ZBIGNIEW BIAŁAS „TAL” (RECENZJA)


Czy przedsiębiorca Paweł Grzeszolski zabił swoją żonę i dzieci? Nigdy się już pewnie nie dowiemy. Po niemal ośmiu dekadach ta sprawa nadal potrafi budzić emocje, czego dowodem choćby powieść „Tal”. Zbigniew Białas wnikliwie przestudiował bogate materiały prasowe z lat 1936-1939 i wydał książkę, która nie jest ani relacją, ani reportażem sądowym, a trzymającą w napięciu powieścią kryminalno-obyczajowo-psychologiczną. Autor określa ją gatunkowo jako non-fiction novel. Cokolwiek ten pojemny termin stworzony przez Trumana Capote’a znaczy, nie należy jej krzywdzić mówiąc, że to zwykły kryminał.

W czasach Drugiej Rzeczypospolitej Polacy zachłannie czytali wszystko, co pisano na temat dwóch najgłośniejszych procesów: guwernantki Rity Gorgonowej, oskarżonej o zabójstwo siedemnastoletniej podopiecznej i przedsiębiorcy Grzeszolskiego, podejrzanego o otrucie żony i dwójki swoich dzieci. Obie sprawy nie zostały definitywnie wyjaśnione i do dziś stanowią pożywkę dla niezliczonych już hipotez i spekulacji.

O co chodziło w tej drugiej? Anna Grzeszolska  od kilku miesięcy czuje się z dnia na dzień coraz gorzej. Wymiotuje, opada z sił. Kiedy traci przytomność, mąż, z wykształcenia inżynier chemik (fakt ważny dla przebiegu śledztwa), wzywa lekarza. Stan zdrowia szybko się jednak pogarsza i kobieta nad ranem umiera. Doktor podejrzewając zatrucie zgłasza sprawę na policji. Te same objawy pojawiają się u dzieci Grzeszolskich, Lucyny i zmarłego kilka tygodni po niej Jurka. Sekcja wykazuje, podobnie jak u ich mamy, zatrucie metalem ciężkim – talem, którego śmiertelna dawka dla człowieka to zaledwie jeden gram. Komisarz Payonk rozpoczyna żmudne śledztwo, a sosnowiczanie od samego początku nie mają wątpliwości, że mordercą jest mąż i ojciec.

Przyznaję, niejednokrotnie i mnie w trakcie lektury wydawało się, że już wiem, już za moment rozwikłam zagadkę i oskarżę, po czym szybko musiałem rewidować przypuszczenia. Zbigniew Białas, dzięki umiejętnie prowadzonej narracji, z wyraźną przyjemnością wodzi czytelnika na manowce. Dodać trzeba – coraz bardziej ponure. Zaczynałem sobie zdawać sprawę, że w gęstniejącej atmosferze opisywanych pomówień – w towarzystwie miejscowej społeczności pokazanej jako zbiorowisko prymitywnych, żądnych odwetu, pazernych indywiduów mieszkających w przygnębiającym i brudnym grajdole – sam zaczynam podświadomie współuczestniczyć w nagonce.

Wszystko to dzieje się na uboczu, w zamkniętym kręgu, peryferyjnym do dziś mieście, które słabo się raczej kojarzy. Może jedynie z niechlubnym mianem stolicy Czerwonego Zagłębia i odwiecznymi animozjami śląsko-dąbrowskimi, które znajdują swój wyraz w setkach dowcipów typu: „Jaka najlepsza rzecz może cię spotkać w Sosnowcu? Autobus do Katowic.”

Choć autor nie zmienia żadnych faktów, nazwisk i lokalizacji (podobnie jak przed wojną, ulicę Rybną, gdzie mieszkali Grzeszolscy,  po zmroku lepiej omijać) nie znalazłem w książce nic z nużącej kroniki kryminalnej, sądowego pitawala. Jest pasjonująco napisaną, znakomitą warsztatowo opowieścią o pochopnych sądach, absurdzie oskarżeń, które pod wpływem tłumu stają się obowiązujące i o zjawisku, dziś, w dobie internetu, wyjątkowo ważnym – odpowiedzialności za słowo.

Warto ją przeczytać, by raz jeszcze przekonać się, jak bardzo uniwersalne i ponadczasowe może być doprowadzenie do tragicznego finału pod wpływem kilku jedynie nierozważnie i niefrasobliwie wypowiedzianych zdań.

To, że powieść osadzona jest w latach trzydziestych nie ma znaczenia. Zresztą, „Jeśli komuś się wydaje, że lata trzydzieste w Polsce to był czas meloników, kabaretów i strusich piór, należy takiej osobie uzmysłowić, że lata trzydzieste w Polsce to był dosyć ponury czas procesów, apelacji, kasacji, pieniactwa i ogólnego szwendania się po sądach”.

Nie jestem wielbicielem gatunku z wyraźnym wątkiem kryminalnym w tle. Gdzieś w tyle głowy tkwi przekonanie, że to mniej ambitna, pośledniejsza literatura. Po lekturze „Tala” przychodzi pora weryfikować ten osąd. Będę musiał sięgnąć po dwie wcześniejsze książki autora, by stwierdzić, na ile trwały.

Zbigniew Białas, profesor nauk humanistycznych, anglista, tłumacz, akcję swoich powieści umieszcza dotąd konsekwentnie w rodzinnym mieście. Sosnowiec wypromowany dzięki literaturze pięknej?

Kto wie, może wzorem „Ulissesa”, podobnie jak w Dublinie, tak na ulicach tego zagłębiowskiego miasta zobaczy się czytelników z „Korzeńcem”, „Pudrem i pyłem” lub „Talem” w ręku, z zaciekawieniem wędrujących przez miasto śladami bohaterów.

 

 



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

TOMEK WILMOWSKI PRZEPADŁ. NA SZCZĘŚCIE POWOLI WRACA
10.07.2018
JEST JÓZEF IGNACY KRASZEWSKI „TYTANICZNYM GRAFOMANEM”?
25.05.2018
DLACZEGO MIŁOSZ ODCHODZI W ZAPOMNIENIE
15.05.2018
SŁAWOMIR KOPER „ULUBIEŃCY BOGÓW” (RECENZJA)
24.02.2018
STASIUK „OSIOŁKIEM”. PO MELANCHO NA WSCHÓD
16.05.2017
ANNA DZIEWIT-MELLER „GÓRA TAJGET” (RECENZJA)
06.10.2016
JACEK DEHNEL „KRIVOKLAT” (RECENZJA)
09.08.2016
CHUTNIK „W KRAINIE CZARÓW”. NIE TAKA CHUTNIK…
17.02.2016
MILAN KUNDERA „ŚWIĘTO NIEISTOTNOŚCI” – ŻART OPAKOWANY
08.11.2015