ZNALEŹĆ SWOJĄ DRUGĄ POŁOWĘ TO GRA WARTA ŚWIECZKI. ŚLIWKI DLA JASNOŚCI


Już za miesiąc wydarzenie, które odbije się donośnym echem w światowych mediach. Na blogu pojawi się rocznicowy, dwudziesty odcinek o pochodzeniu szczególnych zwrotów językowych – frazeologizmów. Do świętowania jeszcze trochę, więc na razie  prawie świąteczna, dziewiętnasta część. Dziś powiedzenia z trzech odległych od siebie epok. Zaczynamy od szukania drugiej połowy, czyli – kto by pomyślał – od samego Platona.

ZNALEŹĆ SWOJĄ DRUGĄ POŁOWĘ – ZNALEŹĆ OSOBĘ DLA SIEBIE PRZEZNACZONĄ

A można też szukać swojej drugiej połowy. Tak czy inaczej, na pewno warto poszukać pochodzenia obu tych zwrotów. Przenosimy się do starożytności. Dokładniej, do Platona i jego „Uczty” napisanej w IV wieku p.n.e. Jednym z biesiadników jest Arystofanes – twórca antycznej komedii. Wygłasza on humorystyczną przemowę o tym, że kiedyś istniały trzy płcie – złożone albo z połówek męskich, albo z żeńskich lub z połówki męskiej i połówki żeńskiej. Człowiek miał okrągłą postać, cztery ręce, cztery nogi i dwie twarze zwrócone w przeciwną stronę, umocowane na walcowatej szyi, a także czworo uszu i dwie okolice wstydliwe. Chodził tak, jak się chodzi obecnie w jedną, bądź w drugą stronę. A jak się bardzo spieszył to po prostu koziołkował.

Tak zbudowani ludzie byli silni, coraz bardziej niezależni i bezczelni wobec bogów, co musiało się skończyć źle.  Poirytowany panoszącą się pychą Zeus wpadł na pomysł, aby każdego człowieka przeciąć dokładnie na pół. Raz na zawsze osłabiłoby to rodzaj ludzki i wybiło mu pomysły rywalizowania z bogami. Do głosu doszła też zwykła, a może ze względu na pomysłodawcę, niezwykła interesowność; skoro pojawi się dwa razy więcej ludzi – pomyślał Zeus –  tym samym bogowie  otrzymają dwa razy więcej ofiar.

Władca błyskawic został okrzyknięty geniuszem i ludzi poprzecinano, tak jak śliwki przecina się na kompot. Rozcięta skóra na ciele każdego człowieka została przez Apollina zebrana i zawiązana. Wyjaśniam przy okazji, gdyby ktoś nie wiedział, skąd mu się wziął pępek. I dlaczego z przodu. Żeby, patrząc na niego, nie zapomniał jak srodze jego przodkowie zostali ukarani za swoje zuchwalstwo.

A pilnować trzeba się nadal. Arystofanes ostrzega, że w razie nieposłuszeństwa wobec bogów rozdzielą oni ludzi ponownie. Tym razem na ćwiartki.

Rozdwojeni cieleśnie ludzie zaczęli tęsknić każdy za swoją połówką. Poszukiwali się, a kiedy znaleźli, z namiętnością obejmowali, po czym spleceni ginęli z głodu. Tak dotkliwej kary bóstwa chciały uniknąć, więc aby mogli połączyć się w miłosnym uścisku i jak dawniej, choć przez chwile, poczuć się jednością, Zeus przeniósł ich narządy płciowe do przodu.

Wymowa mitu przytoczonego przez Platona do dzisiaj jest równie aktualna –  bez odnalezienia tej jednej jedynej połówki człowiek nie jest w stanie przeżyć prawdziwej miłości. Ale to akurat i przed Platonem, i po nim wszyscy dobrze wiedzieli. Gorzej z praktyką.

POZNAĆ PANA PO CHOLEWACH – UBIÓR MÓWI WIELE

Jak się ubieramy, co nosimy, jest kodem określającym nasz gust, pozycję społeczną, stan posiadania (choć nie zawsze). Co to ma wspólnego z cholewami? W epoce staropolskiej krzykiem mody wśród szlachty było chodzenie w butach właśnie z wysokimi cholewami. Im status materialny wyższy, tym były droższe i bardziej widoczne. Wykonywane z delikatnej, miękkiej skóry jagnięcej, koźlej lub cielęcej. Nawet kolor świadczył o pozycji właściciela – jedynie magnateria chodziła w butach z cholewami w kolorze zielonym, czerwonym bądź żółtym. I ona zajmowała najlepsze miejsca przy stole. Czerń, odmiany szarości zarezerwowane były dla szaraczków na szarym jego końcu. Cała zaś reszta nosiła coś, co dziś nazwalibyśmy półbutami. Tak więc rzut oka na stopy wystarczał, by określić pozycję.

Chcemy czy nie, buty do dziś stanowią najważniejszy element ubioru. Zwłaszcza u panów.

