ZAMEK W MOSZNEJ. KIEDY NIE MA REGUŁ


Niech ta relacja z podróży będzie moim skromnym wkładem w powszechne żądanie nadejścia wiosny. Tej prawdziwej – z oszalałą zielenią, leniwym ciepłem i kwitnącymi drzewami. Żeby się tak nie ociągała, tylko wreszcie nadrobiła zaległości. Pokazywany park, odwiedzany przeze mnie w ubiegłym roku, dobrze się do tego planu nadaje. Pomyśleć, już niebawem będzie taki sam jak na prezentowanych fotografiach. A obiekt znajdujący się na jego terenie? Ten się prawie nie zmienia od dwóch wieków i nie ma takiego, który – przybywając po raz pierwszy – nie kręciłby głową ze zdumienia. Znajdziesz w tej reakcji mieszankę podziwu i  dozy niepewności, czy czasem nie widzi się właśnie solidnego kawałka wzorcowego kiczu. Jeśli znasz zamek w Mosznej – wiesz, o czym mówię. Jeśli nie – zobacz.

Dobrze pamiętam ten moment. Wracałem z Dolnego Śląska wybierając – tak jak lubię – trasę mniej uczęszczaną, z dala od autostrady A4. Chociaż tak wolniej, ale z pewnością lepiej poznaje się kraj. Na Opolszczyźnie powitał mnie lekko pofalowany krajobraz z wielkimi połaciami pól, wbijające się w nie lasy i wsie z dwujęzycznymi nazwami. Lekko uśpiony powabną monotonią nie wiedziałem jeszcze, że wkrótce coś gwałtownie mnie wytrąci z błogiej równowagi. Zza drzew, na tle błękitnego nieba wystrzeliły nagle liczne wieże i wieżyczki. Zmęczenie za kierownicą? Fatamorgana? Nie, jak się szybko okazało, to był zamek w Mosznej. Po dwóch kilometrach stałem przed budowlą, która wciąż wydawała mi się zjawiskiem nie z tej ziemi. Znasz zamek z dziewięćdziesięcioma dziewięcioma wieżami, z których niemal każda w innym stylu?

zamek w mosznej jpg.

zamek w mosznej jpg.

zamek w mosznej jpg.

Może i brzmiałoby ładniej, gdyby było tych wież równe sto, ale wtedy budowniczy, Franz Hubert Tiele Winckler, byłby – w myśl prawa – zobowiązany utrzymywać cały garnizon wojska. Z ilością pokoi właściciel mógł za to poszaleć sobie do woli. Nie ograniczały go żadne przepisy, więc zwrócił uwagę na… dni roku. Tak, wnętrze kryje trzysta sześćdziesiąt pięć pomieszczeń.

zamek w mosznej jpg.

Część z nich można zwiedzać, ale jeszcze kilka lat temu nie było to takie proste – w zamku znajdowało się Centrum Terapii Nerwic.  Działa nadal, tyle że przeniesiono je do wybudowanego w pobliżu nowoczesnego pawilonu. Miejsce pensjonariuszy zajęli turyści, hotelowi goście i goszczący się w kawiarni i restauracji.

zamek w mosznej jpg.

zamek w mosznej jpg.

Spore wrażenie robi sama tylko reprezentacyjna klatka schodowa wykonana w całości z drewna sandałowego, z krużgankiem znajdującym się w obecnej kawiarni. Cud, że ta część przetrwała wojenne zawirowania.

zamek w mosznej jpg.

zamek w mosznej jpg.

Park otaczający zamek w Mosznej dzięki temu, że łagodnie i naturalnie łączy się z pobliskimi lasami i polami, nie ma końca. Dosłownie, ponieważ nie został otoczony żadnym ogrodzeniem.  Najpiękniejsza jest dwustuletnia aleja lipowa z kanałami, które biegną wzdłuż po obu stronach.  Dziś ogląda się je spacerując, ale kiedyś, razem z pobliskimi stawami, tworzyły jedną drogę wodną. Jeszcze w czasie II wojny światowej można było z łodzi podziwiać roślinność i krajobrazy wokół parku.

zamek w mosznej jpg.

zamek w mosznej jpg.

Na początku 1945 roku do zamku wkroczyła Armia Czerwona. Przewodnik opowiada, jak palono starodruki i meble, rozbijano kryształowe żyrandole i lustra, a z wiszącego nad kominkiem ogromnych rozmiarów wiekowego gobelinu robiono onuce. Naturalnie, zrabowano też bogatą  kolekcję dzieł sztuki włoskiej i niderlandzkiej. Dziesięć ocalałych obrazów można oglądać w muzeum w Brukseli.

zamek w mosznej jpg.

Na końcu alei znajdziemy podstawę dawnego pomnika Huberta von Tiele Wincklera. Warto przyjechać tu w kwietniu lub maju, kiedy nad kanałami rosną wielobarwne azalie i różaneczniki. Widziałem tę orgię na własne oczy i stara fotograficzna prawda jeszcze raz okazała się aktualna – najciekawsze ujęcia pojawiają się wtedy, gdy aparat został w domu. Nie daję za wygraną – za miesiąc tu wrócę. Przy okazji, może na Muzyczne Święto Kwitnących Azalii organizowane każdego roku.

zamek w mosznej jpg.

zamek w mosznej jpg.

zamek w mosznej jpg.

Byłem tutaj już kilka razy i zawsze mnie zastanawia, dlaczego mówi się zamek w Mosznej, a nie pałac. Nie ma tu przecież ani murów obronnych, ani fosy czy mostu zwodzonego. Niczego, co świadczyłoby o funkcjach militarnych. A mimo to na tablicach informacyjnych pojawia się tylko “zamek”, a i wyszukiwarki ta nazwa zdominowała. Być może, przy wzorcowym niemal braku reguł architektonicznych, wszyscy mają rację.

zamek w mosznej jpg.

zamek w mosznej jpg.

zamek w mosznej jpg.

zamek w mosznej jpg.

zamek w mosznej jpg.

zamek w mosznej jpg.

Za pierwszy razem trafiłem tu przypadkiem, za drugim i kolejnym przekonałem się, że bez włączenia dobrej nawigacji jest to dosyć karkołomne. Zaraz, zaraz, właśnie sobie coś uświadomiłem. Może w adresie wystarczy wpisać: polski Hogwart?

Jeśli nie znajdzie, zawsze jeszcze pozostaje swojski Disneyland.

 


  • Zamek naprawdę przepiękny, świetne ujęcia. Hm.. Może jest nazywany zamkiem ze względu na typowe dla architektury gotyckiej dachy zakończone szpicem na wieżach? Same wieże tego rodzaju od razu mnie się kojarzą z zamkiem . Z pałacami kojarzy mi się wszystko w złocie i kopuła na dachu. A może bo po prostu uznano że zamek brzmi ciekawiej. 🙂 Tak czy siak budowla naprawdę zachwyca. Zakochałam się w tych wieżach, szczególnie jedna z nch naprawdę przypomina disneyową. Muszę ten zamek dopisać do listy miejsc w ktore kiedyś na pewno się wybiorę.

    • Może w jakiś późny kwietniowy weekend? Ogród staje się wtedy zielono – różowy i można by kręcić w nim ekranizacje wszystkich słodkich baśni (oprócz autorstwa braci Grimm, chyba że w nocnej scenerii).

  • Tośka

    Byłam w Mosznej kilka lat temu, ale niestety, nie wiosną. Z przyjemnością i zainteresowaniem przeczytałam Twoją relację. Zdjęcia przepiękne. Dzięki nim mogę tam być ponownie.