ZAŻÓŁĆ GĘŚLĄ JAŹŃ. JĘZYK POLSKI CIESZY TYLKO Z OGONKAMI


„Zażółć gęślą jaźń” – ważne, choć pozbawione sensu, najkrótsze zdanie, zawierające wszystkie polskie znaki diakrytyczne. Badania pokazują, że dla aż 52% Polaków nie ma znaczenia, czy one istnieją. Prawie połowa wysyłanych obecnie SMS-ów pozbawiona jest  ogonków i kresek. Jakie są tego konsekwencje? Większe niż na pierwszy rzut oka może się wydawać.

Większość z nas żyje w przekonaniu, że są w polszczyźnie od początków jej powstawania. Nic z tego, pojawiły się dopiero w XVI wieku. Wcześniej każdy pisał jak chciał; na przykład „ś” zapisywano w postaci „ssz”, „sch”, „ssy”. Co więcej, pisownia, jaką znamy została ujednolicona dopiero na początku XX wieku.

I co z tego, skoro można odnieść wrażenie, że sposób komunikowania z zapisem bez polskich znaków diakrytycznych jest ponownie czymś zupełnie naturalnym. Po prostu – żadna uciążliwość (zadna uciazliwosc). Tymczasem ich obrona jest obroną niepowtarzalności języka polskiego. Powiem nieco górnolotnie – radości, jaką powinien dawać na co dzień.

Język to w końcu jedna z ważniejszych części naszej kultury. A uroda polszczyzny polega i na tym, że ma te wszystkie ogonki i kreski nad lub pod literkami, tworzące ą, ć, ę, ń, ó, ś, ź, ż. Z reguły dołącza się do tego zestawu również „ł”, bardzo polską, swoistą literę. Dzięki nim możemy zbudować powabne i niepowtarzalne zdanie: Zażółć gęślą jaźń. Niepowtarzalne, ponieważ „Język polski jest przyjazny/Merda ogonkami” jak głosi hasło jednej z kampanii promującej dbałość o poprawny kształt językowej polszczyzny. Nic dodać, nic ująć.

O wadze „merdających ogonków” traktuje fabuła „Znaków”, tragifarsy Jarosława Jakubowskiego. Do pracującego pisarza Jana przychodzi z niezapowiedzianą wizytą Wysłannik, by wręczyć dyrektywę informującą o zakazie używania znaków diakrytycznych. Rozporządzenie jest nieodwołalne, o czym urzędnik informuje zaskoczonego pisarza próbującego protestować w imię piękna ojczystego języka i jego różnorodności. Wyjaśnia, że „ostatniego ogólnopolskiego dyktanda narodowego nie przeszedł nikt”, czyli dla dobra wspólnoty należy znaki diakrytyczne zlikwidować. Tym bardziej – przekonuje Wysłannik – że razem z zaniechaniem ich istnienia zużywać się będzie mniej farby drukarskiej. Pisarz musi podjąć decyzję, wiedząc, że każda będzie zła i kompromis jest niemożliwy. Zgodzi się na przyjęcie nowych warunków, tym samym będzie wydawany. Albo pozostanie wierny ojczystemu językowi, wtedy jako pisarz będzie skończony.

Dramat opowiada o tym, jak wyglądałby język polski bez znaków diakrytycznych (w zakończeniu postaci mówią „nowym językiem”). Ale też przedstawia szerszy problem – mechanizm agresywnego narzucania poglądów przez mniejszość w imię definiowanego przez nią postępu i dla jej interesów. W następstwie, proces bezwolnej kapitulacji większości godzącej się bez sprzeciwu na oportunizm przekraczający nieraz granice absurdu. Odsuwającej przygnębiającą świadomość, że człowiek staje się w coraz większym stopniu produktem społecznej inżynierii.

A czy nie jest czasem tak, że z ponurą wizją dramaturga spotykamy się coraz częściej. Przecież pokolenie młodych, zwłaszcza dziewczyn, wykluczenie znaków diakrytycznych przenosi również na sposób mówienia. Trzy lata temu napisałem na ten temat artykuł „Czes’c’! O wymowie młodych (kobiet)”. Niestety, pozostaje nadal aktualny, a językoznawcy (i logopedzi) wciąż szukają wyjaśnień, skąd owo kaleczenie języka polskiego się bierze. Wiadomo, że smartfonowe teksty pozbawione znaków mają na to zjawisko duży wpływ.

Jest jeszcze jeden powód, dla którego znaki diakrytyczne są tak ważne. Mówi o nim w wywiadzie dla „Nowej Trybuny Opolskiej” profesor Jerzy Bralczyk: „(…) dla celów takiej najprostszej komunikacji, kiedy nastawieni jesteśmy tylko na informowanie i pobieranie informacji, znaki diakrytyczne nie odgrywają ważnej roli, teoretycznie można się bez nich obyć. (…) Sprowadzenie mówienia i pisania do takiej tylko służebnej funkcji przekazywania informacji bardzo zubożyłoby nasze życie. W wyścigu szczurów do wartości promowanych na rynku takich jak szybkość i efektywność poświęciliśmy już tak wiele wzbogacających zwyczajów i rytuałów, że coraz mniej mamy z życia radości i satysfakcji. Nie chciałbym, aby wśród pięknych rzeczy, z których zrezygnujemy, były także subtelności językowe.”

Trzeba by jeszcze wspomnieć o możliwych nieporozumieniach wynikających z braku ogonków. Widziałem niedawno oklejony samochód z napisem: „Ciecie.pl – u nas każdy typ”. Czy firma zajmuje się usługą cięcia, czy dowcipnie oferuje pracę dozorców?

Pamiętaj też, jeśli otrzymałeś wiadomość: „spotkamy się w sadzie”, niekoniecznie jesteś zaproszony na spacer wzdłuż szpaleru kwitnących jabłoni.



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

AUTORSZCZA WPROWADZAJĄ ZMIANY W JĘZYKU POLSKIM
23.09.2021
BENIAMINEK NA ŚWIECZNIKU? W POLSZCZYŹNIE TO MOŻLIWE
18.08.2021
DLACZEGO „ACZKOLWIEK” I „TUDZIEŻ” TAK MNIE IRYTUJĄ
05.08.2021
ZBIJAĆ BĄKI. I PONOWNIE OD SASA DO LASA (JĘZYKOWEGO)
24.06.2021
NEOLOGIZMY, CZYLI I TY MOŻESZ ZOSTAĆ BOHATEREM
10.06.2021
KIJ W OKO I ŁABĘDZI ŚPIEW. BĘDZIE TYLKO O JĘZYKU POLSKIM?
27.05.2021
NA GRILL? NA GRILLA? I NIE TYLKO TE WĄTPLIWOŚCI
06.05.2021
ODEJŚĆ DO LAMUSA SAMOTNY JAK PALEC? I ZNÓW O JĘZYKU
08.04.2021
SMALIĆ CHOLEWKI TO NIE DUBY SMALONE. O CO CHODZI?
18.03.2021