często jedynym kodem, za pomocą którego można wyrazić wszystko. Cztery najczęściej używane wulgarne słowa wystarczają wielu Polakom, by wyrazić cały nieprzebrany wachlarz emocji. Jeszcze trochę i mniej ambitnym wystarczą dwa, pozostali będą się szczycić bogactwem języka.

Co dalej? Czy ta skromna grupka dwudziestu spośród stu podda się ciśnieniu knajackiego języka i sama zacznie go używać? Bo w sferze publicznej stanie się obowiązujący. I, jako jedyny powszechnie zrozumiały. Z trudem znajduję w sobie wiarę, że to niemożliwe. I niewiele rzeczy mnie tak śmieszy, jak ogłoszenie 17 grudnia Dniem bez przekleństw. Przed się nie da i po też nie?

A tymczasem, uprzedzając komentarz życzliwego czytelnika, sam wpisuję hipotetyczny:

„Wiesz co, koleś. Całe to twoje dzisiejsze pisanie to jedno wielkie …..  .

Jestem bardzo osamotniony w swoich poglądach? A może nas więcej? Morze głów?

Dziękuję Właścicielom zakładu wulkanizacyjnego w Siemianowicach Śląskich, przy ulicy Zacisznej za zgodę na wykonanie fotografii i publikację. 



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

MĘŻCZYZNA W CZASIE PRZESZŁYM DOKONANYM?
07.09.2018