ZMARTWYCHWSTANIE JEZUSA. HISTORYCY PROWADZĄ ŚLEDZTWO


Niemal dwa tysiące lat temu Rzymianie skazali na śmierć 33-letniego Jezusa z Nazaretu. Typową egzekucję, nie różniącą się niczym od setek wykonywanych na terenie Palestyny, przeprowadzono sprawnie. Mężczyzna udusił się na krzyżu pod ciężarem własnego ciała. Zmarłego pochowano jeszcze tego samego dnia w grobowcu. Trzy dni później okazało się, że nie ma tam nikogo. Po czym wiele osób opowiada o spotkaniu z Jezusem żywym. Wiadomość, że miało miejsce zmartwychwstanie lotem błyskawicy obiegła Bliski Wschód, wkrótce dotarła do Europy. Historia zmieniła bieg. Nie dla wszystkich jednak.

Ateiści twierdzą, że zmartwychwstanie jest największym kłamstwem wymyślonym przez człowieka. Gigantycznym oszustwem i spiskiem. I że nikt logicznie myślący nie narazi się na kompromitację, uważając inaczej. Niedawno zmarły guru ateizmu, profesor Richard Dawkins, na pytanie, co stało się z ciałem Jezusa odpowiedział: To samo, co stanie się z ciałem nas wszystkich, gdy umrzemy. Rozłożyło się. Teorie, że Jezus wstał z grobu, a następnie wstąpił do nieba, są mniej więcej tak samo udokumentowane jak baśń o Jasiu i magicznej fasoli. Zmartwychwstanie jest całkowicie niezgodne z ustaleniami zaawansowanej nauki.

I tyle? Owszem, bo wszystkim racjonalnie myślącym to w zupełności wystarcza. Pozostałym ponad dwóm miliardom chrześcijan na Ziemi – nie. Czy są zaślepioną grupą sekciarzy?

Czterej historycy i bibliści, profesorowie Robert H. Stein, Edwin M. Yamauchi, Craig Keener oraz Richard Bauckham, odpowiedzieli, co się tamtego dnia w istocie wydarzyło. A rozpoczęto od pytania najbardziej zasadniczego.

CZY JEZUS ŻYŁ NAPRAWDĘ?

O Jezusie wiemy więcej niż o większości osób żyjących dwa tysiące lat temu. Historyk Józef Flawiusz w drugiej połowie I wieku notował w „Dawnych dziejach Izraela”: I był w tym czasie Jezus, człowiek mądry, jeśli godzi się nazywać go człowiekiem, działał on bowiem cuda i nauczał wśród tych, którzy z radością przyjmowali prawdę. Przyciągnął on do siebie wielu spośród Żydów i wielu spośród pogan. On to był Chrystusem. A kiedy Piłat, za namową pierwszych wśród nas mężów, skazał go na krzyż, ci którzy go miłowali nie opuścili go; ukazał się im on bowiem żyw ponownie na trzeci dzień, tak jak to boscy prorocy ten i dziesięć tysięcy innych cudów o nim zapowiedzieli. A plemię chrystian, od niego się zwących, nie zaginęło aż po dziś dzień.

W „Rocznikach” Tacyta ze 115 roku n.e. mowa o Jezusie skazanym na śmierć przez Poncjusza Piłata. Autor, wrogo nastawiony do chrześcijan, pisał: (..) wierzono, że pożar Rzymu był nakazany. (…) podstawił Neron winowajców i dotknął najbardziej wyszukanymi kaźniami tych, których znienawidzono dla ich sromot, a których gmin chrześcijanami nazywał. Początek tej nazwie dał Chrystus, który za panowania Tyberiusza skazany był na śmierć przez prokuratora Poncjusza Piłata; a przytłumiony na razie zgubny zabobon znowu wybuchnął, nie tylko w Judei, gdzie się to zło wylęgło, lecz także w stolicy, dokąd wszystko, co potworne albo sromotne, zewsząd napływa i licznych znajduje zwolenników. 

Źródeł  jest tak wiele, że jak mówi prof. Keener: ludzie twierdzący, że Jezus nie istniał nigdy, po prostu chcieliby, żeby tak było. Najważniejszym świadectwem zmartwychwstania pozostają Ewangelie, które powstały między końcem lat 60. i 90. Wcześniej opowieść przekazywano ustnie przez naocznych świadków.

Prof. Stein dodaje: Na rzecz autentyczności Ewangelii przemawiają różnice między nimi. Inny styl, inne słownictwo, inny sposób myślenia. Nie ma natomiast sprzeczności rzeczowych. I właśnie tak jest, jak cztery różne osoby opisują jakieś wydarzenie z czterech punktów widzenia. Gdyby ktoś sfałszował Ewangelie, wszystkie zawierałyby taką samą wersję wydarzeń.

Od siebie dodam, że Jezus był postacią do tego stopnia historyczną, że miał swoją notkę biograficzną w Wielkiej Encyklopedii Radzieckiej, co definitywnie powinno zamykać usta wszystkim niedowiarkom.

