Patrzysz na polskie lasy, rzeki i łąki i zastanawiasz się, jak zmiany klimatu zmieniają tę znaną scenerię? Widzisz upały, susze czy nagłe ulewy i myślisz, co to oznacza dla polskiej przyrody? Z tego tekstu dowiesz się, jakie są najważniejsze skutki kryzysu klimatycznego dla ekosystemów w Polsce i dlaczego dotyczy to także Twojego zdrowia.
Jak ocieplenie klimatu zmienia polski krajobraz?
Od pierwszego raportu IPCC z 1990 roku naukowcy ostrzegali, że temperatura będzie rosnąć mniej więcej o 0,3°C na dekadę. Dziś wiemy, że tempo wzrostu jest często wyższe, a w Polsce skutki widać w coraz dłuższych falach upałów, wczesnych roztopach i przesuwaniu się pór roku. Stężenie CO2 w atmosferze wzrosło z około 275–284 ppm w epoce przedprzemysłowej do 412 ppm w 2019 roku, co mocno przyspiesza wszystkie procesy zachodzące w środowisku.
Wyższe temperatury zmieniają nie tylko średnie warunki w roku, ale też ekstremalne zjawiska. Coraz częściej mamy ekstremalne zjawiska pogodowe: gwałtowne ulewy, długie okresy bez deszczu, fale upałów trwające wiele dni. Taka zmienność sprawia, że trudniej przewidzieć pogodę, a co za tym idzie – zaplanować ochronę przed jej skutkami. Dla przyrody oznacza to zaburzenie dotychczas stabilnych cykli, które kształtowały polski krajobraz od tysięcy lat.
Wzrost temperatury i zmiana rozkładu opadów prowadzą do suszy, stepowienia obszarów i redukcji bioróżnorodności, co wprost uderza w bezpieczeństwo wody i żywności.
Zmiana klimatu oznacza także geograficzne przesunięcie stref klimatycznych. Gatunki związane z chłodniejszym klimatem stopniowo wypychane są na północ lub w wyższe partie gór. Te, które dobrze znoszą upał i deficyt wody, wkraczają na nowe obszary. Ten proces już trwa, co widać zarówno w lasach, jak i na obszarach rolniczych.
Jak rośnie presja na polskie ekosystemy?
Zmiany klimatyczne same w sobie są silnym stresorem, ale w Polsce nakładają się na antropopresję – przekształcanie siedlisk, zanieczyszczenie, intensywną gospodarkę rolną i leśną. Instytut Ochrony Przyrody PAN prowadzi badania nad bio- i georóżnorodnością, analizując m.in. lokalne adaptacje roślin górskich, plastyczność cech funkcjonalnych zagrożonych gatunków czy wpływ zmian klimatu na systemy geomorfologiczne.
Georóżnorodność – czyli zróżnicowanie form rzeźby terenu, skał i procesów, takich jak procesy fluwialne czy stokowe – także reaguje na zmiany klimatu. Częstsze intensywne opady zwiększają erozję, zmieniają dynamikę rzek, a w górach przyspieszają procesy osuwiskowe. To z kolei wpływa na rozmieszczenie siedlisk roślin i zwierząt, a także na stabilność infrastruktury człowieka.
Jak zmiany klimatu wpływają na polskie lasy?
Lasy są jednym z najważniejszych elementów polskiej przyrody. Magazynują węgiel w biomasie i glebie, regulują obieg wody i łagodzą skrajne temperatury. Od 1945 roku powierzchnia lasów w Polsce wzrosła z 21% do około 30% powierzchni kraju, a zapas węgla w żywej biomasie drzew podniósł się z 467 mln ton w 1990 do 822 mln ton w 2015 roku. Ten pozytywny trend zderza się jednak z ostrą prognozą co do składu gatunkowego.
Według analiz naukowców PAN wiele gatunków drzew powszechnych dziś w lasach nie poradzi sobie z prognozowanym ociepleniem i deficytem wody. Zmieni się zarówno struktura wiekowa drzewostanów, jak i cała sieć powiązań międzygatunkowych oparta na konkretnych gatunkach drzew.
Jakie drzewa znikną, a jakie przetrwają?
Według analiz Instytutu Dendrologii PAN o przyszłym rozmieszczeniu gatunków zadecydują przede wszystkim: amplituda temperatur w ciągu roku, średnia temperatura najcieplejszego kwartału, maksymalna temperatura najcieplejszego miesiąca oraz ilość opadów w najcieplejszym kwartale. Deficyt wody w sezonie wegetacyjnym jest tu czynnikiem rozstrzygającym. W umiarkowanym, ale bardzo prawdopodobnym scenariuszu klimatycznym gatunkami „przegranymi” będą:
- sosna zwyczajna,
- świerk pospolity,
- modrzew europejski,
- brzoza brodawkowata.
