XI ART NAIF FESTIWAL. ŚWIĘTO PO RAZ JEDENASTY


Dlaczego dzisiaj pierwsza część relacji, a następna dopiero w listopadzie? Choć wszystko stanie się w pełni zrozumiałe po zobaczeniu obrazów, spieszę z wyjaśnieniem już teraz. Rzecz w tym, że kolejna, jedenasta edycja Międzynarodowego Festiwalu Sztuki Naiwnej Art Naif Festiwal potrwa jedynie do dziesiątego sierpnia. A powinna okrągły rok. Wtedy, na przykład w czasie listopadowych szarug, zapadającego w grudniu wczesnym popołudniem depresyjnego zmroku, można by w katowickiej Galerii Szyb Wilson uzupełnić dotkliwy brak żywych kolorów i zbawiennej, wibrującej radości.

O swoim zauroczeniu tą formą sztuki, czasami nazywanej prymitywną, pisałem wielokrotnie. Szczerze mówiąc, do końca fenomenu tej słabości nie potrafię wyjaśnić. Po prostu, kiedy ktoś wypowiada słowa – sztuka naiwna, czym prędzej dowiaduję się, gdzie wystawa, kto wystawia, wsiadam w samochód i jadę. W ciemno, bo wiem, że czekają na mnie autentyczne emocje i nie skażona kalkulacją pasja.

 

Kamila Księżnik, Złodziejka jabłek (Polska)

 

Marta Myak Kołodziej, Meiringen I (Szwajcaria)

 

Lena Fishtel, Bez tytułu (Izrael)

 

Valques Pimenta, Elefante na derrubata (Brazylia)

 

Natalia Villone, Orlean’s Virgin (Słowenia)

 

Alex Rossiter, Bociany (Polska)

 

Tym razem nie było potrzeby planowania dłuższego wyjazdu; do celu pozostało zaledwie  kilkanaście kilometrów. Po ubiegłorocznej edycji Art Naif Festiwal już mniej więcej wiedziałem, co mnie czeka. Tymczasem czekało zaskoczenie. Jak to możliwe, że było jeszcze bardziej  różnorodnie i jeszcze ciekawiej?

 

 

Aga Zbrożek Michalska, Marylka (Polska)

 

Jonas Sunday, Bez tytułu (Tanzania)

 

Rojas Lemus Carlos Rafael, Estampa Caribeña 4 (Hiszpania)

 

Paulina Konstancia, Cheek to Cheek (Kanada)

 

Abdul Mkura, Bez tytułu (Tanzania)

 

Laura Vidra, Tierra de mis amores (Argentyna)

 

Duke Riame, Bez tytułu (Tanzania)

Na XI Art Naif Festiwal, jednym z największych na świecie wydarzeń prezentujących sztukę naiwną, wystawia swoje prace ponad trzystu artystów z czterdziestu dwóch krajów świata. O nieprawdopodobnej feerii barw rozpisywać się nie będę – wystarczająco silnie przemawiają fotografie. Tak naprawdę nową jakość przywieźli twórcy z antypodów. Trzeba bowiem wiedzieć, że gościem specjalnym tegorocznej edycji jest Australia i to jej sztuka wniosła ładunek niebywałej afirmacji codzienności i zachwytu światem.

 

 

Hobbs Libby, Doggy at the window (Australia)

 

Armstrong Theresa Ngala, Atula Country (Home), (Australia)

 

John Murray, Emily’s House (Australia)

 

Stephen Pitjara Martin, Spirit Man (Earth), (Australia)

 

Nie sposób nie zgodzić się z Anne Devroye-Stilz z Muzeum Sztuki Naiwnej w Nicei: sztuka naiwna wydobywa to, co wewnętrzne, a nie to, co wyuczone. W tym sensie jest ponadczasowa.