CZY JEZUS PRZEŻYŁ UKRZYŻOWANIE?

A może Jezus był na tyle silnym mężczyzną, że przeżył egzekucję i po wyleczeniu wrócił do uczniów? Prof. Yamauchi podkreśla, że rzymscy żołnierze byli prawdziwymi zawodowcami, znającymi się na zadawaniu śmierci. Jeśli mieli jakiekolwiek wątpliwości łamali ofierze nogi. W przypadku Jezusa uznali to jednak za niepotrzebne; cios włócznią w bok wystarczył.

Gdyby jednak doszło do przeoczenia i skazaniec przeżył? Co z rodziną i wszystkimi, którzy brali udział w składaniu Jezusa do grobu? Żydzi zawsze skrupulatnie sprawdzali, podtykając pod nozdrza nieboszczyka różne przedmioty, czy nie ma śladów oddechu.

Prof. Bauckham dodaje: (gdyby żył) po straszliwej kaźni, jaką przeszedł, znajdowałby się przecież na granicy śmierci! Potrzebowałby bardzo długiego czasu, aby stanąć na nogi. (…) W relacjach ludzi, którzy go widzieli po ukrzyżowaniu nie ma zaś słowa o tym, żeby znajdował się w stanie krytycznym. Przeciwnie, pokazywał rany, ale zachowywał się jak zdrowy człowiek.

I jeszcze argument prof. Steina, który mówi, że gdyby nawet Jezus ocknął się w grobie i tak nie mógłby się z niego wyzwolić. Kamień, którym zamknięto grobowiec ważył nawet dwie tony. Znajdował się w lekko pochyłym wyżłobieniu. Przesuwało go kilku silnych mężczyzn. Od wewnątrz nie było natomiast żadnego punktu zaczepienia. Ciężko ranny Chrystus musiałby to zrobić sam. To tak jakby się chciało przetoczyć samochód, nie napierając z tyłu, ale z boku.

CZY ŚWIADKOWIE POMYLILI GROBY?

A może kobiety, a nieco później uczniowie, przybyły do innego grobu? To niemożliwe, podkreśla prof. Stein. Jezus został pochowany nie na publicznym cmentarzu z setkami podobnych grobów, ale na uboczu w prywatnym grobie przygotowanym dla bogacza Józefa z Arymatei. W dodatku Żydzi byli wyjątkowo pedantyczni, jeśli chodzi o oznakowanie miejsc pochówku. Trudno sobie wyobrazić, że zaledwie po 36 godzinach wszyscy zapomnieli, gdzie spoczęła ukochana osoba i pomylili drogę. A nawet gdyby – dodaje prof. Kenner – mówilibyśmy o historii zaginionego ciała, a mówimy o zmartwychwstaniu. Pomylenie grobu nie wyjaśni tego, że Jezus ukazał się uczniom żywy.

I ponownie prof. Stein: Gdyby to była pomyłka, zostałaby szybko wyjaśniona przez władze żydowskie i rzymskie. Z ich perspektywy wyglądało to mniej więcej tak: był człowiek imieniem Jezus, który sprawiał im poważne kłopoty. Wyeliminowali go, ale nagle pojawiła się wiadomość o zniknięciu ciała. Jego uczniowie mówią, że to dowód na to, że był Mesjaszem. Cóż prostszego niż zwołać ludzi, pokazać im prawdziwy grób i ciało. To przede wszystkim władzom powinno zależeć na wyjaśnieniu takiej pomyłki. Tymczasem nikt jej nie wytłumaczył.

CZY UCZNIOWIE WYKRADLI CIAŁO?

Grób był pusty, ponieważ uczniowie wykradli ciało Jezusa i ogłosili, że zmartwychwstał. Prof. Yamauchi odnosząc się do tej hipotezy przypomina, że apostołowie byli później straszliwie prześladowani i zamordowani. Czy ci ludzie poświęciliby własne życie w imię wymyślonego przez siebie kłamstwa? Z punktu widzenia psychologicznego jest to nieprawdopodobne. Poza tym, zwraca uwagę prof. Kenner, któryś z uczniów lub innych uczestników spisku w obliczu tortur lub śmierci prędzej czy później przyznałby się, że cała historia została wymyślona. Przetrwałyby jakieś źródła pisane, zarówno chrześcijańskie jak i pogańskie. Tymczasem wszyscy uczniowie umierając byli przekonani, że Jezus naprawdę powstał z martwych. Nieprawdopodobne, by taka intryga udała się bez żadnego „przecieku”, żeby nikt jej nie zdemaskował w starożytności.

I kwestia techniczna. Przed grobem stali rzymscy żołnierze, którzy rzekomo mieli zasnąć. Jak odsunąć dwutonowy kamień bez obudzenia tych ludzi.

CZY LUDZIE, KTÓRZY WIDZIELI JEZUSA, DOZNALI ZBIOROWEJ HALUCYNACJI?