Te cztery gatunki zajmują dziś około 75% powierzchni lasów w Polsce. Sosna to aż 58,5%, brzoza 7,5%, świerk 6,4%. Ich masowe ustępowanie oznacza nie tylko zmianę koloru i struktury lasów. Wraz z nimi znikną setki gatunków grzybów, porostów, owadów, ptaków i ssaków wyspecjalizowanych w korzystaniu z konkretnych typów drzewostanów.
Na liście gatunków z większą szansą przetrwania znajdują się m.in. buk zwyczajny, jodła pospolita, jesion wyniosły, dąb szypułkowy i dąb bezszypułkowy. Dla wielu siedlisk to właśnie one mają być „trzonem” przyszłych lasów. Zmiana będzie jednak drastyczna, bo dotknie ona drzew spotykanych dziś na niemal każdym kroku podczas spaceru.
Co oznacza przebudowa lasów dla przyrody?
Leśnicy rozpoczęli już przebudowę monokultur sosnowych i świerkowych, wprowadzając na żyznych siedliskach dęby, buki, lipy czy klony. W wielu miejscach dzieje się to równolegle z procesami naturalnymi, bo w jednowiekowych drzewostanach iglastych spontanicznie pojawia się młode pokolenie bardziej zróżnicowanych gatunków liściastych. To zwiększa bioróżnorodność i poprawia odporność lasu na suszę czy wiatr.
Ryzyko polega na tym, że część gatunków sadzonych dziś w ramach odnowień i zalesień może nie przetrwać kolejnych kilkudziesięciu lat. Naturalny cykl przebudowy lasu trwa około stu lat, a skutki zmian klimatu nasilą się dużo szybciej. Jeśli teraz wybierzemy gatunki słabo dostosowane do przyszłych warunków, za jedno pokolenie będziemy mieć obumarłe drzewostany i jeszcze większe straty w magazynowaniu węgla.
Czy masowe sadzenie drzew rozwiąże problem?
W debacie publicznej pojawiają się hasła posadzenia 500 milionów drzew, co brzmi imponująco. W polskich warunkach leśnictwa taka liczba sadzonek to jednak standardowy roczny poziom odnowień w Lasach Państwowych. Drzewa te sadzi się głównie w miejsce wyciętych, więc bilans węgla w krótkiej perspektywie może nawet się pogorszyć, bo usuwamy stare, zasobne w biomasę drzewa, a w ich miejsce sadzimy lekkie, młode sadzonki.
Aby z 500 milionów sadzonek powstało 500 milionów dorodnych drzew, potrzeba około 2 mln hektarów nowych terenów i aż 16 miliardów drzew posadzonych dziś, biorąc pod uwagę naturalną śmiertelność i zabiegi pielęgnacyjne. Inne znaczenie ma więc „liczba posadzonych drzew”, a inne „liczba drzew, które osiągną wiek dojrzałości”. Z przyrodniczego punktu widzenia istotna jest właśnie ta druga.
| Element | Wartość orientacyjna | Znaczenie dla przyrody |
| Powierzchnia lasów | ok. 9 mln ha | ok. 30% powierzchni Polski |
| Potencjalne nowe zalesienia | ok. 2 mln ha | wzrost lesistości do ok. 35% |
| Wzrost magazynowania CO2 | co najmniej 10% | większy zapas węgla w biomasie i glebie |
Największy sens mają zalesienia słabych gruntów rolnych (V i VI klasa), terenów górskich i obszarów o dużym znaczeniu retencyjnym. W takich miejscach drzewa poprawiają retencję, stabilizują zbocza, zmniejszają ryzyko powodzi i wspierają sieć Natura 2000. Ważne jest też unikanie powtórki starych błędów, jak zakładanie ogromnych monokultur czy silne naruszanie struktury gleby przy odnowieniach.
Jak zmiany klimatu uderzają w bioróżnorodność i rolnictwo?
Polskie krajobrazy rolnicze należą do najsilniej uproszczonych ekosystemów. Duże pola jednego gatunku, uboga sieć miedz i zadrzewień, intensywne zabiegi agrotechniczne – to wszystko zmniejsza odporność na szok klimatyczny. Gdy pojawiają się długotrwałe susze, gwałtowne opady czy inwazje szkodników, takie systemy bardzo szybko tracą stabilność.