SŁOMA WYSTAJE (WYCHODZI) Z BUTÓW – ZACHOWANIE PROSTACKIE

Jeśli pojawił się pan z cholewami, nie mogło zaraz po tym przykładzie zabraknąć słomy, która z butów (niekiedy) wychodziła. Rzecz w tym, że w wysokich stopy się pociły. Aby temu zapobiec wsypywano do wnętrza drobno pociętą słomę, czyli sieczkę. Wieczorem zawilgoconą wyrzucano, a rankiem wsypywano porcję świeżej. Najpewniej, jeśli komuś słoma wychodziła z butów to nosił raczej niskie – był więc przedstawicielem ubogiej szlachty zaściankowej. Wysokie cholewy skutecznie i dyskretnie zasłaniały specyficzny rodzaj wkładek higienicznych. W przenośni już nie.

A było to w czasach, kiedy na dworze francuskim na nogi zakładano jedwabne pończochy. Nasz słomiany wynalazek mógł szokować. Nie popadajmy jednak od razu w kompleksy. Co prawda, arystokracja francuska ubierała się finezyjnie, jednocześnie w pudrowanych, wielkich perukach roiło się od pcheł, a król i dworzanie załatwiali swoje potrzeby fizjologiczne na korytarzach.

Współcześnie słoma wychodząca z butów to dla wielu zakompleksionych „mistrzów kierownicy” ulubiony początek wiązanki rzucanej pod adresem innych użytkowników drogi.

GRA WARTA ŚWIECZKI – SPRAWA ISTOTNA, OPŁACALNA

A można też zaprzeczyć, podobnie jak przy szukaniu połówki, i o sprawie błahej powiedzieć: gra niewarta świeczki. Na tle wielu innych zwrotów ten zalicza się do młodziutkich; w języku polskim istnieje dopiero od połowy XIX wieku. Pierwotnie, jak czytam w „Nowej księdze przysłów i wyrażeń przysłowiowych polskich”, miał postać: Niewarte i łojowej świeczki. Julian Krzyżanowski, który „Nową księgę przysłów…” redagował, przywodzi francuskie i angielskie pochodzenie związku: le jeu ne vaut pas la chandelle, the game is not worth the candle. Zresztą i w niemieckim jest podobnie: das Spiel ist nicht Kerze wert. Wszyscy kiedyś siedzieli przy świecach.

Wszystko wskazuje na to, że zarówno gra warta świeczki jak i gra niewarta świeczki mają związek z kalkulacją karciarzy grających przy zapalonych świecach. Niegdyś dość drogich i nie mających tańszych zamienników jako źródła światła. Jeśli kwota w puli była mniejsza niż koszt świecy łojowej, bardziej opłacało się zdmuchnąć płomień i poszukać w ciemną noc innych rozrywek.

Zobacz też:

CZĘŚĆ I “JAKI ZABŁOCKI, JAKIE MYDŁO”

CZĘŚĆ II “FRAZEOLOGIZMY I KIJEK NA SZARYM KOŃCU”

CZĘŚĆ III “CO SMALIĆ, A CO SMALONE”

CZĘŚĆ IV “JĘZYKOWEJ PRZYGODY CIĄG DALSZY”

CZĘŚĆ V “ECH, TE POKRĘCONE FRAZEOLOGIZMY”

CZĘŚĆ VI “MIECZ DAMOKLESA ODCHODZI DO LAMUSA”

CZĘŚĆ VII “ZNALEŹĆ SIĘ W KROPCE I PUŚCIĆ FAMĘ O ROGU OBFITOŚCI”

CZĘŚĆ VIII “RUJA I PORUBSTWO, A TU – PIES OGRODNIKA”

CZĘŚĆ IX “KOŚCI ZOSTAŁY RZUCONE BEZ OGRÓDEK”

CZĘŚĆ X “LEŻEĆ POKOTEM I ZBIJAĆ BĄKI”

CZĘŚĆ XI “OD SASA DO LASA I INNE DUPERELE”

CZĘŚĆ XII “SŁONE CENY, A DZIEWCZYNA W BIELIZNĘ UBRANA”

CZĘŚĆ XIII “KAPUŚCIANA GŁOWA I KOBYŁKA U PŁOTA”

CZĘŚĆ XIV “NA BAKIER Z NOCNYM MARKIEM”

CZĘŚĆ XV CO SALOMONOWY WYROK MA WSPÓLNEGO Z MISKĄ SOCZEWICY

CZĘŚĆ XVI DRABINA JAKUBOWA, A NA NIEJ BENIAMINEK Z OŚLICĄ BAALAMA

CZĘŚĆ XVII CIOTKI REWOLUCJI ZE SZKLANYMI PACIORKAMI

CZĘŚĆ XVIII ROZEBRAĆ SIĘ DO ROSOŁU NA SEANSACH NIENAWIŚCI

Podstawowe źródła:

Słownik frazeologiczny języka polskiego

A. Krasnowolski, W. Niedźwiedzki, Słownik staropolski

Witold Doroszewski, Słownik języka polskiego

Nowa księga przysłów i wyrażeń przysłowiowych polskich

Zygmunt Gloger, Encyklopedia staropolska

Platon, Uczta



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

MATRYMONIALNE. „CHCĘ DUŻO SERCA W ZAMIAN ZA SWOJE”
16.07.2020