W czasie jednokrotnego pobytu na wystawie bardzo trudno o skupienie na każdym z eksponatów. Mnogość technik, pomysłów, mocne kolory powodują, że koncentracja i wrażliwość, co naturalne, po pewnym czasie tępieją. Rada jest tylko jedna – wystawę należy sobie dawkować i odwiedzić ją kilka razy.

 

Cristian Badila, The Citi Tales (Rumunia)

 

Christina Nagel, Rock and roll (Dania)

 

Jadwiga Fastnacht, Darcie pierza (Polska)

 

 

Krzysztof Webs, Zielona klasa (Polska)

 

Henri Nabole, Bez tytułu (Burkina Faso)

 

Anna Tengli Truchel, Piosenka o stolycy (Polska)

Do Katowic z okazji festiwalu zjechała grupa Australijczyków. Ciepłych, otwartych ludzi. Zastanawiające, może oni już z natury tacy pogodni, może pozytywnie zaskoczył rozmach imprezy, a może (i to wydaje mi się najpewniejsze) tworzona przez nich sztuka nie dopuszcza posępnego widzenia świata, eksponowania dotkliwych stron życia.

 

Liz Parkinson, Fish with the grey bird (Australia)

 

Patrizia Previti, Escape from the world (Włochy)

 

Zdzisław Majerczyk, Rozmyślanie indyka (Polska)

 

Tomasz Motłoch, Perm (Polska)

 

Nikt lepiej tego nie wyraził (i nie potwierdził moich przypuszczeń) niż wystawiająca swoje prace na Art Naif Festiwal Australijka, Marie Johnsson-Harrison: Mój naiwny styl nie jest, jak często się sugeruje, odbiciem dziecięcego spojrzenia. Jest to raczej błyskotliwy dialog pomiędzy artystką a widzem o słabostkach życia i o humorze, które można odnaleźć w zwykłych codziennych sytuacjach. Może zabrzmi naiwnie, ale moją inspiracją jest szczęście.

 

Marie Johnsson-Harrison, The Sydney Breeze (Australia)

Grażyna Kuczyńska, Danse of lizards (Polska)                              Grażyna Kuczyńska, Dansing snake (Polska)

 

Saulius Maziliauskas, At the scrap (Litwa)

 

Viktorija Jurgutjene, Town of Red (Litwa)

 

Terho Peltoniemi, Be happy i have a sunny days (Finlandia)

 

Adżana Modlitbová, Gossip girls (Słowacja)

 

Ada Breedveld, Stopy podłogi (Holandia)

 

Trudno o bardziej bezpretensjonalne, intrygujące i pełne autentycznych emocji wydarzenie niż Art Naif Festiwal. Pomyślałem, to znakomita przeciwwaga dla mnożących się, często wydumanych -izmów we współczesnej sztuce. Że ani jeden z tych obrazów nie zawiśnie w londyńskiej Tate Gallery, nowojorskim Museum of Modern Art? A czy to naprawdę jedyne przepustki do edenu sztuki?

 

Na fotografii tytułowej obraz Henriego Nabole’a z Burkina Faso (dawna Górna Wolta) przedstawiający rynek w Nikiszowcu przeniesiony zapewne do stolicy, Wagadugu, gdzie artysta mieszka. Malarstwo naiwne nie zna żadnych barier.

 

http://artnaiffestiwal.pl/

 



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

SZTUKA NAIWNA PO RAZ… JUŻ NIE LICZĘ
20.11.2018
Carlos Rojas, Hiszpania
ART NAIF FESTIWAL. LISTOPAD W SIERPNIU?
10.08.2018
MALARSTWO NAIWNE. MOŻNA NIE LUBIĆ?
07.04.2018
SZTUKA, KTÓRA CIESZY. ART NAIF FESTIWAL PONOWNIE
09.07.2017
O CO CHODZI Z NAIWNOŚCIĄ W SZTUCE NAIWNEJ
29.06.2017
LEKARSTWO NA SZAROŚĆ? MALARSTWO PAWŁA WRÓBLA
17.02.2017