Wyższe temperatury i deficyt wody obniżają plony, pogarszają rentowność produkcji rolnej i osłabiają zdolność ekosystemów rolniczych do dostarczania usług takich jak zapylanie czy naturalna kontrola szkodników. Wraz z przesunięciem stref klimatycznych wiele upraw będzie wymagało zmiany odmian, a nawet gatunków. Rolnicy coraz częściej obserwują też nowe choroby roślin i szkodniki wcześniej nienotowane na danym terenie.
Jaką rolę odgrywają zadrzewienia śródpolne?
Jednym z najmocniejszych narzędzi zwiększania odporności krajobrazu rolniczego są zadrzewienia śródpolne. Odpowiednio rozplanowane pasy drzew poprawiają mikroklimat: podnoszą wilgotność powietrza, obniżają temperaturę w upalne dni, ograniczają prędkość wiatru i zmniejszają parowanie z gleby. To wprost przekłada się na mniejsze ryzyko wysychania plonów.
Zadrzewienia są także siedliskiem wielu gatunków zwierząt: ptaków owadożernych, nietoperzy, pożytecznych owadów, w tym zapylaczy. Część z nich ogranicza liczebność szkodników, inne podnoszą skuteczność zapylania. Mimo to w Polsce brak jest spójnego, wspieranego centralnie programu ochrony i rozwoju takich struktur w krajobrazie. Istnieją przepisy chroniące zadrzewienia, ale nie ma dokładnych danych, ile ich jest i w jakim są stanie.
W wielu regionach ich powierzchnia wręcz spada, bo przeszkadzają w mechanizacji i scalaniu pól. To poważny błąd w warunkach kryzysu klimatycznego, bo pozbawia rolnictwo naturalnej „poduszki bezpieczeństwa” na czas suszy, upałów czy gradobicia.
Jak ocieplenie zmienia zasięgi gatunków?
Wzrost temperatury i zmiany opadów powodują przesuwanie się zasięgów geograficznych gatunków. Dotyczy to zarówno drzew, jak i wielu gatunków zwierząt i roślin zielnych. Gatunki chłodolubne wycofują się wyżej w góry lub na północ, podczas gdy te ciepłolubne rozprzestrzeniają się z południa Europy.
Równocześnie rośnie presja gatunków inwazyjnych, które korzystają z ocieplenia i intensywnej wymiany handlowej. Zespół badawczy „Inwazje biologiczne” w IOP PAN analizuje przyczyny i skutki takich procesów zarówno w wymiarze biologicznym, jak i społecznym. Dla polskiej przyrody oznacza to wypieranie rodzimych gatunków, zmianę składu siedlisk i większe ryzyko nowych chorób roślin oraz zwierząt.
Jak kryzys klimatyczny wpływa na zwierzęta i zdrowie ludzi?
Zmiany klimatu nie są tylko problemem drzew i roślin. Dotykają też bezpośrednio zwierząt oraz ludzi. Wyższe temperatury wpływają na fenologię, czyli terminy kluczowych etapów życia organizmów: kwitnienia, rozmnażania, wędrówek. Jeśli np. owady latają wcześniej, a ptaki przylatują w dotychczasowym terminie, to tracą dostęp do pokarmu w newralgicznym okresie lęgowym.
Takie „rozsynchronizowanie” może prowadzić do spadku liczebności wielu populacji, które już teraz są pod presją utraty siedlisk. Jednocześnie część organizmów o krótkim cyklu życiowym przyspiesza rozwój, co sprzyja szkodnikom i niektórym wektorom chorób. To bezpośrednie przejście od zmian w przyrodzie do skutków zdrowotnych u ludzi.
Dlaczego wektorowe choroby zakaźne są coraz groźniejsze?
W Polsce bardzo mocno widać już związek między ociepleniem a wzrostem zachorowań na boreliozę. Kleszcze zyskują dłuższy sezon aktywności i lepsze warunki do zimowania. Jeszcze 15 lat temu notowano około 3,5 tys. przypadków boreliozy rocznie. Obecnie jest to około 20 tysięcy zachorowań w skali roku. Poprawa diagnostyki ma tu udział, ale znaczące jest też rozszerzenie zasięgu kleszczy, które pojawiają się nawet w centrach dużych miast.
Wyższa temperatura sprzyja także rozprzestrzenianiu się gatunków takich jak komar tygrysi, zdolny przenosić dengę. Naukowcy przewidują, że malaria czy denga mogą pojawić się w Europie w ciągu kilku–kilkunastu lat jako choroby lokalnie przenoszone, a nie tylko „pamiątka” z podróży. Już teraz odnotowuje się przypadki chorób tropikalnych u osób, które nigdzie nie wyjeżdżały, co oznacza, że wektor potrafi przeżyć w naszym klimacie.
