ZABŁOCKI NA MYDLE, CZYLI GŁUPI JAK BUT (Z LEWEJ NOGI)


Czegóż tu nie mamy! W kolejnym odcinku językowych remanentów przemieszanych z nowościami będzie i o szarym końcu, i Zabłockim, skąpym biznesmenie, i Piekarskim, który skończył w armacie. Niemało też o psach. Zmieścił się nawet głupi jak but, być może z lewej nogi.

 

SKĄD SIĘ WZIĘŁO PIESKIE ŻYCIE

Skupiamy się na kwestiach językoznawczych, a nie egzystencjalnych. I dlatego pytam, czy ktoś zwrócił uwagę na fakt, że mówimy psi los, ale pieskie życie, a nie psie życie?

Jeszcze Bogumił Linde w wydanym dwa wieki temu „Słowniku języka polskiego” dopuszczał obie formy wymiennie (na marginesie, czyż nie uroczo brzmi zamieszczona, jakby przy okazji, uwaga językoznawcy: Odmian psów nam znajomszych jest około 30).

Dziś dominuje rzecz jasna forma psi w znaczeniu: należący do psa, określający psa, używany przy psie. Pies to wierny towarzysz, więc nic dziwnego, że i powiedzeń uzbierało się sporo: psie figle, psie przywiązanie, psia wierność, psi grzyb, psi los, psi swęd, psi obowiązek, psi pazur, psia pogoda, psi grosz, psi węch, przyczepić się jak rzep do psiego ogona (za „Słownikiem frazeologicznym” pod redakcją A. Kłosińskiej, E. Sobol i A. Stankiewicz).

W „Wielkim słowniku frazeologicznym języka polskiego” z 2003 roku frazeologizmów odnoszących się do psa znajdziemy aż 81, a do kota jedynie 23. Trudno wyjaśnić fakt, że przy całej sympatii do psów, przeważają w zestawieniu określenia negatywne.

Przymiotnik pieski w polszczyźnie pozostał osamotniony; w znaczeniu przenośnym używa się go w jednym przypadku – aby nazwać nędzne, złe, marne życie, podobny humor albo charakter. Inaczej mówiąc, nazwać kogoś, kto tak czy inaczej zszedł na psy.

 

SKĄD SIĘ WZIĄŁ PIES POGRZEBANY

Pieskie życie miał pies o imieniu Stuzel, ale za to ma chociaż pomnik. W czasie wojny trzydziestoletniej Stuzel wytrwale i bezinteresownie przenosił listy miłosne między parą zakochanych, mieszkających w różnych miejscowościach Turyngii. Kiedy strudzony bieganiem z obfitą korespondencją dzielny listonosz zdechł, postawiono mu w uznaniu zasług w miejscowości Winterstein nagrobek z napisem ”da liegt der Hund begraben” (”tu leży pies pogrzebany”).

I tak, nieoczekiwanie dla kochanka, kochanki i samego kuriera ta nagrobna sentencja funkcjonuje w języku potocznym od XVII wieku i oznacza – oto sedno, istota sprawy.

 

SKĄD SIĘ WZIĄŁ ZABŁOCKI NA MYDLE

Cyprian Zabłocki, polski ziemianin żyjący na przełomie XVIII i XIX wieku postanowił zostać eksporterem i wyprodukowane w swoim majątku mydło sprzedać za granicą. Do portu w Gdańsku cały transport miał być spławiony Wisłą. Po drodze czekali jednak celnicy. Sprytny i chciwy Zabłocki wymyślił, że jeśli przed posterunkiem celnym ładunek ukryje w powiązanych ze sobą impregnowanych skrzyniach, a barka pociągnie je pod wodą, to tym samym uniknie opłat. Domyślacie się? Tak było. Nieszczelne skrzynie w Gdańsku okazały się puste, a kto chciał mógł sobie robić w dolnym biegu Wisły gratisowe pranie.

Do dziś wyjść na czymś jak Zabłocki na mydle oznacza ponieść stratę, nie uzyskać spodziewanych korzyści.

 

SKĄD SIĘ WZIĄŁ PIEKARSKI NA MĘKACH

I kolejne nazwisko, ale tym razem przenosimy się do wieku XVII. Szlachcic Michał Piekarski 15 listopada 1620 roku dokonał nieudanego zamachu na króla Zygmunta III Wazę. Zanim został pojmany, zranił jednak władcę czekanem w plecy i twarz. W czasie tortur Piekarski, jako człowiek od młodości psychicznie chory, zeznawał całkowicie bez sensu. Wyrok za próbę królobójstwa mógł być tylko jeden. Wykonano go zgodnie z sentencją: „czterema końmi ciało na cztery części roztargane, a obrzydłe trupa ćwierci na proch na stosie drzew spalone zostaną. Na koniec proch, w działo nabity, wystrzał po powietrzu rozproszy.”