Psychologia zna przypadki, że silne przeżycia mogą wywołać halucynacje. Tyle że są to zjawiska indywidualne. Święty Paweł pisał, że Jezus pojawiał się wiele razy w różnych miejscach. W pewnym momencie widziało go nawet 500 osób. Jedną halucynację, nawet zbiorową, jeszcze można by od biedy wytłumaczyć, ale całą serię?

Prof. Stein przypomina, jak zachowywali się świadkowie. Kobiety nie szły do grobu, żeby spotkać żyjącego Chrystusa, ale po to, by namaścić jego ciało. Gdy zobaczyły otwarty grób, zapytały osobę, którą wzięły za ogrodnika, „gdzie go zabrali”. Podobnie apostołowie. Oni także nie dowierzali. A Tomasz nie uwierzył dopóty, dopóki nie dotknął ran swego mistrza. Ci ludzie nie byli w stanie wyobrazić sobie czegoś takiego jak zmartwychwstanie.

CZY JEZUS MIAŁ SOBOWTÓRA?

W Palestynie żył wówczas ktoś łudząco podobny, kto po egzekucji podszył się pod straconego mężczyznę, a uczniowie nie zauważyli, że mają do czynienia z oszustem. Naturalnie, można też założyć, że uczniowie świadomie go nie zdemaskowali, utrzymując, że to prawdziwy Chrystus i szerzyli kłamstwo. Ale czy potem dla jego utrzymania oddaliby po torturach życie? Nonsens.

Pamiętajmy o jeszcze jednym. Skoro był sobowtór, to spiskowcy musieliby mu wyciąć na ciele takie same rany, jakie miał Jezus.

Wreszcie, gdyby ktoś się podszył pod Niego, to co stało się z nim później? Dlaczego zniknął i nie skorzystał z owoców swojej intrygi, przejmując kierownictwo ruchem? – dodaje profesor Kenner.

CO TAK NAPRAWDĘ SIĘ STAŁO?

Skoro alternatywne teorie są nie do obrony, należy postawić pytanie: co tak naprawdę się stało dwa tysiące lat temu?

Oddaję głos biblistom.

Prof. Bauckham: Naukowymi metodami możemy dojść tylko do jednego prawdopodobnego i logicznego wyjaśnienia: Jezus Chrystus rzeczywiście zmartwychwstał. Do tego wniosku doszliśmy stosując klasyczny warsztat historyka. Poprzez krytyczną analizę źródeł.

Prof. Kenner: Gdybyśmy mieli taki materiał dowodowy przy jakimkolwiek innym wydarzeniu historycznym, jakim dysponujemy w przypadku zmartwychwstania, bylibyśmy go na sto procent pewni i nikt by go nie negował. Wielu ludzi chce w tym jednym wypadku zrobić wyjątek, bo zmartwychwstanie kłóci się z ich światopoglądem, który nie dopuszcza możliwości działań nadprzyrodzonych. W tym wypadku to jednak nasi adwersarze opierają się na przypuszczeniach, my na faktach, a nie na „ślepej wierze”. Wiem, o czym mówię, bo sam byłem kiedyś ateistą i byłem przekonany, że zmartwychwstanie po prostu nie mogło mieć miejsca.

Prof. Yamauchi: Wszystko to, o czym mówiliśmy, świadczy, że zmartwychwstanie nie jest legendą. Koronnym dowodem jest jednak fenomen, jakim było i jest chrześcijaństwo. Gdyby Chrystus umarł i został pochowany jak każdy inny człowiek, upłynęłoby wiele lat, być może nawet stuleci, zanim legenda o jego zmartwychwstaniu zaczęłaby oddziaływać na ludzi. Tak to bowiem jest z mitami, że potrzebują czasu. W tym przypadku od razu po śmierci Jezusa jego uczniowie głosili Ewangelię i oddawali za nią życie. A chrześcijaństwo rozprzestrzeniało się w błyskawicznym tempie.

Prof. Stein: Zmartwychwstanie nie tylko odmieniło ludzkość w sensie duchowym czy metafizycznym. Ono miało również skutki czysto materialne, polityczne. Całkowicie odmieniło bieg historii. Można śmiało powiedzieć, że było najważniejszym wydarzeniem w historii ludzkości. Czy spisek kilku nawiedzonych uczniów czy też powstała po latach mglista legenda mogłyby na dłuższą metę zrobić tyle zamieszania? Choć to wydaje się nieprawdopodobne, zmartwychwstanie jest jedynym logicznym wyjaśnieniem tajemnicy zniknięcia ciała Jezusa z Nazaretu. Sceptycy pytają nas często, dlaczego wierzymy w coś takiego jak zmartwychwstanie. Tymczasem to my powinniśmy zapytać: dlaczego wy nie wierzycie, skoro dostarczamy wam tylu dowodów.

Życzę, nie tylko na Święta Wielkanocne, aby zmartwychwstanie Chrystusa przyniosło nam wszystkim prawdziwe odrodzenie duchowe, pozwoliło z ufnością i spokojem patrzeć w przyszłość.



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