To wymaga przygotowania systemu ochrony zdrowia: lepszej profilaktyki chorób klimatozależnych, szkoleń dla lekarzy, programów obserwacji wektorów i szybkiej diagnostyki. Bez tego przyroda stanie się źródłem zagrożeń, z którymi służba zdrowia nie będzie w stanie sobie poradzić.
Jak fale upałów wpływają na zdrowie i miasta?
Fale upałów, które jeszcze kilkadziesiąt lat temu były rzadkością, stają się w Polsce coraz częstsze i dłuższe. Dla ekosystemów to presja wodna i termiczna. Dla ludzi – wzrost umieralności i liczby hospitalizacji z powodu chorób sercowo-naczyniowych czy oddechowych, szczególnie wśród seniorów i niemowląt.
W miastach sytuację pogarsza tzw. miejska wyspa ciepła. Zabetonowane place, brak drzew i zieleni, ciemne dachy i asfalt sprawiają, że temperatura w centrum może być o kilka stopni wyższa niż na terenach podmiejskich. To zwiększa ryzyko przegrzania organizmu, ale też zmienia funkcjonowanie miejskich ekosystemów – od ptaków po mikroorganizmy glebowe.
Rozwiązaniem są działania z zakresu planowania przestrzennego: rozwój zieleni miejskiej, parki kieszonkowe, zielone dachy, ochrona istniejących drzew oraz ograniczenie betonowania przestrzeni. Takie elementy nie tylko chłodzą miasto, lecz także poprawiają retencję wody deszczowej i stają się siedliskiem dla zwierząt, które w zurbanizowanym krajobrazie i tak mają mało miejsca.
Jak nauka i polityka mogą chronić polską przyrodę?
Komitet Prognoz „Polska 2000 Plus” przy PAN podkreśla, że zmiany klimatyczne to jeden z najsilniejszych megatrendów współczesności i muszą być uwzględniane w scenariuszach rozwoju kraju. Oznacza to konieczność łączenia wiedzy przyrodniczej, gospodarczej i zdrowotnej. W przeciwnym razie strategie rozwojowe szybko się zdezaktualizują.
W ochronie przyrody priorytetem staje się opracowanie naukowych podstaw adaptacji: od przebudowy lasów, przez ochronę Natura 2000, po zarządzanie wodami i glebami. Instytut Ochrony Przyrody PAN realizuje program badań nad konsekwencjami zmian klimatycznych i antropopresji dla bio- i georóżnorodności. Efektem mają być nowoczesne propozycje zarządzania zasobami przyrodniczymi, które sektor publiczny i prywatny mogą wdrażać w praktyce.
Czego potrzeba w prawie i planowaniu?
W obszarze inwestycji coraz głośniej mówi się o konieczności wprowadzenia Oceny Oddziaływania na Zdrowie jako uzupełnienia standardowej Oceny Oddziaływania na Środowisko. Chodzi o to, by przed budową elektrowni czy dużego zakładu przemysłowego przeanalizować nie tylko wpływ na przyrodę, ale też na zdrowie ludzi w kontekście emisji zanieczyszczeń i gazów cieplarnianych.
Ten sam mechanizm można zastosować w planowaniu miejskim: projektując nowe place, osiedla czy drogi, należy brać pod uwagę ich wpływ na efekt miejskiej wyspy ciepła, lokalną retencję i jakość powietrza. Z prawnego punktu widzenia wymaga to zmian w przepisach i wprowadzenia obowiązku analiz zdrowotnych dla inwestycji, które mogą zaburzać naturalne ekosystemy lub wzmacniać kryzys klimatyczny.
W sektorze leśnym i rolnym potrzebne są ramy prawne i finansowe wspierające przebudowę lasów w kierunku większej różnorodności gatunkowej, ochronę zadrzewień śródpolnych oraz rozwój zalesień na słabych gruntach. Bez takich narzędzi nawet najlepsze rekomendacje naukowców pozostaną na papierze.
Zmiany klimatyczne już teraz przeobrażają polską przyrodę – od składu gatunkowego lasów, przez krajobraz rolniczy, aż po zdrowie mieszkańców miast i wsi.
To, jak będą wyglądały polskie lasy, rzeki i pola za życia dzisiejszych 40-latków, zależy wprost od tego, czy polityka, nauka i lokalne decyzje zaczną poważnie traktować adaptację do zmian klimatu i ochronę bioróżnorodności jako wspólny cel.