Miejsca pochówku nieszczęśnika darmo więc szukać, ale ślad po nim został w postaci powiedzenia „pleść jak Piekarski na mękach”, czyli gadać od rzeczy, bredzić.

 

SKĄD SIĘ WZIĄŁ SZARY KONIEC

Znalazłem dwa wyjaśnienia, oba równie sensowne. Jedno, Karoliny z Potockich Nakwaskiej, która w wydanym w 1843 roku poradniku „Dwór wiejski. Dzieło poświęcone gospodyniom polskim, przydatne i osobom w mieście mieszkającym” pisała, że w domach uboższej szlachty zasiadano do posiłków wraz ze służbą. Końcowy fragment stołu, przy którym ta zajmowała miejsce, nakrywano gorszej jakości szarym płótnem.

Drugie mówi o tym, że w czasie dawnych uczt najbogatsza szlachta i magnateria ubrana była w kosztowne i barwne szaty (karmazyny). Im miejsce przy stole odleglejsze, tym gość uboższy i ubrany bardziej szaro. Krótko mówiąc, tam bez pardonu kierowano szaraków, którzy chcieli zająć bardziej zaszczytne, nienależne im siedzisko.

Być na szarym końcu nie jest niczym przyjemnym, kto lubi znaleźć się na ostatnim miejscu, z tyłu; zajmować ostatnie miejsce; przegrywać z kretesem jakąś rywalizację.

 

SKĄD SIĘ WZIĄŁ GŁUPI JAK BUT

Czasem tak się mówi na określenie kogoś, kto jest tępy. Ale dlaczego ma być w tym podobny do buta? Co komu biedny but zawinił, w dodatku czasem jeszcze w wersji „wzbogaconej” o dodatek – z lewej nogi?

Sprawa jest dosyć tajemnicza, bo tu wcale nie chodzi o obuwie. Rzecz w tym, że dawniej słowo but oderwane było od dzisiejszego znaczenia (ono należało do trzewika). Butem był po prostu głupiec. Wspomina się tym Maurycy Orgelbrand w swoim Słowniku języka polskiego z połowy XIX wieku: Nazwać kogoś butem; mieć, uważać kogo za but; t. j. nazywać głupim, ciamcią, mieć za głupca. Istny to but. Wielki but z niego. Głupi jak but.

Z czasem skojarzenie z butem prawdziwym stawało się coraz silniejsze. No bo z jednej strony, but od głowy (rozumu) znajduje się gdzieś na antypodach, co daje jakiś sens. Z drugiej, jeśli jeszcze dopowiemy „głupi jak but z lewej nogi” (wiadomo, co lewe trąci podejrzanie – lewizna, lewica, lewy towar, lewak, dwie lewe ręce, lewe papiery), to nikt nie będzie miał już wątpliwości, z kim ma do czynienia.

 

Na fotografii tytułowej obraz autorstwa Diaz Gomez Justo Jose z Australii „Diaz Gomez family”, prezentowany na Art Naif Festiwal w 2018 roku.



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

SZARAPOVA CZY SHARAPOWA I INNE MANOWCE
22.10.2020
OŚCIĄ W GARDLE. JASNE, ŻE O KOŚCIACH TEŻ BĘDZIE
24.09.2020
DUŻĄ LITERĄ, MAŁĄ LITERĄ. WIEDZA TAJEMNA? (CZ. 2)
10.09.2020
PISOWNIA RELIGIJNA, CZYLI DYLEMATY NIE TYLKO ŚWIĄTECZNO-ŚLUBNE (CZ. 1)
03.09.2020
KARTOFEL I ZIEMNIAK. KTO RZĄDZI W TYM ZWIĄZKU?
20.08.2020
ROZMAITOŚCI JĘZYKOWE Z KOŚCIOŁA, SPORTU I KUCHNI
13.08.2020
WSZYSTKA PO 5 ZŁOTYCH! UPUST (OPUST?) NADZWYCZAJNY
14.05.2020
KORONAWIRUS. NA PEWNO FORMA POPRAWNA?
16.04.2020
NAJDŁUŻSZE POLSKIE SŁOWO? NIE, NAPRAWDĘ NIE TO
09.04.2020